niedziela, 8 września 2013

„Pan moją siłą, moją twierdzą, moją ucieczką w dniu ucisku.” Jr 16,19

Spacer po Mszy, co by rozruszać zasiedziałe nogi. I Bóg mi pokazuje ludzi na rowerach, na rolkach, biegających. I tak sobie myślę, o co kaman? Przecież ja nie mogę. A On mi mówi, że mogę, że za niedługo wejdę na rower, założę rolki i pobiegnę. Że będę mogła wrócić na treningi. Bo On uzdrowi moje ciało. Tylko muszę do Niego wrócić, „nawrócić się” i zacząć ”chodzić w blasku Jego światła”. Nie mam nikogo wychwalać, poza Bogiem, mam Go kochać „z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich”.

Nie wiem jak to było kiedyś, jak sobie kiedyś radziłam w trudnych sytuacjach. Teraz, nie wyobrażam sobie przejść przez wydarzenia ciężkie, smutne, ale i te radosne bez Pisma Świętego. Ono odpowiada na wszystkie moje pragnienia, pytania, żale. Mówi o tym, co czuje i pokazuje gdzie mogę szukać pomocy. Daje nadzieje, wzywa do walki i nie poddawania się, uczy wiary, mówi, jak żyć. Pokazuje drogi rozwoju, ścieżki, na których możemy ubogacać naszą codzienność. Mówi o tym, jaka powinna być kobieta, co jest w życiu ważne, a na co nie warto zwracać uwagi. Jest niesamowite! Boże Twoje „Słowo jest żywe i skuteczne, zdolne osądzić moje myśli i pragnienia serca”. Dzięki Ci za nie! I gdy zastanawiam się, czy nie tracę czasu sięgając po Pismo, zamiast działać, okazuje się, że wcale go nie tracę, tylko zyskuję, zyskuję tak wiele!

Przez pierwszy tydzień po wypadku dziękowałam za życie i walczyłam. Każdego dnia z bólem wstawałam z łóżka i cieszyłam się, że tak szybko dochodzę do siebie, że już mogę unieść rękę, zgiąć nogę. Ze wszystkim jakoś dawałam sobie radę. Każdego dnia z całych sił trzymałam się Boga. Wiedziałam, że moja siła, zawsze pochodziła od Niego. Więc i teraz z Niego czerpałam wolę walki.

Aż do czasu. W końcu podłamałam się. Przyjechała siostra, litowała się nade mną i traktowała jak niepełnosprawną. Rozumiem ją, pewnie sama też chciałabym pomóc komuś po wypadku. Ale nie tego potrzebowałam, jestem z tych, którzy zaprzestając walki, przestają oddychać. Dla Boga też czasu coraz mniej, mniej modlitwy, mniej słuchania tego, co On ma mi do powiedzenia. I zaczęłam się oglądać na innych, że inni są cali i zdrowi a ja niepełnosprawna. Radość z tego, że żyję i nie jestem połamana zamieniła się w rozpacz, że już pewnie nigdy nie dojdę do siebie, nie pojadę w góry, nie będę mogła dużo chodzić, nie będę mogła jeździć na rowerze, na nartach, nie wrócę na treningi. Że już na pewno za późno dla mojego kolana, że wszystko przeze mnie, bo je zaniedbałam.

Zatrułam serce czarnymi myślami. Nie dopuszczając do głosu Boga.

Na szczęście On zbyt długo nie pozwolił mi się w nich pogrążać. Owszem, miałam ciężki tydzień, tydzień walki, poszukiwania nadziei, odbudowywania wiary. I jak zwykle dostałam koło ratunkowe w postaci Pisma świętego, spowiedzi, częstszej Komunii i przyjaciół. Boże dzięki Ci za nich! I gdy za bardzo skupiałam się na sobie, Ty zaangażowałeś mnie w działanie i postawiłeś na mojej drodze ludzi schorowanych, cierpiących, samotnych, tak bym przestała narzekać, że już gorzej ode mnie to nikt nie ma.

Kochany jesteś!

Powoli wracam do siebie. Bóg nawet ze zła potrafi wyciągnąć dobro. Nawet z mojej głupoty i pośpiechu. Za bardzo pokładałam nadzieje w sobie, za bardzo myślałam, że wszystko mi wolno. I przestałam dostrzegać innych. Za bardzo chciałam wszystko sama, nie prosząc o pomoc. No to „dostałam po łbie” – dosłownie i w przenośni.

Śmiem twierdzić, że Bóg przygotował mnie do wypadku. Dał mi przed nim przeczytać odpowiednie książki, spotkać odpowiednich ludzi, dał mi wszystko, co pomogło mi przejść przez ten najgorszy okres. Skoro człowiek "bez rąk i bez nóg nie ma ograniczeń", to tym bardziej ja mając sprawną jedną rękę i jedną nogę. Skoro przez wypadek chłopca, mogła się objawić chwała Boga, to może i ktoś dzięki mojemu nieszczęściu Go poznał.

Co mnie zaskoczyło? Że nic i nikt nie był w stanie mnie pocieszyć i dodać sił. No wszystkiego próbowałam. Dopiero, gdy nadszedł dla mnie czas, Bóg przyszedł, uzdrowił moje serce, dał mi swoją radość, dał swojego Ducha. Dzisiaj na Mszy z Przymierzem Miłosierdzia..

Ale to nie jest tak hop siup i już. Bóg uzdrawia i… zleca misję. Nawrócić jedną osobą na miesiąc! Czad :D i oczywiście pocieszać innych, tą pociechą, którą dostaliśmy od Niego.

Na koniec 5 zaleceń o. Antonello z Przymierza Miłosierdzia, co by każdy mógł skorzystać:

1. Modlić się do Ducha, wszędzie, o każdej porze.
2. Być zawsze razem, w Kościele, we wspólnocie.
3. Posługiwać charyzmatami, rozwijać, ciągle je wykorzystywać.
4. Prosić o Ducha, żeby przyszedł osobiście do mnie.
5. Ewangelizować


A poniżej niektóre z moich "kół ratunkowych", a nuż komuś się przydadzą:


Księga Barucha:

„Nie upadaj na duchu, Jeruzalem, pocieszy cię Ten, który dał ci imię. Biada tym, którzy cię skrzywdzili i cieszą się z twego nieszczęścia.”

„Cierpliwie znosić, ufać Panu, wołać do Niego, być dobrej myśli, a On prędko nas wybawi."

Odłóż szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana.”

„Spójrz na wschód i zobacz radość, która Ci przychodzi od Pana

„Podnieś się.”

Księga Jeremiasza:

„To mówi Pan:
«Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku
i który w ciele upatruje swą siłę,
a od Pana odwraca swe serce.
Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie,
nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście:
wybiera miejsca spalone na pustyni,
ziemię słoną i bezludną.
Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu,
i Pan jest jego nadzieją.
Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą,
co swe korzenie puszcza ku strumieniowi;
nie obawia się, skoro przyjdzie upał,
bo utrzyma zielone liście;
także w roku posuchy nie doznaje niepokoju
i nie przestaje wydawać owoców.
Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne
i niepoprawne - któż je zgłębi?
Ja, Pan, badam serce
i doświadczam nerki,
bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania,
według owoców jego uczynków.

 Uzdrów mnie, Panie, bym się stał zdrowym;
ratuj mnie, bym doznał ratunku.
Ty bowiem jesteś moją chlubą.
Oto oni, którzy mi mówią:
«Gdzie jest słowo Boże?
Niechże się wypełni!»
Ale ja nie nalegałem
na Ciebie o nieszczęście,
ani nie pragnąłem dnia zagłady.
Ty wiesz: to, co wyszło z moich ust,
jest zupełnie jawne przed Tobą.
Nie bądź dla mnie postrachem,
Ty, moja ucieczko w dniu nieszczęścia!

Księga Jonasza:

„Pan zesłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza. I był Jonasz we wnętrznościach ryby trzy dni i trzy noce. Z wnętrzności ryby modlił się Jonasz do swego Pana Boga. I mówił:
«W utrapieniu moim wołałem do Pana,
a On mi odpowiedział.
Z głębokości Szeolu wzywałem pomocy,
a Ty usłyszałeś mój głos.
Rzuciłeś mnie na głębię, we wnętrze morza,
i nurt mnie ogarnął.
Wszystkie Twe morskie bałwany i fale Twoje
przeszły nade mną.
Rzekłem do Ciebie: Wygnany daleko od oczu Twoich,
<jakże choć tyle osiągnę, by móc> wejrzeć na Twój święty przybytek?
Wody objęły mnie zewsząd, aż po gardło,
ocean mnie otoczył,
sitowie okoliło mi głowę.
Do posad gór zstąpiłem,
zawory ziemi zostały poza mną na zawsze.
Ale Ty wyprowadziłeś życie moje z przepaści,
Panie, mój Boże!
Gdy gasło we mnie życie,
wspomniałem na Pana,
a modlitwa moja dotarła do Ciebie,
do Twego świętego przybytku.
Czciciele próżnych marności
opuszczają Łaskawego dla nich
.
Ale ja złożę Tobie ofiarę,
z głośnym dziękczynieniem.
Spełnię to, co ślubowałem.

Zbawienie jest u Pana».
Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd.”

sobota, 7 września 2013

Sobór Watykański II - Orędzia - Do Kobiet

"Teraz do WAS skierowujemy się niewiasty wszystkich stanów, dziewczęta, żony, matki i wdowy; także do Was Dziewice Bogu poświęcone i niewiasty samotne; wy stanowicie połowę przeogromnej rodziny ludzkiej.

Kościół jest dumny - wy o tym wiecie - że wyniósł i uwolnił niewiastę, sprawił, że w ciągu wieków zawsze jaśniała w różnorodności charakterów, jej istotna równość z mężczyzną.

Lecz nadchodzi godzina, nadeszła godzina, gdzie powołanie niewiasty otrzymuje swoją pełność. Godzina, w której niewiasta osiąga w społeczeństwie swój wpływ, swoje promieniowanie, swoją władzę nigdy dotąd nie posiadaną. Dlatego w chwili kiedy ludzkość przeżywa tak głęboką zmianę, niewiasty przepojone duchem Ewangelii mogą tak wiele uczynić, aby pomóc ludzkości by nie zawiodła.

Wy niewiasty zawsze stójcie na straży ogniska domowego, miłości, źródeł życia, znaczenia kołyski. Wy jesteście obecne przy tajemnicy powstającego życia i wy pocieszacie przy śmierci. Technice naszej grozi to, że stanie się nieludzką. Pojednajcie więc ludzi z życiem. A przede wszystkim zaś czuwajcie - o to was błagamy - nad przyszłością naszego rodzaju. Wstrzymajcie rękę mężczyzny, który w momencie szału usiłowałby zniszczyć cywilizację ludzką.

Żony, matki rodzin, pierwsze wychowawczynie rodzaju ludzkiego w ciszy ogniska domowego przekazujcie Synom i Córkom Waszym tradycje Ojców Waszych przygotowując ich równocześnie do niezgłębionej przyszłości. Pamiętajcie zawsze, że Matka poprzez swoje dzieci należy do tej przyszłości, której już może nie ujrzy.

Także i wy niewiasty samotne wiedzcie o tym, że możecie spełnić wasze powołanie przez poświęcenie się. Społeczność wzywa was zewsząd, nawet same rodziny nie mogą żyć bez pomocy tych, które nie mają rodziny.

Wy przede wszystkim dziewice Bogu poświęcone w świecie, gdzie egoizm i poszukiwanie przyjemności staje się prawem, stańcie się strażniczkami czystości, bezinteresowności, pobożności. Pan Jezus dając miłości małżeńskiej jej pełnię wyniósł również wyrzeczenie się tej miłości jeżeli czyni się to dla Miłości nieskończonej i w celu służenia wszystkim.

Wreszcie wy niewiasty doświadczone, które stoicie pod krzyżem na podobieństwo Maryi, wy które tak często w historii dawałyście mężczyznom moc by walczyli do końca, by dawali świadectwo, aż do męczeństwa, wspomóżcie ich raz jeszcze, by zachowali śmiałość wielkich przedsięwzięć a zarazem cierpliwość i uczucie pokornego początku.

O Wy Niewiasty, które potraficie uczynić prawdę słodką, miłą, dostępną, przyczyńcie się, aby duch Soboru przeniknął wszystkie instytucje, szkoły, ogniska domowe w ich życiu codziennym.
Niewiasty całego świata chrześcijanki i niewierzące, wy którym powierzone jest życie w tak ważnym momencie historii, od Was zależy ocalenie pokoju światowego."

czwartek, 5 września 2013

Niepokalana

"Matka Boża była ubrana w białą suknie, dziwnie białą, przezroczystą,
na ramionach miała przezroczystą niebieską, czyli jak błękit, zarzutkę,
z odkrytą głową, włosy rozpuszczone;
śliczna i niepojęcie piękna."
św. Faustyna


"Co takiego w Niej jest? A co stanowi o pięknie kobiety? Kształty postaci? Kolor oczu? Puszystość włosów? Ciepło głosu? Delikatność dłoni? Dziewczęta i kobiety, które uwierzyły w taki wzorzec piękności, robią wszystko, by zewnętrzne piękno uczynić jeszcze urodziwszym. Skutek bywa często opłakany. Bo nie tędy droga. Zatem pytam jeszcze raz: Co takiego w Niej, w Maryi, jest? Najpierw macierzyństwo. Powiadam: najpierw, bo jest to tajemnica, o którą ocieramy się w naszym życiu często. Jest coś urzekającego w postaci, w spojrzeniu, w całym zachowaniu kobiety tulącej dziecko. Każda wtedy wypięknieje. Jakże piękna musiała być Matka Jezusa... A więc najpierw macierzyństwo. Jest jeszcze drugi powód, dla którego Maryja prześcignęła w pięknie wszystkie dziewczęta i wszystkie kobiety świata. Piękno w człowieku zakotwiczone jest nie w proporcjach ciała, lecz w duszy człowieka. Bo o człowieczeństwie stanowią właśnie duch i dusza. Zatem — im głębsze życie duchowe, im bardziej duch nad ciałem panuje, im więcej w kimś duchowej przestrzeni, tym piękniejszą staje się ta osoba. Także tę prawidłowość obserwujemy w naszym otoczeniu. I dlatego tak niepiękne, choć z wyglądu ładne, bywają rozmaite „miss”. Braku ducha nie da się niczym zastąpić. I dlatego bez wątpienia najpiękniejszą jest Maryja. To o Niej powiedział anioł: „Bądź pozdrowiona, Pełna Łaski!”. Dobrze napisałem. Dwa razy duża litera, bo te słowa (w greckim oryginale jedno) stają się Jej imieniem. Taka jest gramatyczna konstrukcja tego zdania. „Pełna Łaski”... Jej duchowe wnętrze, jej wtedy młodziutkie serce wypełnia miłość Boga i radość z Jego obecności. Nie, ta miłość nie przekreśla i nie wyklucza miłości do ludzi. Przeciwnie, gdy Bóg w sercu — tym szerzej jest ono otwarte dla świata, tym większą radością, dobrocią, życzliwością i pokojem człowiek promieniuje. I tym bardziej, i więcej pokochać może. Taką była (i jest) Pełna Łaski.
(...)Najważniejsze, by nasze życie było odbiciem Jej życia. Nieudolnym i dalekim od pierwowzoru — ale jednak odbiciem najpiękniejszego Piękna Niepokalanej."

czwartek, 29 sierpnia 2013

Życie jest krótkie, doceniaj chwilę!

„Wyciąga rękę z wysoka i chwyta mnie,
wydobywa mnie z toni ogromnej.
Wyrywa mnie od przemożnego nieprzyjaciela,
od mocniejszych ode mnie, co mnie nienawidzą.
Napadają na mnie w dzień dla mnie złowrogi,
lecz Pan jest dla mnie obroną.
Wyprowadza mnie na miejsce przestronne,
ocala, bo mnie miłuje.”

(2 Sm 22,17-20)

Dostałam szansę. Szansę na to by Ciebie poznać, by dać się poznać Tobie, opowiadając Ci o mnie. Szansę, bym zaczęła Cię w końcu traktować jak najlepszego przyjaciela. Dostałam szansę by być blisko Ciebie.

Bo pewnie usłyszałabym:  

„Nie znam cię! Coś mi świta, przychodziłaś, często gadałaś sama z sobą, ale nie pamiętałaś o Mnie. Nie dałaś mi szansy, bym się o ciebie zatroszczył. Wszystko swoimi siłami. I byle "ja" w centrum i "ja" wiem najlepiej. Nie szukałaś moich dróg, nie szukałaś moich myśli.
Ja pragnąłem ciebie całą. A ty, dawałaś mi to, co zbędne… I żyłaś, jak chciałaś. Gubiłaś się, raniłaś, a ja nie mogłem na to patrzeć. I tęskniłem, ciągle tęskniłem.
Jak mogłaś tak ryzykować? Być tak nierozsądna? Twoje ciało, twoje życie, ja ci je dałem! Nie na to byś straciła je w tak beznadziejny sposób.
Kocham cię i dlatego podaję ci moją dłoń i wyciągam cię z toni ogromnej… Uzdrawiam twoje ciało i daje ci szansę byś mogła żyć nowym życiem!
Nie życiem „w pełni”, ale Życiem we Mnie! Bo ja jestem tą Pełnią!
Za czym biegłaś, gdzie się spieszyłaś, czyż nie wiesz, że nie możesz dołożyć dnia do twojego życia?
Są rzeczy ważniejsze, ważniejsze niż pieniądze, pycha, duma.
Ważniejsze niż czas.
Ważniejsze niż robienie na kimś wrażenia.
Ważniejsze niż paznokcie, ciuchy, buty.
Ważniejsze niż ciało.
To Twoja dusza!”


Co dokładnie stało się po wypadku, w czasie wypadku, dowiem się pewnie po śmierci. Ale czułam, że to jest walka o moją duszę. Zmagałam się, ciągle zmagałam się z tą rozpaczą, z tą ciemną tonią, w której się zanurzyłam i zaczynałam tonąć. I chwyciłam się Ciebie. Jezu ufam Tobie! Modlitwa do Mamy Częstochowskiej, prośba do o. Pio. I te uczucie, że coś się dzieje, w moim sercu, w mojej głowie…
Odzyskałam Nadzieję! Odzyskałam wolę walki. Odzyskałam Ciebie w mej duszy, przyszedłeś, choć tak nabroiłam…

„Daleka bądź od trwogi, bo nie masz się czego obawiać,
i od przestrachu, bo nie ma on przystępu do ciebie.
Oto jeśli nastąpi napaść, nie będzie to ode Mnie.

Kto na ciebie napada, potknie się z twej przyczyny.
Oto Ja stworzyłem kowala,
który dmie na ogień rozżarzonych węgli
i wyciąga z niego broń, by ją obrobić.
Ja też stworzyłem niszczyciela, aby siał zgubę.
Wszelka broń ukuta na ciebie będzie bezskuteczna.
Potępisz wszelki język, który się zmierzy z tobą w sądzie.
Takie będzie dziedzictwo sług Pana
i nagroda ich słuszna ode Mnie -

wyrocznia Pana.”
(Iz 54, 14-17)

Ten tekst, który dostałam w przeddzień wypadku, bardzo mi pomógł. Jakimś cudem przypomniałam sobie, że Bóg mi obiecał, że nie mam się, czego bać.

Co bym zrobiła gdyby zostało mi 60 minut życia? Albo raczej, co zrobiłam? Płakałam, płakałam i zalewałam się czarnymi myślami, martwiąc się o wszystko, co nie miało teraz znaczenia. Aż złapałam się Boga, jako mojej kotwicy i z pomocą Jego łaski, zaufałam.
A On mnie wyprowadził z ciemnej doliny. Pokazał mi jak ważna jest wdzięczność za wszystko, co mamy. Że nie jest ważne to, czego nam brakuje, nie jest potrzebne nam więcej i więcej. Najważniejsze to cieszyć się i doceniać to, co mamy. A ile mamy! Przede wszystkim życie, czyli szansę na Niebo. Nasz skarb, czyli duszę, która łączy nas z Bogiem, która może trwać i jednoczyć się z Nim.

Mam niepołamane kości, całą głowę i brak poważniejszych ran. Mam ręce, nogi, mogę widzieć, słyszę i czuję. Mogę śpiewać na chwałę Panu! Mam wielkiego Boga, dobrego przyjaciela, który mnie nie opuszcza na krok! Który troszczy się o mnie i jestem dla Niego mega ważna. Wiem to, bo umarł za mnie! Kocha mnie i nie pozwoli zginąć mojej duszy, bo kiedyś oddałam Mu ją. I mam Mamę, która kiedy trzeba okrywa mnie swym płaszczem by nie stała się mi krzywda. I mam ojca Pio w Niebie! Dzięki za modlitwę!

Pochwalony bądź Panie moim nowym życiem w Tobie!

(1:49  27.08.2013r.) 


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Dzięki Ci!

"Dobre mam życie, Panie. Ale zbyt często chyba zapominam, komu to zawdzięczam. Nie gniewaj się, że tak jest. Ja przecież wiem. Wiem, że za wszelkim pięknem mojego życia stoisz Ty....

Wobec świadomości tego, jak nieporadne są moje podziękowania potarzam słowa piosenki: Nie umiem dziękować Ci Panie, bo małe są moje słowa; zechciej przyjąć moje milczenie i naucz mnie życiem dziękować..."


wtorek, 6 sierpnia 2013

Pochwała niedoskonałości

Dzięki Ci Boże, że kiedy już przestaję wierzyć, że cokolwiek mogę, Ty przychodzisz mi z pomocą i mówisz: „Może i sama nic nie możesz, ale ze Mną nie ma nic niemożliwego. Odwagi, Ja jestem!”. Ty, w sumie tylko czekasz, kiedy dojdę do tego, że jesteś mi potrzebny. A jesteś, jesteś moim powietrzem i bez Ciebie duszę się pychą myślenia, że wszystko zrobię sama. Ot Zosia Samosia! Zaradna, samodzielna, silna kobieta.

Dzięki Ci Boże za moje niedoskonałości, za wszystkie słabości, za wrażliwość, przez którą tak często cierpię, za niepunktualność, która pokazuje, jak bardzo nie radzę sobie z organizacją czasu. Za niecierpliwość, z której często po fakcie się śmieję, bo gdy zaoszczędzę na czymś parę minut za chwilę przychodzi mi czekać na coś o wiele dłużej. Dzięki Ci za moje narzekanie i marudzenie, które w ogóle nie ma sensu. Dzięki za niezdecydowanie, które pokazuje, że wcale nie jestem wszechogarniająca. Dzięki za skłonność do plotkowania, osądzania i zazdroszczenia, bo dzięki temu widzę jak bardzo jestem niedoskonała i ile jeszcze pracy przede mną. I dzięki za martwienie się na zapas, które pochłania tyle energii, gdy potrzeba tak mało albo tylko Jednego…

Oddaję Tobie Jezu moje wady, moje słabości. Bo wierzę, że Ty możesz przemienić je w coś pięknego!

Wrażliwość możesz skierować ku innym bym umiała dostrzegać potrzebujących bliźnich i im pomagała. Niepunktualnością możesz nauczyć mnie dostrzegania wartości czasu i szacunku dla czekających. Niecierpliwość możesz przemienić w natychmiastowe reagowanie na zło tego świata. Narzekanie i marudzenie w wychwalanie daru życia, codzienności i dzieła stworzenia. Niezdecydowanie w otwarcie na mądrość innych ludzi, na ich chęć pomocy, wsparcia. A plotkowanie, osądzanie i zazdrość w umiejętność rozgłaszania Ewangelii, traktowania każdego jak brata i docenianie tego, co mam, co mi dałeś.

Ty zrobisz z moimi wadami, co zechcesz, nie wiem co, to tylko moje niedoskonałe domysły…

Na koniec zostawiłam "martwienie się na zapas". I tu mam prośbę. Proszę Cię Boże przemień je w pokorną ufność, że Ty jesteś, będziesz, wesprzesz, że wszystkie moje problemy, wszystkie tak ważne dla mnie sprawy są jeszcze ważniejsze dla Ciebie. Że Ty widzisz moje zmagania i zajmiesz się tym w odpowiednim czasie, lub uzdolnisz mnie bym wykonała Twoją wolę.

Wiem, dążymy do doskonałości… Ale jak ja potrzebuję mych słabości, Ty jeden wiesz najlepiej.

Boże, bądź pochwalony moim niedoskonałym życiem!

Amen.

środa, 24 lipca 2013

Komentarz

Poniższy tekst jest komentarzem do dyskusji na temat aborcji, prawa do życia i tego, że kobiety w ciąży są pozostawiane sobie same. Dyskusja wytworzyła się po zamieszczeniu w sieci, tego rysunku:

"Bezpieczna i darmowa aborcja" - brzmi jakby to było o szczepionce. A to nie jest szczepionka! To jest morderstwo, jak dla mnie. Dzieci biorą się z aktu płciowego. Akt płciowy zachodzi między dwojgiem myślących ludzi, świadomych tego, że są zdolni do rozmnażania, uczą tego na biologii w podstawówce. Jeśli nie są w żaden sposób niepełnosprawni umysłowo, no to wiedzą, że istnieje możliwość poczęcia dziecka. I jako dorośli ludzie powinni znać konsekwencje swoich czynów. 

No dobra, powiedzmy, że są niedojrzali, nieodpowiedzialni i nie znają konsekwencji swoich czynów, lub dziecko poczęło się w wyniku gwałtu. Jest tyle ośrodków działających na terenie całej Polski, które oferują pomoc kobietą w ciąży, również ofiarą gwałtu, wielu lekarzy, psychologów jest dostępnych dla szukających pomocy. Zawsze też można szukać pomocy w Kościele, jak nie w danej parafii, to w drugiej, w końcu trafi się na księdza/siostrę z powołania. Owszem jest to słabo nagłaśniane. Przydałaby się jakaś taka kampania społeczna. Kobieta, która jest w ciąży nie powinna być zostawiana sobie samej. Powinno do tego dążyć zarówno jej otoczenie jak i państwo. 

Wracając do jednego ze źródeł nieszczęść, przydałby się w szkole przedmiot uczący odpowiedzialności za własne czyny i uświadamiający, że to, co robimy, ma swoje konsekwencje. Dobrze by było gdyby każda kobieta w Polsce wiedziała, gdzie może się zgłosić, gdy jest w niechcianej ciąży, lub została zgwałcona. Dobrze by było, gdyby każda samotna matka, wiedziała, że nie jest zostawiona sama sobie i że uzyska potrzebną pomoc. Dobrze by było, gdyby posiadanie dziecka nie było problemem przy szukaniu pracy. Dobrze, gdyby zajście w ciąże nie było pretekstem do zwolnienia.  I naprawdę pięknie by było gdyby każda kobieta wiedziała, co może zrobić z dzieckiem po urodzeniu, jeśli nie jest w stanie go wychować. I jeszcze gdyby był jakiś program wsparcia dla kobiet w ciąży, które chcą oddać swoje dziecko do adopcji, by mogły uzyskać odpowiednią pomoc na czas ciąży. To byłby piękny świat, piękna Polska. 

A co możemy zrobić by tak było? Możemy działać, szukać, nagłaśniać, dowiadywać się, rozmawiać i zgłaszać naszemu rządowi, opiece zdrowotnej i społecznej, że jest taka potrzeba. Polacy potrzebują poszanowania życia, obrony życia i wsparcia dla kobiet w ciąży. Więc zachęcam do takiego działania i obiecuję sama jakoś spróbować zacząć w tym kierunku iść, bo sprawa wydaje się być niecierpiąca zwłoki.

Tylko się nie kłóćmy o to, kto poda więcej problemów kobiet w ciąży, kto poda więcej racji za tym, że kobieta jest pozostawiona sama sobie. Raczej jednoczmy się i razem działajmy. Bo z jałowych dyskusji, które nie prowadzą do działania, podjętego choćby przez jednego człowieka w jego najbliższym otoczeniu, nic nie wynika.


Jakby ktoś miał jakieś namiary na ośrodki, sposoby pomocy kobietą w ciąży to zachęcam do umieszczania informacji w komentarzach. 

I link do akcji Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego: 

niedziela, 21 lipca 2013

„A tak mało potrzeba, albo tylko jednego…”

Jak dobrze, że Bóg stawia na naszej drodze ludzi, którzy pokazują jak bzdurnie zaczęliśmy myśleć o życiu i naszym powołaniu, zostawiając za sobą kwestię najważniejszą a skupiając się na czymś, co jest tylko dodatkowe, poboczne, co jest środkiem do celu, a nie celem samym w sobie.

To tak jakby biorąc udział w zawodach bardziej skupić się na butach, niż na kolejnym etapie do przebycia, czy samej mecie. I panikować, kiedy tracisz z oczu owe buty, no chore. Przecież ty masz patrzeć przed siebie, co najwyżej na drogę, ale nie na buty. Już wystartowałeś i masz je na sobie, może niedługo przestaną ci być potrzebne, ale póki co masz je na nogach, więc skup się na Drodze. Czy już poznałeś swoją własną, czy ją wybrałeś i podążyłeś? Czy jesteś przyszłym małżonkiem czy może osobą konsekrowaną?

To taka pułapka skupiania się na marzeniach i celach życiowych, zostawiając za sobą ten najważniejszy krok w życiu. Ze strachu, z braku chęci podejmowania decyzji, bo jeszcze nie trzeba, ja jeszcze poczekam, nie pali się, tak jest łatwiej. A Bóg się dopomina. Sugeruje, że to, co teraz robisz nie jest najważniejsze. I pyta. Jaka jest Twoja droga świętości? Jak chcesz dążyć do Nieba? Odkryj ją, zapytaj mnie, poproś o pomoc. Jeśli myślisz, że kariera, rozwój, walka ze słabościami i spełnianie marzeń to gwarancja szczęśliwego życia, i to już wszystko, to się mylisz. W końcu czegoś ci zabraknie. Może kogoś, może jakiegoś wyższego celu wszystkich dążeń. Kogoś, komu chciałbyś ofiarować swoje życie, komu chciałbyś służyć, z kim chciałbyś żyć i przechodzić wszystkie, ciężkie i błogosławione chwile. Ktoś, kogo uśmiech byłby dla ciebie najważniejszy. Kim jesteś, dokąd idziesz, z kim?

I wzywa. Nie zapominaj o Mnie. Na jaką drogę byś się nie zdecydował, JA JESTEM twoim Bogiem. Wywiodłem cię z opresji, z chwil ciężkich i złych. Gdy nie wiedziałeś, czym jest wolność. Powoli poprowadziłem cię przez pustynie, żywiłem, poiłem, troszczyłem się, a kiedy trzeba było, walczyłem za ciebie. Byś nie był niedowiarkiem, lecz wierzącym, pił wodę żywą i nie pragnął, byś był moim świadkiem, nie umarł, tylko żył i by objawiła się przez ciebie moja Chwała. Trwaj przy Mnie, a powiodę cię drogą do Wiecznego Szczęścia i będę ci błogosławił na twoich ścieżkach.


Boże otwórz moje serce abym umiała przyjąć Twoją wolę, 
poprowadź mnie Drogą, którą dla mnie wybrałeś.

Amen.

sobota, 13 lipca 2013

Kilka rad od Dove:

Świetna jest ta kampania Dove! Oczywiście, że wszystkie jesteśmy piękne! Jesteśmy księżniczkami Króla, Jego niesamowitymi córkami, które mają zmieniać świat! Tylko często o tym zapominamy...

Link do Klubu Dove na youtube, obejrzyjcie sobie filmiki, warto!

Dla chętnych zadanie domowe! 
Wypisz 25 zalet, rzeczy, cech, które w sobie lubisz, swoich zdolności, talentów, albo też pozytywów dotyczących Twojego wyglądu. W razie trudności spytaj najbliższych, rodzinę, znajomych. Nie przejmuj się jeśli na początku marnie Ci będzie szło, spokojnie, żeby niektóre rzeczy odkryć potrzeba czasu. Ważne, żeby nie przestawać szukać...

 

















Jak spędziłbyś dzisiejszy dzień, gdyby to był ostatni dzień Twojego życia?

Byliście kiedykolwiek na spacerze z Panem Bogiem? Polecam!

Po prostu idziesz, modlisz się, a On prowadzi Cię w piękne miejsca.

Najpierw zaprowadził mnie po sieciówkę. Później pod klub, gdzie chcę zacząć chodzić na treningi. Podszedł ze mną do grupy naprawdę dobrze zbudowanych mężczyzn, których, o dziwo, wcale się nie bałam i pogadaliśmy o tym, kiedy są treningi, jak tam się dostać do środka i pożyczyliśmy sobie miłego wieczoru.

Następnie zaprowadził mnie w głąb ulicy, gdzie słychać było jakieś dziwne dźwięki. Okazało się, że to fontanna pod Pleciugą.





A! Zapomniałam! Przeczytałam dzisiaj moje stare notatki, a tam pytanie: „Jak spędziłbyś dzisiejszy dzień, gdyby to był ostatni dzień Twojego życia?”. Rzuciło mi się to w oczy pod wieczór, więc już za wiele mi z tego dnia nie zostało. Ale jedyna rzecz, na jaką miałam ochotę to… spacer! Taka piękna, długa włóczęga po ukochanym mieście. W perspektywie miałam jeszcze zakupy, na które w ogóle nie miałam ochoty, więc przeczekałam aż mi pozamykali wszystkie sklepy i spokojnie wyruszyłam na spacer.

Wracając do wątku głównego. Po Pleciudze skręciłam w Felczaka, a tam przy budynku USu szary kot walczył z czymś w kratce. I wyglądał na tyle szałowo - jak moje koty, że podeszłam sprawdzić, co tam takiego jest. I okazało się, że w sumie nic nie ma. Ale o dziwo, kot nie uciekł, jak podeszłam. Najpierw nieufnie patrzył, czy się na niego nie rzucę, a później, gdy zdobyłam jego zaufanie próbując zainteresować się jego „skarbem ukrytym”, podszedł pod moje nogi i zaczął się łasić. Czad!

Następnie standard, czyli Błonia. Biegacze, zakochani i przyjaciele. W ogóle pragnę zauważyć, że urząd miejski został odnowiony i daje teraz zielonym po oczach. Orły, ciemny las, i staw w Parku Kasprowicza z Fontanną. I Teatr Letni. Najulubieńszy.

Za każdym razem, gdy idę z Nim na spacer, pokazuje mi piękne, ciekawe rzeczy, np. widok na zamek, idąc uliczkami od strony katedry, nową fontannę na wałach, powstającą filharmonię, piękne budynki, nowe knajpy i nawet nieznany mi dotychczas klub rockowy!

Raz na jakiś czas taki spacer jest dobry. Poskładać myśli, pogadać z Nim o planach na przyszłość, wyżalić się, a przy okazji pooddychać świeżym powietrzem i ucieszyć wzrok otaczającym pięknem.

A Ty? Jak spędziłbyś ostatni dzień Twojego życia?

Fontanna pod Pleciugą - pokaz codziennie 21:30 przez 25 minut.

Fontanna na Wałach