środa, 23 lipca 2014

Non omnis moriar cz. I

25 lat na karku, chyba czas zacząć pisać testament… Oczywiście napisałam go już parę lat temu ;)

Oprócz pomysłu pogrzebania w niebieskiej sukience, okazało się, że w sumie nic wartościowego na tym świecie nie mam, poza rodziną, gronem przyjaciół, wszystkimi ludźmi jakich Pan Bóg postawił na mojej drodze, poza wspomnieniami, doświadczeniami i najważniejsze, poza Tym, który dał mi się poznać i pokochał do końca, aż po Krzyż. 

Nie marzy mi się nieśmiertelność, ale chciałabym coś po sobie zostawić, jakieś wspomnienie w sercu drugiego człowieka, coś czym dołożę swoją cegiełkę do budowy przyszłości, lepszej przyszłości. Może jakiś budynek, w którym będą mieszkały następne pokolenia? Mieszkania, domy, w których będą dorastały dzieci, w których kolejni ludzie będą pisać scenariusze życia.

Póki co chciałabym Was zarazić miłością do naszego regionu. Mogę jeździć po stolicach, Poznaniach, Krakowach, ale nigdzie nie jest tak jak u nas!

Byliście kiedykolwiek na Przestrzennej w Dąbiu? Wszystko zarośnięte, niby nic tam nie ma, a jednak! Jest pięknie!































































































sobota, 19 lipca 2014

„Powierz Panu swą drogę, zaufaj Mu, a On sam będzie działał” (Ps 37,5)

"Coraz częściej zdarza ci się zauważyć pierścionek na palcu koleżanki, a pierwsze zmarszczki przypominają o tykającym zegarze biologicznym? Nie ważne! To dla ciebie czas nauki, rozpoznania gruntu, nauczenia się, czego chcesz od życia i czego oczekujesz od drugiej osoby. Nauczenia się akceptacji siebie, tak abyś stuprocentowo mógł pokochać tę/tego właściwego. Nie ma sensu wiązać się długoterminowo tylko ze względu na oczekiwania społeczne i strach przed byciem samemu. Miłość czeka na każdego, kto jest na nią gotowy – nie zamartwiaj się. Ciesz się młodością, ucz się siebie, a na ołtarz przyjdzie jeszcze czas – obiecuję, wszystko będzie dobrze, nawet jeśli twoje serce teraz krwawi."


wtorek, 15 lipca 2014

Żywot człowieka poczciwego

Czasami nadchodzą takie dni, że chciałoby się wieść sielskie proste życie.

Zaczynają się od widoku ogrodu, zapachu ogórków i pięknego zachodu słońca. Idą obok małej słodkiej sarenki, poprzez ostre słońce roztapiające złote łany zbóż i pole pełne fioletowych kwiatów. Wtóruje im śpiew ptaków, kręcące się wciąż koła od roweru i łopot spódnicy na wietrze. Dni wypełnione pracą iście inżynierską, składanie szafek, szaf, wieszaków i walka z niechodzącymi szufladami, to moja specjalność. I kołki, kołki w ścianie, młotki, wiertarki, śruby, uwielbiam! Przywiozłam im trochę E.coli i piękne zdjęcia z Dąbia i Trzebieży, praca magisterska wre. Mistrzostwa, tort urodzinowy, kilka filmów i dużo kręcących kółek. Dzisiaj podziwialiśmy wielkie stado stogów siana, wyglądających jak ryczące żubry pasące się na trawce. I zboże, piękne złote zboże, prawie tak żółte jak moje włosy. Bociany, żurawie, łąki, lasy i ukochane sarenki. Ciągły śpiew na ustach, wsie wypełnione kwitnącymi ogrodami i całkiem brudne jeziorko. Sukienka, sandały i ludzie, najbardziej denerwujący i najbardziej kochani, bo od czego mamy rodzinę? 

Chwilom nie zawsze da się zrobić zdjęcie, czasem trzeba je po prostu spamiętać, zatrzymać się na chwilę i wyryć na twardym dysku serca. By wracać do nich, gdy znowu coś każe niespokojnie gnać naprzód. 


„Nie ma tu nic szczególnego,
Żadnych tu dziwów świata:
Fundament z skalnych odłamów,
Z płazów świerkowych chata.
Przed chatą mały ogródek,
A w nim - o ludzie zmęczeni! -
Czuwa nad naszym spoczynkiem
Rząd pewnych siebie jasieni.

Rozłożył swoje korony -
O ludzie, nękani strachem! -
Nad zrębem naszego domu,
Nad domu naszego dachem...

Nie ma tu nic szczególnego...
Droga się snuje pod płotem -
Skąd ona i dokąd wiedzie,
Prawie nie myślę o tem...

Bo na cóż taka świadomość,
O ludzie, zbytnio ciekawi!? -
Poranek zeszedł nad drogą,
Droga się w blaszkach pławi!

Ach! dokąd wy tak spieszycie,
O ludzie, tęsknotą gnani?
Tu las jest, tu potok szumi,
Wyzwolon z głaźnej otchłani...

Nie ma tu nic szczególnego...
Dzwon się odezwał z wieży,
W czerwcowych omżach południa
Łąka rozkwitła leży.

Pozbywa się moje serce -
O ludzie, żyjący nadzieją! -
Wszelakiej skazy, gdy widzę,
Jak trawy śmiać się umieją.

Gdy stojąc w progach tej chaty -
O ludzie, żądni bogactwa! -
Wyciągam ręce i zgarniam
Skarby bożego władztwa...

Nie ma tu nic szczególnego...
Bo jakiż cud tu być może,
Gdzie w wieczór na górskich szczytach
Żagwią się ognie boże?

Zagasły!... Że zgasły tak prędko -
O ludzie, żywota chciwi! -
l że zagasnąć musiały,
Nikt tu się temu nie dziwi.

Z głębin tych mroków błękitnych -
Walczący z chwiejnością ludzie! -
Przypływa ku mnie dziś pewność
O cudzie i o nie-cudzie...

Nie ma tu nic szczególnego,
Żadnych tu dziwów świata:
Fundament z skalnych odłamów,
Z płazów świerkowych chata.”

Jan Kasprowicz Księga ubogich – III

czwartek, 26 czerwca 2014

Bóg jest nie z tego świata

- Boże, za trzy godziny zaliczenie, za dwie odpowiedź, kierowniczka do odwiedzenia, wpisy z budowli morskich i betonu, trzeba jechać na drugi koniec miasta, zabiegi, rehabilitacja, projekty. Aaaaaa!

A co On na to?

-Za mało kochasz.

Szalony.

wtorek, 10 czerwca 2014

(Nie) tylko dla "singielek"


Bóg jest szalony dając nam pragnienia. 25 lat na karku, instynkt macierzyński rozwinięty ponad miarę, poczucie samotności raz na jakiś czas wręcz dobijające. Zaangażowana w duszpasterstwo akademickie, śpiewająca, modląca się, powoli kończąca swoje ukochane studia, lubiąca pisać, mająca wielu przyjaciół, kochającą rodzinę i ciągle chcąca czegoś więcej…

Wiem, co powinnam, bardzo dobrze wiem. Powinnam przyjąć od Boga taki stan rzeczy, jaki jest. Skoro On kocha mnie ponad miarę i nie stawia na mojej drodze jednego wyjątkowego mężczyzny, to ma w tym jakiś cel.

Może chce mi pokazać, że mężczyzna nie jest mi do niczego potrzebny? Może chce nauczyć, że dopiero, gdy kogoś nie potrzebujemy, dopiero wtedy jesteśmy w stanie pokochać bezinteresownie? Mam przyjaciół, którzy są przy mnie, na co dzień, wspierają w trudnych chwilach i zarażają swoją radością. Mam rodzinę, która troszczy się o mnie jakbym była jakimś drogocennym skarbem. Boże dzięki Ci na nich wszystkich! Sprawiają, że czuję się kochana, potrzebna, wyjątkowa. Ale…

Ale jestem nienormalna, nie umiem docenić tego, co mam i ciągle mi czegoś brakuje.

Nie raz doświadczałam pomocy Pana Boga i to w tych najdrobniejszych kwestiach, jak i w wielkich tarapatach. Gdy wychodzę, czeka na mnie winda, kiedy w nocy dochodzę do przystanku, za chwile podjeżdża autobus. Chroni mnie w czasie niebezpieczeństw i pociesza w chwilach smutku. Robi, co może, żebym Mu zaufała, żebym uwierzyła, że wszystkie wydarzenia w moim życiu mają ogromne znaczenie i że On z wszystkiego potrafi wyciągnąć dobro. Pokazuje mi piękno świata, uśmiechy dzieci, stawia na mojej drodze cudownych ludzi. Ale…

Ale właśnie, co? Ciągle brakuje mi tego zaufania, ciągle brakuje mi odwagi zawierzenia Mu do końca. Nie umiem się zgodzić na to, że nawet, jeśli nie będę miała męża i dzieci mogę być szczęśliwa. Nie potrafię powiedzieć, tak Boże, mogę być sama nawet do końca życia, bo wiem, że mam Ciebie i to mi wystarcza. No nie wystarcza. Brakuje mi wiary, lub może w ogóle jej nie mam?

Za to ciągle mam w sobie to wielkie pragnienie drugiego człowieka przy sobie, nie ludzi, nie wielu mężczyzn, a jednego. Takiego towarzysza na całe życie, lub ile nam tam Pan Bóg czasu da. Kogoś, dla kogo chciałabym zrezygnować z siebie, poświęcić się, służyć, oddać się i być mu poddaną. Kogoś, w kim trudziłabym się nad wychowaniem dzieci i patrzyła jak nasze pociechy dorastają. Kogoś, z kim uciekałabym przed nudą i hałasem świata w jakieś odludne zakątki. Kogoś tak nienormalnego jak ja.

I nie przekona mnie nawet to, że wiem, że posiadanie męża czy rodziny nie jest gwarantem braku poczucia samotności. Ani to, że oni nie będą w stanie wypełnić tej mojej wielkiej potrzeby miłości. Wiem, że tylko od Boga możemy dostać tyle ile potrzebujemy i tylko świadomość Jego obecności może pozbawić poczucia samotności, choć i On czasem się ukrywa. I mogę klepać jak mantrę, że nie potrzebuję mężczyzny, że mąż nie jest mi do niczego potrzebny, a serce i tak swoje wie i nawet, gdy je zagłuszam, ono tak cicho sobie siedzi i nadal czeka…

Po co to piszę? Żeby pokazać Wam moje kochane kobiety, że nie jesteście same. Po to, żeby Wam powiedzieć, że wszystko z Wami w porządku i nic nie jest z Wami nie tak. Na pewno jesteście piękne, mądre i warte miłości, bo wszystkie jesteśmy.

Tylko my za bardzo chcemy, żeby wszystko było po naszemu, a nasze plany mogą rozmijać się z tym, co może dać nam prawdziwe szczęście, z tym, co przygotował dla nas Bóg. On wszystko przenika i wie, co dla nas najlepsze.

Może musimy się jeszcze sporo nauczyć, może nasz przyszły mąż musi jeszcze dorosnąć ;), może coś jeszcze ma się wydarzyć w naszym życiu zanim… Nie odgadniemy tego, co On przygotował. Może najbardziej szczęśliwe będziemy same albo we wspólnocie zakonnej? Przeraża Was to? Mnie też.

Ponoć jedyna słuszna droga w życiu to droga miłości, więc kochajmy naszych przyjaciół i nieprzyjaciół też, dbajmy o relacje w rodzinie, pokazujmy każdej napotkanej osobie, że jest ważna, potrzebna. Ciągłe wypatrywanie swojego przyszłego męża, narzekanie na to, że go jeszcze nie ma i marudzenie, że wszyscy mężczyźni dokoła są beznadziejni, to strata czasu. Jesteśmy młode, piękne, wspaniałe, utalentowane, więc żyjmy pełnią życia, rozwijajmy się, dawajmy siebie innym. Zadbajmy o to byśmy wykorzystały w pełni ten potencjał, jaki włożył w nas Bóg.

Szczęśliwe możemy być tu i teraz, jak uświadomimy sobie, że mamy wszystko, czego nam na ten moment życia potrzeba i że mamy tak wiele.

czwartek, 5 czerwca 2014

Nic nie dzieje się bez przyczyny

"W szczególności choroba może być błogosławionym zwiastunem nawrócenia danego człowieka. Nie tylko przeszkadza mu ona w realizacji osobistych pragnień, zmniejsza ona ponadto jego zdolność popełniania grzechu i redukuje ilość okazji do grzechu. W tym wymuszonym oderwaniu się od zła, będącym Bożym Miłosierdziem, człowiek ma czas na poszukiwanie samego siebie, na poddanie ocenie swojego życia, na zanalizowanie go w perspektywie większej rzeczywistości. Zastanawia się on nad Bogiem i w tym momencie doznaje poczucia dwoistości; wtedy ma miejsce skonfrontowanie osobowości z Boskością, porównanie faktów jego życia z ideałem, od którego upadł. Dusza zmuszona jest wejrzeć w głąb samej siebie i spytać się, czy znajduje więcej pokoju w cierpieniu, czy w grzeszeniu? Gdy chory człowiek w swojej pasywności zaczyna pytać: "Jaki jest sens mojego życia? Dlaczego tu jestem?", kryzys już się rozpoczął. Nawrócenie staje się możliwe dokładnie w tym momencie, w którym człowiek przestaje obwiniać Boga lub życie i zaczyna obwiniać samego siebie; czyniąc to, staje się on zdolny dokonać rozróżnienia między grzesznymi kleszczami [w których trwa], a statkiem swojej duszy. Pojawia się rysa na zbroi jego egotyzmu; teraz może wlać się [przez nią] światło słoneczne Bożej łaski. Lecz dopóki tak się nie stanie, katastrofy nie uczą nas niczego oprócz rozpaczy."

("Peace of Soul" Sługa Boży Fulton J. Sheen)

piątek, 23 maja 2014

23.05.2014

"Nieważne więc, przez co przechodzę, On jest ze mną i jest dla mnie.
Nawet jeśli to wszystko nie ma sensu, On jest ze mną i jest dla mnie.
Nawet jeśli nie potrafię niczego doprowadzić do końca, On jest ze mną i jest dla mnie.
Nieważne, co mówią inni, On jest ze mną i jest dla mnie.
Nieważne, co podpowiadają mi moje emocje, nieważne, co podpowiada mi moje bolące ciało, nieważne, co podpowiada mi mój wyciąg z konta, On jest ze mną i jest dla mnie.
Jest po mojej stronie.
W najbardziej ponurej części naszej podróży, rzeczą, która utrzymuje nas w pełni pokoju i szczęścia jest Ewangelia, czyli świadomość, że Bóg jest z nami i jest dla nas."

(Judah Smith, "Jezus jest")