piątek, 22 marca 2013

Stacja XII Pan Jezus umiera na Krzyżu

 Fragment z Pisma Świętego :
„A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.”

Rozważanie:
Pan Jezus umiera. Ale w słowach, jakie wypowiada przed śmiercią zawiera się testament Jego życia, nie chcę nas zostawić samym sobie, nawet w takiej chwili troszczy się o nas, daję wskazówki i poucza.
Na pewno nie pozostawił nas sierotami na tym świecie.  Zadbał o to byśmy poznali Ojca, nauczyli się trwać w Nim, w Jego miłości a nawet pouczył nas, w jaki sposób mamy się do Niego modlić. Dał nam też Matkę Bożą, uczynił ją naszą Matką, byśmy i my mogli ją „wziąć do siebie”.
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” I Jezus doświadczył poczucia opuszczenia przez Boga, doznał tej ciemności w najtrudniejszym momencie Swego życia.  Ale czy Bóg Go opuścił? Nie, Bóg tylko przez chwilę nie dał się poznać, skrył się po to, by w jeszcze większej chwale ukazać się przy Zmartwychwstaniu. I nas Bóg nie opuszcza, On nie potrafi o nas zapomnieć.
„Ojcze w Twoje ręce powierzam Ducha Mego” - postawa całkowitego oddania swego życia, wszystkiego, co wydarzyło się od narodzin do tej chwili, oddania wszystkiego w ręce Boga, bo tylko w rękach Boga nasze życie ma sens.
W chwili tuż przed Śmiercią Jezus wypowiada słowo: „Pragnę”. Tak jakby Bóg czekał na Jego przyzwolenie, na prawdziwy akt wolnej woli, nie zamierzając zrobić nic bez pozwolenia. Bóg czeka także na nasze „tak”.
I „dokonało się” jak meldunek posłusznego żołnierza, który wykonał powierzone mu zadanie, do końca, zgodnie z wolą Najwyższego.
Jezus tuż po śmierci rozlewa Boże Miłosierdzie na cały świat, wodą i krwią z przebitego boku. Abyśmy nie umarli, ale czerpali ze źródła nieskończonego Miłosierdzia poprzez sakramenty.

Intencja:
Jezu, dla Ciebie umrzeć to było za mało, Ty każdym swoim gestem, każdą sekundą Swojego życia na ziemi pokazywałeś jak mamy żyć. Spraw byśmy i my byli Twoimi godnymi świadkami. By inni patrząc na nas mogli poznać Ciebie, a naśladując nasze czyny mogli dojść do Zbawienia. Amen.



wtorek, 19 marca 2013

Mo Cuishle! - Moja ukochana, moja krew!

Garść cytatów z filmu "Za wszelką cenę."



"W boksie chodzi o szacunek. Który zdobywasz dla siebie. A zabierasz go innemu gościowi."

"Frankie lubił mówić, że w boksie nie ma niczego naturalnego. Że w boksie wszystko jest na odwrót. Czasami, najlepszy sposób, aby zadać cios. To cofnąć się. Ale jak cofniesz się za daleko. W ogóle nie będziesz walczył."

"Niektórzy mówią, że do walki najważniejsze jest serce. Frankie mówi: "Pokaż mi boksera, który ma tylko serce, a ja od razu wskażę drugiego, który czeka na pokonanie go"."

"Nie myśl o tym, jak o worku. Jeśli chcesz to robić, musisz postrzegać to jak przeciwnika. Rozumiesz? Jest cały czas w ruchu. Posuwa się do ciebie, wokoło ciebie i odsuwa się od ciebie.  Jasne? Nie uderzasz w momencie, gdy napiera na ciebie, ponieważ wtedy cię od razu odepchnie. Rozluźnij uderzenie, poczuj balans. Obserwuj go uważnie, obracaj się, poruszaj głową. Cofnij jedno ramię, żebyś była przygotowana na zadanie potężnego ciosu. Cały czas obracaj się, bądź w ruchu. Bądź w kontakcie. Na około. Bądź w ruchu. Uderz teraz kilka razy. Seryjne uderzenia, poczuj je."
"Jeśli w boksie jest jakaś magia, to jest to magia walki ponad granicami. Mimo połamanych żeber, odbitych nerek, okaleczeń i sińców. To magia ryzykowania wszystkiego dla marzeń, których nie dostrzega nikt poza tobą."

"W boksie nie ma niczego naturalnego. Wszystko jest na odwrót. Jeśli chcesz iść na lewo, nie robisz kroku w lewo, ale przenosisz obciążenie na palce prawej stopy. Jeśli chcesz iść w prawo używasz wtedy palców lewej stopy. I zamiast cofać się od ciosów tak jak robi to każdy, wchodzisz na nie. Wszystko w boksie jest na odwrót."

"Stoisz płasko. Musisz się poruszać to jedna z najważniejszych rzeczy, których muszę cię nauczyć. A zatem musisz robić tak. Ugnij kolana delikatnie. Przyjmij pozycję do walki. Tak, jakbyś chciała kogoś uderzyć.  Uderz w gruszkę. Nie chodzi o to, aby mocno uderzyć, ale o to, aby dobrze uderzyć.  Na raz uderzam. Przechodzę teraz na prawą stopę. Widzisz jak przesuwam ciężar ciała na prawą stronę i uderzam tylnią częścią ręki, żeby się odbijała, przechodzę na lewą stopę i uderzam prawą ręką. I powtarzamy manewr. Z powrotem powracam na prawą stopę."

"Odpoczniesz po śmierci."

"Powinieneś wiedzieć jak stać, utrzymywać nogi na linii z ramionami. Żeby stworzyć zawodnika trzeba wyeksploatować go do granic wytrzymałości. Nie wystarczy powiedzieć, aby zapomniał o wszystkim, co wie, musisz sprawić, aby zapomniał aż do szpiku kości. Musisz sprawić, aby był tak zmęczony, że byłby w stanie słuchać wyłącznie ciebie. Słyszał tylko twój głos, robił to, co mu powiesz i nic innego. Pokazać mu jak balansować ciałem i jak uciekać od przeciwnika. Jak wyczuć odpowiedni moment, aby użyć palców prawej stopy. Jak ugiąć kolana, kiedy wyprowadzasz końcowe uderzenie. Jak przejść do kontrataku i sprawić, że przeciwnik nie podążył za tobą. A potem musisz mu to wszystko pokazać jeszcze raz. I jeszcze jeden, i jeszcze raz. Aż pomyśli, że jest już tym wszystkim znudzony."

"Nie oddychasz. Za każdym razem, jak czujesz presję wstrzymujesz oddech. Przestań tak robić."

"Ciało wie to, czego nie wie sam zawodnik. Kiedy ochraniać się i usunąć się odpowiednio daleko. I jeśli się temu sprzeciwiasz ono odpowiada: "Hey, to ja jestem odpowiedzialne, a ty sam niczego nie rozumiesz.""

"Powinna tak walczyć. Ma talent."

"Leży na deskach, odpoczywa i mówimy, że próbuje odzyskać siły i zmysły - nazywamy to syndromem nokautu."

"Dała się podpuścić. Dobrze."

"Jaka jest zasada? Ochraniać siebie przez cały czas. Więc jaka jest zasada? Ochraniać siebie przez cały czas."

"Wszyscy bokserzy są na swój sposób uparci. Zawsze tworzą coś, o czym myślą, że są lepsi od ciebie. Prawdą jest, że nawet jak się mylą i nawet, jeśli to coś może ich zniszczyć to, jeśli uda ci się tego pozbyć, to znaczy, że to nie jest prawdziwy bokser."

"Ochraniać twarz, trzymać lewą w górze, wracać, kiedy trzeba, po zakończonej rundzie, do narożnika. Zbyt szybko się nie odwracać, bo przeciwnik może to wykorzystać, nie grać fair."

"Zaoszczędź na tyle, abyś mogła, kupić sobie jakiś mały domek. Za gotówkę, nie w kredyt.  Trochę potrwa, ale musisz znaleźć sobie jakieś własny kąt. Lepiej zaoszczędzić na coś istotnego, zamiast wydawać na niepotrzebne rzeczy i nie mieć niczego. Rozumiesz? Będziesz wydawać ciągle w końcu zorientujesz się, że nie masz nic."

"Popełniłem wiele błędów w życiu, chcę cię uchronić przed popełnianiem tych samych. - Wiem, szefie."

"Każdy może przegrać jedną walkę. Przegrasz raz, a jak powrócisz, zostaniesz mistrzem świata."

Gina Carano
 uznana za jedną z najpiękniejszych kobiet świata, zawodniczka boksu tajskiego i MMA

I jak tu nie porównywać boksu do naszego życia, ciągłej walki z szatanem, naszymi nałogami, złymi przyzwyczajeniami, z grzechami. Życie jest też walką o nasze marzenia, o wypełnianie powołania. I nauką, nauką życia, nauką zachwytu nad światem, nauką cierpienia, ciągłą pracą nad sobą, ćwiczeniem się w wytrwałości. Tylko jest jedna różnica między Bogiem a ludzkim trenerem. Bóg nigdy się nie myli i możemy zaufać mu całkowicie.

piątek, 1 marca 2013

Preghiere dei primi cristiani

"Któż może mi wrócić moją pierwszą piękność jak nie Ty, o najmędrszy Stworzycielu, który utworzyłeś mnie na początku na swój obraz i podobieństwo?"




czwartek, 28 lutego 2013

Piękno

„Piękno w człowieku polega na tym, że nieustannie, gorliwie próbuje żyć pełnią.”
o. Adam Szustak OP


https://www.facebook.com/LangustaNaPalmie

niedziela, 17 lutego 2013

Dla równowagi będzie o mężczyznach

Hi 31,1-40

A przecież unikałem grzechu

Zawarłem z oczami przymierze,
by nawet nie spojrzeć na pannę.
Czy mógłbym mieć cząstkę w górze u Boga,
u Wszechmocnego dziedzictwo?
Czyż złoczyńcy nie spotka zguba
i klęska czyniących nieprawość?
Czyż On nie widzi dróg moich,
a kroków mych nie rachuje?


Obca mi była obłuda

Czym chodził do bożyszcz?
Czy noga do oszustwa spieszyła?
Niech zważy mnie bardzo dokładnie,
a pozna, że jestem niewinny.

Unikałem chciwości

Jeślim na krok odstąpił od drogi,
bo serce poszło za okiem,
i zmaza ta trwa na mych rękach:
niech sieję, a inni zbierają,
niech zgniją moje latorośle!

Obce mi cudzołóstwo

Jeśli serce me zwiodła kobieta
i czatowałem pod drzwiami sąsiada:
niech moja żona miele obcemu,
niech inni się do niej zbliżają!
Gdyż byłby to czyn haniebny,
zbrodnia podległa sądowi;
to ogień, co niszczy do zatracenia,
co strawi dobytek do reszty.

Szanowałem sługę

A jeślim praw sługi nie uszanował
lub skargę niewolnicy odtrącił,
co zrobię, gdy Bóg powstanie?
Co w czasie badań odpowiem?
Jak mnie, tak jego we wnętrzu uczynił,
On sam nas w łonie utworzył.

Wspomagałem potrzebujących

Czy odmawiałem prośbie nędzarzy
i pozwoliłem zagasnąć oczom wdowy?
Czy chleb swój sam spożywałem, 

czy nie jadł go ze mną sierota? 
Od dziecka jak ojciec go wychowałem
i prowadziłem od łona matki.
Czy na biedaka nagiego patrzałem,
kiedy nędzarzom zabrakło odzienia?
Czy jego biodra mi nie dziękowały,
że grzała je wełna mych jagniąt?
Czy sierocie groziłem ręką,
widząc obrońcę w sądzie?
Niech barki mi odpadną od karku,
niech ramię mi wyjdzie ze stawu;
gdyż bałbym się klęski od Boga,
nie zniósłbym Jego potęgi.

Nie byłem chciwy ani zabobonny

Czy pokładałem ufność w złocie
lub rzekłem bogactwu: "Nadziejo moja"?
Czym chlubił się z wielkiej fortuny,
że wiele moja ręka zgarnęła?
Wpatrując się w słońce, co świeci,
lub w księżyc, co dumnie przepływa,
czy serce tajemnie uległo
i ręką słało pocałunek?
Byłby to czyn karygodny:
zaparcie się Boga na niebie.

Wystrzegam się nienawiści

Czym się cieszył z upadku wroga,
czy radowałem się, że zło go spotkało?
Nie dałem, by język mój grzeszył
ni miotał na drugich przekleństwa.

Byłem gościnny

Czy mówił kto w moim namiocie:
"Pożywmy się jego ciałem!"
Obcy nigdy nie sypiał na dworze,
podróżnym otwierałem podwoje.

Nie taiłem swych win

Czy taiłem jak inni przestępstwa
i grzech swój chowałem w zanadrzu?
Czy lękając się licznej gromady,
z obawy przed wzgardą u bliskich,
milczałem, za próg nie wyszedłem?

Nie ciąży na mnie krzywda

Jeśli pole żaliło się na mnie,
a jego bruzdy płakały;
Jeślim jadł plon nie zapłacony,
a dusza robotnika wzdychała:
Niech rosną ciernie zamiast pszenicy,
a chwasty na miejscu jęczmienia!

Podpis

Kto zechce mnie wysłuchać?
Oto podpis: "Wszechmocny odpowie".
Przeciwnik niech skargę napisze,
na grzbiecie swym ją poniosę,
jak koronę [na głowę] ją włożę.
Zdam sprawozdanie z mych kroków,
przed Niego pójdę jak książę».


Poemat o dzielnej niewieście

Niewiastę dzielną któż znajdzie?
Jej wartość przewyższa perły.
Serce małżonka jej ufa,
na zyskach mu nie zbywa; 
nie czyni mu źle, ale dobrze
przez wszystkie dni jego życia. 
O len się stara i wełnę,
pracuje starannie rękami. 
Podobnie jak okręt kupiecki
żywność sprowadza z daleka.
Wstaje, gdy jeszcze jest noc,
i żywność rozdziela domowi,
<a obowiązki - swym dziewczętom>. 
Myśli o roli - kupuje ją:
z zarobku swych rąk zasadza winnicę. 
Przepasuje mocą swe biodra,
umacnia swoje ramiona. 
Już widzi pożytek z swej pracy:
jej lampa wśród nocy nie gaśnie. 
Wyciąga ręce po kądziel,
jej palce chwytają wrzeciono. 
Otwiera dłoń ubogiemu,
do nędzarza wyciąga swe ręce. 
Dla domu nie boi się śniegu,
bo cały dom odziany na lata,
sporządza sobie okrycia,
jej szaty z bisioru i z purpury. 
W bramie jej mąż szanowany,
gdy wśród starszyzny kraju zasiądzie. 
Płótno wyrabia, sprzedaje,
pasy dostarcza kupcowi. 
Strojem jej siła i godność,
do dnia przyszłego się śmieje. 
Otwiera usta z mądrością,
na języku jej miłe nauki.
Bada bieg spraw domowych,
nie jada chleba lenistwa. 
Powstają synowie, by szczęście jej uznać,
i mąż, ażeby ją sławić: 
«Wiele niewiast pilnie pracuje,
lecz ty przewyższasz je wszystkie». 
Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno:
chwalić należy niewiastę, co boi się Pana. 
Z owocu jej rąk jej dajcie,
niech w bramie chwalą jej czyny.
(Prz 31,10-31)


wtorek, 29 stycznia 2013

Powołanie kobiety

Moim zdaniem kobieta jest głównie powołana do tego, by w razie urazu, zadrapania, bądź rany, swoim magicznym chuchnięciem uśmierzała ból i smutek, rozsiewając uśmiech i nadzieję.

To taki wniosek z wczorajszej burzliwej dyskusji na temat tego, czy kobiety w Polsce są dyskryminowane czy nie. Bo jeśli nie są dyskryminowane, to, dlaczego to mężczyźni częściej zajmują stanowiska kierownicze? Bo mają do tego naturalne predyspozycje. Tak kochani. To mężczyźni mają walczyć, być nieugięci w negocjacjach, kiedy trzeba niewrażliwi, zawsze trzeźwo myślący. Tacy stratedzy, wojownicy i opoki, na których wszystko ma się utrzymać. My jesteśmy z założenia przeznaczone do rodzenia dzieci, ich wychowywania. Pan Bóg dał nam piękne cechy kapłanek domowego ogniska, kobiet, które mają łagodzić spory, wnosić radość do życia innych. Bóg, o ile tylko otworzymy się na Jego działanie, przekształca nas w pewne siebie, urzekające kobiety. A gdy jesteśmy ugruntowane w Chrystusie możemy zmieniać świat. I możemy też piastować kierownicze stanowiska! Jeżeli jakaś kobieta jest powołana do stania na czele przedsięwzięcia czy firmy, to będzie stała na jego czele! Tyle, że nie będzie ona zarządzała nim tak, jak mężczyzna. Oczywiście mogą się zdarzyć takie przypadki, gdy kobieta staję się bardziej mężczyzną i zapomina, do czego została stworzona. Ale w większości wypadków będzie to nieco inne kierownictwo. Jaką mamy przewagę nad mężczyznami? Po pierwsze subtelność i uśmiech. Nie jeden negocjator wymięknie będąc pod naszym urokiem. Po drugie naturalna predyspozycja do łagodzenia sporów i szukania ultimatum. Po trzecie empatia. Jesteśmy w stanie wczuć się w sytuacje współpracowników, zrozumieć ich i znaleźć jak najszybszy sposób poradzenia sobie z danym problemem. Przez co wzrasta zadowolenie i wydajność zespołu. Mamy, tzw. „kobiece oko” szybko zauważamy coś, czego normalny mężczyzna na pierwszy rzut oka nie potrafi dostrzec. Kreatywności też nam nie brakuje i oczywiście zamiłowanie do estetyki. Jesteśmy stworzone do zarządzania w sposób przejrzysty. Zazwyczaj staramy się też by miejsce pracy nie tylko miało dach i okna, ale by w naszym otoczeniu było przytulnie, ciepło i przyjemnie. By w miejscu pracy było coś, co będzie też cieszyć oko, świeże kwiaty, kolorowe obrazy i by nie zabrakło pięknych zapachów. Dbamy też o atmosferę i dobre relację pomiędzy pracownikami. No i nasz instynkt macierzyński bardzo się przydaję. Jeśli jesteśmy w stanie poradzić sobie z trójką, czwórką, … płaczących i rozrabiających dzieci, do których nic nie dociera to tym bardziej poradzimy sobie z zarządzaniem dorosłymi ludźmi. Właśnie, co do matek. Nie wszystkie matki mają predyspozycje do wieloletniego siedzenia w domu, opiekowania się dziećmi i zajmowania się domem bez udziału w pracy zawodowej. Niektóre owszem, lubią to i spełniają się wykonując codziennie tę ciężką pracę pani domu. Szanuję i podziwiam te kobiety.  Ale niektóre mają w sobie coś, co nie pozwala im zbyt długo cieszyć się życiem bez spełniania się gdzieś poza domem. Takie się po prostu urodziły. Ciągnie je gdzieś gdzie będą mogły rozwijać inne swoje umiejętności. I trzeba to uszanować i pomagać tym kobietą wracać do pracy. Nie ma chyba nic gorszego dla dzieci, jak nieszczęśliwa mama. 

Każda z nas jest inna i każda wyjątkowa. Mamy też wiele marzeń, o których nie wolno nam zapominać! One są do spełnienia! Nie wolno nam zapominać o własnym szczęściu. Jeśli coś jest nie tak, to mamy obowiązek dokopać się do problemu i go rozwiązać. Bo tylko, gdy jesteśmy spełnione i czujemy się kochane jesteśmy w stanie dawać siebie innym. 

W dzisiejszych czasach, gdy kobiety nie są kobietami a mężczyźni nie traktują ich jak kobiety trudno jest odnaleźć ten prawidłowy wzorzec kobiecości. Ale warto go szukać. W starych książkach, bajkach i we własnych pragnieniach. Jak naprawdę chciałybyśmy być traktowane, jaki obraz kobiety byłby dla nas inspiracją do pracy nad sobą?
Przytoczyłam tu tylko kilka pięknych cech, które Pan Bóg zapisał w naszej naturze. Wiem, że mężczyźni mogliby się pewnie z czymś powyżej napisanym nie zgodzić, a niech się nie zgadzają!;)

Tak bardzo chciałabym byśmy my, kobiety, rozwijały się i wykorzystywały wszystkie talenty, którymi zostałyśmy obdarowane, bo myślę, że naprawdę możemy zmieniać świat! Możemy inspirować innych, okazywać im zainteresowanie, wprowadzać pokój, przeciwstawiać się wszelkim formą niesprawiedliwości. Jaki świat byłby piękny gdyby kobiety ze wszystkich sił starały się dobrze wypełniać swoje powołanie, powołanie do bycia: matką, żoną, zakonnicą, siostrą, córką, babcią, lekarzem, piosenkarką, księgową, recepcjonistką, dyrektorem, przedstawicielem, sprzedawcą, bankierem, kierowcą, …, a przede wszystkim do bycia KOBIETĄ, stworzoną na obraz i podobieństwo Boga.
"Lecz nadchodzi godzina, nadeszła godzina, gdzie powołanie niewiasty otrzymuje swoją pełność. Godzina, w której niewiasta osiąga w społeczeństwie swój wpływ, swoje promieniowanie, swoją władzę nigdy dotąd nie posiadaną. Dlatego w chwili kiedy ludzkość przeżywa tak głęboką zmianę, niewiasty przepojone duchem Ewangelii mogą tak wiele uczynić, aby pomóc ludzkości by nie zawiodła." Sobór Watykański II Orędzia "Do niewiast"



niedziela, 11 listopada 2012

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Jezus nauczając mówił do zgromadzonych: Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok. Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie. (Mk 12,38-44)






Można powiedzieć, że Jezus w tej Ewangelii przestrzega tłum, który przysłuchuje się Jego mowie przed obłudą uczonych w Piśmie i wychwala ofiarność wdowy. Tyle, że Słowo Boże jest żywe i aktualne również dziś i skierowane do każdego z nas, zawierając w sobie każdorazowo obfity przekaz. Więc co ono może dla nas oznaczać? 
Czy nie mogą być dla nas „uczonymi w Piśmie” wykładowcy, nauczyciele, wychowawcy? Ludzie, którzy dbają o nasze wykształcenie, wymagają od nas przestrzegania pewnych zasad i którzy sami powinni świecić nam przykładem i autorytetem? Oczywiście, że mogą. Tak samo ludzie, którzy piastują wysokie stanowiska, ważne urzędy, świeckie czy kościelne. I oni mogą służyć nam za przykład ludzi „z upodobaniem chodzących w powłóczystych szatach”. Jezus przestrzega nas przed tymi, którzy lubią się wyróżniać z tłumu, gdy zwraca się na nich uwagę i oddaję się im niemal boską cześć. Uważają, że należą im się wszelkie zaszczyty i wszystko, co najlepsze z racji zajmowanego stanowiska. Tym, którzy posiadają większą wiedzę niż ogół, większy majątek lub pełnią ważną funkcję dużo łatwiej przychodzi wykorzystywanie słabszych, biedniejszych czy też tych, którzy pod nich podlegają, analogicznie do faryzeuszów objadających wdowy.  Ten fragment Ewangelii sprzeciwia się wszelkim formą fałszu, udawania, że dobrze wykonuje się swoje obowiązki. Piętnuje pobożność „na pokaz”, bo ludzie patrzą, gdy ksiądz przyjdzie „po kolędzie”, przed sąsiadką, która „chodzi do Kościoła”, lub gdy potrzebujemy Kościoła na chwilę np. przed świadkowaniem w celu otrzymania jakiegoś zaświadczenia. Jezus ostrzega nas przed karą, jaka czeka na tych, którzy źle wykonują swoje obowiązki, przed karą za pychę i fałsz, według słów: „Ci tym surowszy dostaną wyrok.”
Druga część Ewangelii opowiada o hojności darów, darów dla Kościoła, datków na działalność charytatywną, na pomoc ubogim, ale także o gotowości do wszelkiej pomocy bliźnim. Mówi o tym, że ludzie, którzy posiadają jakieś majątki, talenty często też dzielą się nimi wspomagając różne organizacje, czy mniej obdarzonych ludzi. Jezus zaznacza, że wielkość daru należy odnieść do tego jak wiele dana osoba dostała od Boga, jak bardzo powiodło jej się w życiu. Należy zwrócić uwagę na to czy dar jest współmierny do tego ile łask otrzymała. Czy może daję z siebie tylko to, co jej zbywa, co przychodzi łatwo? Słowo Boże pokazuje nam przykład ubogiej wdowy, która oddaje wszystko, co posiada. Pokazuje, że najczęściej to właśnie najsłabsi, najubożsi, oddają współmierną część tego, co otrzymali i najwięcej pomagają bliźnim, nie zamykając się na ich potrzeby. Wdowa jest dla nas wzorem służby innym i Kościołowi całym sobą, wszelkimi środkami i talentami. A także przykładem głębokiego zaufania Bogu, powierzania mu wszystkiego, co się posiada, wierząc że On nas nigdy nie opuści i będzie nas wpierał na drogach życia.