czwartek, 26 czerwca 2014

Bóg jest nie z tego świata

- Boże, za trzy godziny zaliczenie, za dwie odpowiedź, kierowniczka do odwiedzenia, wpisy z budowli morskich i betonu, trzeba jechać na drugi koniec miasta, zabiegi, rehabilitacja, projekty. Aaaaaa!

A co On na to?

-Za mało kochasz.

Szalony.

wtorek, 10 czerwca 2014

(Nie) tylko dla "singielek"


Bóg jest szalony dając nam pragnienia. 25 lat na karku, instynkt macierzyński rozwinięty ponad miarę, poczucie samotności raz na jakiś czas wręcz dobijające. Zaangażowana w duszpasterstwo akademickie, śpiewająca, modląca się, powoli kończąca swoje ukochane studia, lubiąca pisać, mająca wielu przyjaciół, kochającą rodzinę i ciągle chcąca czegoś więcej…

Wiem, co powinnam, bardzo dobrze wiem. Powinnam przyjąć od Boga taki stan rzeczy, jaki jest. Skoro On kocha mnie ponad miarę i nie stawia na mojej drodze jednego wyjątkowego mężczyzny, to ma w tym jakiś cel.

Może chce mi pokazać, że mężczyzna nie jest mi do niczego potrzebny? Może chce nauczyć, że dopiero, gdy kogoś nie potrzebujemy, dopiero wtedy jesteśmy w stanie pokochać bezinteresownie? Mam przyjaciół, którzy są przy mnie, na co dzień, wspierają w trudnych chwilach i zarażają swoją radością. Mam rodzinę, która troszczy się o mnie jakbym była jakimś drogocennym skarbem. Boże dzięki Ci na nich wszystkich! Sprawiają, że czuję się kochana, potrzebna, wyjątkowa. Ale…

Ale jestem nienormalna, nie umiem docenić tego, co mam i ciągle mi czegoś brakuje.

Nie raz doświadczałam pomocy Pana Boga i to w tych najdrobniejszych kwestiach, jak i w wielkich tarapatach. Gdy wychodzę, czeka na mnie winda, kiedy w nocy dochodzę do przystanku, za chwile podjeżdża autobus. Chroni mnie w czasie niebezpieczeństw i pociesza w chwilach smutku. Robi, co może, żebym Mu zaufała, żebym uwierzyła, że wszystkie wydarzenia w moim życiu mają ogromne znaczenie i że On z wszystkiego potrafi wyciągnąć dobro. Pokazuje mi piękno świata, uśmiechy dzieci, stawia na mojej drodze cudownych ludzi. Ale…

Ale właśnie, co? Ciągle brakuje mi tego zaufania, ciągle brakuje mi odwagi zawierzenia Mu do końca. Nie umiem się zgodzić na to, że nawet, jeśli nie będę miała męża i dzieci mogę być szczęśliwa. Nie potrafię powiedzieć, tak Boże, mogę być sama nawet do końca życia, bo wiem, że mam Ciebie i to mi wystarcza. No nie wystarcza. Brakuje mi wiary, lub może w ogóle jej nie mam?

Za to ciągle mam w sobie to wielkie pragnienie drugiego człowieka przy sobie, nie ludzi, nie wielu mężczyzn, a jednego. Takiego towarzysza na całe życie, lub ile nam tam Pan Bóg czasu da. Kogoś, dla kogo chciałabym zrezygnować z siebie, poświęcić się, służyć, oddać się i być mu poddaną. Kogoś, w kim trudziłabym się nad wychowaniem dzieci i patrzyła jak nasze pociechy dorastają. Kogoś, z kim uciekałabym przed nudą i hałasem świata w jakieś odludne zakątki. Kogoś tak nienormalnego jak ja.

I nie przekona mnie nawet to, że wiem, że posiadanie męża czy rodziny nie jest gwarantem braku poczucia samotności. Ani to, że oni nie będą w stanie wypełnić tej mojej wielkiej potrzeby miłości. Wiem, że tylko od Boga możemy dostać tyle ile potrzebujemy i tylko świadomość Jego obecności może pozbawić poczucia samotności, choć i On czasem się ukrywa. I mogę klepać jak mantrę, że nie potrzebuję mężczyzny, że mąż nie jest mi do niczego potrzebny, a serce i tak swoje wie i nawet, gdy je zagłuszam, ono tak cicho sobie siedzi i nadal czeka…

Po co to piszę? Żeby pokazać Wam moje kochane kobiety, że nie jesteście same. Po to, żeby Wam powiedzieć, że wszystko z Wami w porządku i nic nie jest z Wami nie tak. Na pewno jesteście piękne, mądre i warte miłości, bo wszystkie jesteśmy.

Tylko my za bardzo chcemy, żeby wszystko było po naszemu, a nasze plany mogą rozmijać się z tym, co może dać nam prawdziwe szczęście, z tym, co przygotował dla nas Bóg. On wszystko przenika i wie, co dla nas najlepsze.

Może musimy się jeszcze sporo nauczyć, może nasz przyszły mąż musi jeszcze dorosnąć ;), może coś jeszcze ma się wydarzyć w naszym życiu zanim… Nie odgadniemy tego, co On przygotował. Może najbardziej szczęśliwe będziemy same albo we wspólnocie zakonnej? Przeraża Was to? Mnie też.

Ponoć jedyna słuszna droga w życiu to droga miłości, więc kochajmy naszych przyjaciół i nieprzyjaciół też, dbajmy o relacje w rodzinie, pokazujmy każdej napotkanej osobie, że jest ważna, potrzebna. Ciągłe wypatrywanie swojego przyszłego męża, narzekanie na to, że go jeszcze nie ma i marudzenie, że wszyscy mężczyźni dokoła są beznadziejni, to strata czasu. Jesteśmy młode, piękne, wspaniałe, utalentowane, więc żyjmy pełnią życia, rozwijajmy się, dawajmy siebie innym. Zadbajmy o to byśmy wykorzystały w pełni ten potencjał, jaki włożył w nas Bóg.

Szczęśliwe możemy być tu i teraz, jak uświadomimy sobie, że mamy wszystko, czego nam na ten moment życia potrzeba i że mamy tak wiele.

czwartek, 5 czerwca 2014

Nic nie dzieje się bez przyczyny

"W szczególności choroba może być błogosławionym zwiastunem nawrócenia danego człowieka. Nie tylko przeszkadza mu ona w realizacji osobistych pragnień, zmniejsza ona ponadto jego zdolność popełniania grzechu i redukuje ilość okazji do grzechu. W tym wymuszonym oderwaniu się od zła, będącym Bożym Miłosierdziem, człowiek ma czas na poszukiwanie samego siebie, na poddanie ocenie swojego życia, na zanalizowanie go w perspektywie większej rzeczywistości. Zastanawia się on nad Bogiem i w tym momencie doznaje poczucia dwoistości; wtedy ma miejsce skonfrontowanie osobowości z Boskością, porównanie faktów jego życia z ideałem, od którego upadł. Dusza zmuszona jest wejrzeć w głąb samej siebie i spytać się, czy znajduje więcej pokoju w cierpieniu, czy w grzeszeniu? Gdy chory człowiek w swojej pasywności zaczyna pytać: "Jaki jest sens mojego życia? Dlaczego tu jestem?", kryzys już się rozpoczął. Nawrócenie staje się możliwe dokładnie w tym momencie, w którym człowiek przestaje obwiniać Boga lub życie i zaczyna obwiniać samego siebie; czyniąc to, staje się on zdolny dokonać rozróżnienia między grzesznymi kleszczami [w których trwa], a statkiem swojej duszy. Pojawia się rysa na zbroi jego egotyzmu; teraz może wlać się [przez nią] światło słoneczne Bożej łaski. Lecz dopóki tak się nie stanie, katastrofy nie uczą nas niczego oprócz rozpaczy."

("Peace of Soul" Sługa Boży Fulton J. Sheen)

piątek, 23 maja 2014

23.05.2014

"Nieważne więc, przez co przechodzę, On jest ze mną i jest dla mnie.
Nawet jeśli to wszystko nie ma sensu, On jest ze mną i jest dla mnie.
Nawet jeśli nie potrafię niczego doprowadzić do końca, On jest ze mną i jest dla mnie.
Nieważne, co mówią inni, On jest ze mną i jest dla mnie.
Nieważne, co podpowiadają mi moje emocje, nieważne, co podpowiada mi moje bolące ciało, nieważne, co podpowiada mi mój wyciąg z konta, On jest ze mną i jest dla mnie.
Jest po mojej stronie.
W najbardziej ponurej części naszej podróży, rzeczą, która utrzymuje nas w pełni pokoju i szczęścia jest Ewangelia, czyli świadomość, że Bóg jest z nami i jest dla nas."

(Judah Smith, "Jezus jest")

sobota, 10 maja 2014

Relacja ze spotkania z Szymonem Hołownią

 

Już jakiś czas temu wykorzystaliśmy nadarzającą się okazję i zaprosiliśmy do Szczecina pana Szymona Hołownię. Dziennikarz, publicysta, współprowadzący program Mam Talent. Spotkanie odbyło się 4 kwietnia 2014 w auli Wydziału Budownictwa i Architektury Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w ramach Labarotarium Wiary, spotkań organizowanych przez Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego przy Sanktuarium Najświętszego Pana Jezusa w Szczecinie.

Kilka słów o naszym gościu. Studiował psychologię, dwukrotnie wstępował do dominikańskiego nowicjatu. Pracował i publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku Polska”, „Rzeczypospolitej”, „Tygodniku Powszechnym” „Przewodniku Katolickim”, i w tygodniku „Wprost”. Autor dziesięciu książek. Pełnił funkcję prowadzącego licznych audycji i programów w różnych stacjach radiowych i telewizyjnych. Były dyrektor Religia.tv, założyciel portalu internetowego Stacja7.

Przejdźmy do spotkania, które rozpoczęło się burzliwą dyskusją na temat homoseksualistów. Mającą rozstrzygnąć czy mamy ich szanować, czy nie szanować, dać im adoptować dzieci, czy nie dać. I o tym ile jest „tych ludzi” w telewizji i gdzie ich pokazują, a gdzie nie. Najwidoczniej zły robił, co mógł żeby skupić się na czymś, co wzburzy, skłóci, uprzedzi. Próbował budować na nieporozumieniach i niedopowiedzeniach, tak by nikt już nie zauważył niczego dobrego w słowach, które później padną. Na szczęście jałowa dyskusja dobiegła końca.

Rozpoczęła się bardziej urodzajna część spotkania. Zapytano naszego gościa o jego osobistą relację z Panem Bogiem i o odpowiedni sposób patrzenia na zły, bezbożny świat oczami katolika. Pan Hołownia polecił sięgnąć do książki „Moc uwielbienia”, by więcej dziękować a mniej narzekać, oraz radził rozejrzeć się za stałym spowiednikiem, który poprowadzi po drogach duchowego rozwoju, w którym praca nad relacją z drugim człowiekiem odgrywa kluczową rolę. Przypomniał sentencje: „zło jest wtedy, kiedy nie wybiera się dobra”, a co za tym idzie to człowiek, a nie Bóg jest odpowiedzialny za zło i cierpienie tego świata, to są konsekwencje naszych wyborów.

Powinniśmy też pamiętać, że osobista relacja z Bogiem wpływa na całe nasze otoczenie. Jeśli chcemy ewangelizować ludzi wokół siebie, to powinniśmy to robić dając świadectwo dobrego chrześcijańskiego życia, będąc wiernymi wyznawanym wartością, postępując sprawiedliwie, tak by ludzie obserwując nas mogli poznać Boga. „Poprawna ewangelizacja” to nie zmienianie na siłę, oczekiwanie, że ktoś powinien być taki jak my i osądzanie tych, którzy tacy nie są. Mamy ewangelizować „miodem, a nie octem”. Kochać, rozmawiać, pomagać, szanować, a nie wytykać i straszyć piekłem. Nasze życie ma być dawaniem miłości drugiemu człowiekowi. Tak, jest to trudne, ale jeśli naprawdę wierzysz i kochasz Boga, to będziesz pamiętał, że tu nie chodzi o ciebie, ale o Jezusa, o to, by inni też mogli otrzymać od Niego życie, bo On kocha wszystkich i chce by wszyscy mieli życie w pełni. Jeśli wierzysz Jezusowi, to wierzysz Ewangelii i przyjmujesz, że „zło zwycięża się dobrem”. Więc nie tyle zwalczaj zło, choć to też jest ważne, ale przede wszystkim rozsiewaj dobro, życzliwość, uśmiech, pomagaj, zauważaj. Potępiając człowieka, osądzając go wchodzisz w kompetencje Pana Boga, a Nim nie jesteś. „Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Mt 7,2-3) Ludzie nie wierzą w Jezusa Chrystusa i to jest twoje zadanie.

„Każdy grzech bierze się z pragnienia dobra.”Można mieć piękne, dobre pragnienie, a realizować je w chory sposób. Warto czasem zastanowić się nad swoimi nałogami, wadami, często popełnianymi błędami. Nad tym, jakie pragnienia mamy na początku działania. Ludzie posiadający unikatowe talenty i mogący dokonać naprawdę wielkich czynów, często wpadają w nałogi narkotykowe, alkoholowe czy w uzależnienia od seksu, hazardu. Są to ludzie z wielkim potencjałem, których nic nie mogło zaspokoić, więc poszli za pierwszą lepszą okazją to zaspokojenia, nie mogąc wytrzymać pragnienia. Materiały na naprawdę wielkich, dobrych ludzi marnują się gdzieś na dnie, bo świat podpycha chwilowe zaspokojenia, które tylko degradują człowieka, ku uciesze szatana.

Wielu ludzi próbuje po prostu doczłapać się do śmierci, żyjąc marnie, tak samo z dnia na dzień. Byle tylko nic się nie zmieniało, bo nieznane budzi strach. Ale w życiu chodzi o to, by właśnie zacząć działać i to teraz! Wielu ogranicza Pana Boga poprzestając na małym, stwierdzając, że kto, jak kto, ale ja się do wielkich, pasjonujących rzeczy nie nadaję. Moje działanie i tak nic nie zmieni. Co ja mogę? To jest postawa całkowitego braku wiary, braku zaufania Bogu, który w serce każdego z nas wkłada pragnienie czegoś więcej, zrobienia czegoś wyjątkowego. W naszych sercach drzemie potrzeba zrobienia czegoś dla innych, dania czegoś z siebie i pozostawienia po sobie potomnym.

Co do letniości wiary, to jak to napisał Lewis w „Listach starego diabła do młodego”: „Religia umiarkowana jest dla nas tak samo użyteczna jak kompletny brak religijności – a przy tym zabawniejsza.” Pan Szymon przyznał, że czasem lepiej jest żeby ktoś odszedł od Kościoła, bo wtedy paradoksalnie może odnaleźć Boga. Tkwienie pozornie w Kościele, branie udziału raz na jakiś czas we Mszy świętej, która nic nie znaczy, ale robię tak, bo tak zostałem wychowany. Jezus? W sumie, to nie wiem, Kto to jest, a relacja z Nim, no to już w ogóle nie wiem, o czym do mnie mówisz. Tak wygląda życie katolików, wielu katolików. I moje kiedyś też.

Dobry przykład to nie coś, co ty masz wypracować sam, to coś, co wynika z twojej relacji z Panem Bogiem. Ty nie masz nawracać, planować nie wiadomo jakich działań i wytężać się ze wszystkich sił, tylko skupić się na szukaniu Jezusa i zaspokajaniu twoich pragnień. Pragnień!, nie zachcianek. Pragnienia pochodzą z głębi serca człowieka i nie są ulotne, są dobre, a gdy ich nie zagłuszamy idziemy drogą, którą wskazuje nam Bóg.

Na pytanie o wybór Jezusa, pan Hołownia odpowiedział, że ma On po prostu to „coś”.

Jako lekarstwo na zniechęcenie i brak radości życia nasz gość zaproponował dziękczynienie. Tak na próbę przez dwa-trzy tygodnie dziękować Bogu za wszystko, za rzeczy małe i wielkie, za sukcesy i porażki, za miłe wydarzenia i te nieprzyjemne. I nie ustawać w poszukiwaniu tego, za co możemy być wdzięczni.

Chrześcijanin powinien mieć mentalność zwycięzcy, bo wie, co zrobił Jezus i że na końcu świata, to On, nasz Bóg, króluje, a nas czeka zmartwychwstanie i życie wieczne. Co by się nie działo po drodze: wielkie trudności, walki, upadki, jeśli wytrwamy w Bogu, to na końcu i tak wygrywamy. A gdy mamy tego świadomość to, czego się boimy?

Ze środków do utrzymania kontaktu i świadomości obecności Najwyższego w naszej codzienności Pan Hołownia wymienił m.in.: Eucharystię, Pismo św., modlitwę różańcową i modlitwę Jezusową. Ta ostatnia polega na nieustannym, lub wielokrotnie powtarzanym wersecie: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną" (różne wersje). Modlitwa ta, ma nas utrzymać w nieustannej świadomości obecności Pana Boga, „w Którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”. Przy okazji nasz gość zaprezentował piękną, kolorową czotkę (modlitewny sznur prawosławny, służący do odmawiania modlitwy Jezusowej), zapewne pochodzącą z Afryki.

Zapytany o rozpoznawanie duchów wspomniał, że złego można rozpoznać po tym, że zadaje pytania, poddając w wątpliwość wszechmoc Boga.

Dostaliśmy czas na ziemi, po to byśmy nauczyli się kochać i żyć dla innych całym sobą. Powinniśmy nauczyć się mądrze wybierać, co pierwsze, na co warto poświęcić czas. Mamy pomagać tym, których spotykamy, na co dzień, działać tam, gdzie żyjemy, pracujemy, uczymy się. Powinniśmy w końcu skończyć ze sporem światopoglądowym, tak rozdmuchanym przez media i polityków. I zająć się tym, co naprawdę ważne.


Właśnie po to, by móc odpowiednio wykorzystać swój czas na ziemi, Pan Szymon zaczął regularnie latać do Afryki, a w kwietniu 2013 roku założył fundacje Kasisi, pomagającą chorym i osieroconym dzieciom w Zambii. Tam, w Afryce, często ktoś umiera, pomimo opieki i podjętego leczenia. Ale realizm śmierci, patrzenie na to, jak umierają dzieci, nie wywołuje w naszym gościu głębokiego, długotrwałego smutku. Wręcz przeciwnie, twierdzi, że patrzenie na śmierć ożywia i sprawia, że człowiek zaczyna zauważać, co jest ważne. A gdy podąża za rodzącymi się pragnieniami w końcu zaczyna się spełniać i spalać dla innych.

Pod koniec spotkania pan Hołownia podzielił się z nami dewizą, według której stara żyć: „Najpierw zobacz w człowieku Chrystusa, rozmawiaj z nim i traktuj go jak Chrystusa”.

Zamartwiając się, już na sam koniec, tym, czy ostro dyskutując z mężczyznami siedzącymi w auli na temat homoseksualistów, patrzył na nich i traktował ich właśnie jak Jezusa, stał mi się szczególnie bliski. Często w przypływie emocji walczę o swoje wartości i racje do upadłego, nie patrząc na to, że gdzieś po drodze gubię Miłosierdzie…

Szymon Hołownia. Człowiek, jak i my. Katolik, jak i większość z nas. Człowiek, zdaje się, że porywczy. Grzesznik, jak i my. Ma wady i zalety też ma. Walczy, by wytrwać przy Bogu, jak niejeden z nas. Szuka ścieżek i popełnia błędy. Robi wiele dobrego, my często lub czasami też. Co go wyróżnia? Jest znany. Więc skoro jest znany to można się go czepiać i oceniać, słysząc tylko jakąś wypowiedzi gdzieś zasłyszaną, będąc na publicznym spotkaniu, czy może przeczytawszy jedną, a może nawet wszystkie napisane przez pana Hołownie książki? I mamy prawo zaglądać do jego portfela, bo przecież nie może naszym czujnym oczom ujść, czy lata do Afryki za darmo i w ogóle skąd bierze pieniądze? Pan Hołownia jest na świeczniku i myślę, że jest tego w pełni świadomy. Ale to nie sprawi, że będzie ideałem ani, że będzie starał się ze wszystkich sił przypodobać ludziom. Bo nie ludziom ma się podobać, a Bogu. Jak to gdzieś wyczytałam: „Katolicy nie są małymi kotkami żeby każdy musiał ich lubić”. Po prostu robi swoje.

W Piśmie św. możemy przeczytać: „Nie tak bowiem człowiek widzi jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16,7b). I tylko On widzi serce człowieka. A na koniec spyta, nie o Szymona Hołownię, nie o innego człowieka, ale zwróci się z pytaniem do Ciebie: czy kochałeś?



O Fundacji Kasisi:

Na koniec piękna zachęta od zacnej Kobiety:

"Ludzie są często nierozumni, nielogiczni i samolubni.
Kochaj ich mimo wszystko!

Jeśli czynisz dobro, oskarżą cię o egocentryzm.
Czyń dobro mimo wszystko!

Jeśli odnosisz sukcesy, zyskujesz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów.
Odnoś sukcesy mimo wszystko!

Twoja dobroć zostanie zapomniana już jutro.
Bądź dobry mimo wszystko!

Szlachetność i szczerość wzmagają twoją wrażliwość.
Bądź szlachetny i szczery mimo wszystko!

To, co budujesz latami, może runąć w ciągu jednej nocy.
Buduj mimo wszystko!

Ludzie w gruncie rzeczy potrzebują twej pomocy, mogą cię jednak zaatakować, gdy im pomagasz. Pomagaj mimo wszystko!

Dając światu najlepsze, co posiadasz, otrzymujesz ciosy.
Dawaj światu najlepsze, co posiadasz, mimo wszystko!"

bł. Matka Teresa z Kalkuty

piątek, 9 maja 2014

Relacja z Wieczoru Młodych

W Niedziele Miłosierdzia Bożego, 27 kwietnia, spotkaliśmy się na Jasnych Błoniach w Szczecinie, by wspólnie świętować kanonizację Jana Pawła II. Tuż po godzinie 19:00 rozpoczął się Wieczór Młodych pod hasłem: „Niech wasze życie będzie hymnem radości!”, organizowany przez Duszpasterstwo Akademickie przy Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Spotkanie poprowadziło młode akademickie małżeństwo, Agnieszka i Maksymilian Kardziejonek, w towarzystwie księdza Zbigniewa Reguckiego. Młodzi opowiadali historię swojego poznania w duszpasterskiej Kawiarence oraz o wpływie „naszego papieża” na ich drogę życia. Wypowiedzi przeplatały się z radosnym śpiewem Scholii 20. Mogliśmy usłyszeć m.in. utwory zespołu Trzecia Godzina Dnia: „Błogosław duszo moja Pana”, „Ukojenie”, „Wszystko, co mam” czy żwawe kompozycje Siewców Lednicy „Tak, tak Panie” i „Jesteśmy mocni”. Szczecinianie zgromadzeni na placu czynnie włączyli się w tańce oraz szybkie pochody z flagami Bractwa Małych Stópek oraz Sanktuarium NSPJ.

W połowie Wieczoru Młodych powitaliśmy relikwie świętego Jana Pawła II. Powędrowały one na wzór papieża za życia pomiędzy ludźmi zgromadzonymi na Błoniach, tak by każdy mógł oddać im cześć czy wyprosić modlitwę u naszego wielkiego rodaka, który wyprzedził nas w drodze do Nieba. „Pielgrzymce” relikwii wtórował śpiew litanii, ze słynnym refrenem: „Szukałem Was, teraz Wy do mnie przychodzicie”.

Na koniec spotkania, mieliśmy okazję przeżyć coś wyjątkowego, Adorację Najświętszego Sakramentu w centrum miasta wraz z końcowym błogosławieństwem.

Jako posługująca śpiewem podzielę się z Wami swoimi wrażeniami. Cudownie było patrzeć na te uśmiechnięte, roześmiane twarze. Na Szczecinian, którzy pomimo małej popularności przyznawania się do Kościoła potrafią w takich momentach jednoczyć się i powiedzieć: Tak, jesteśmy katolikami i tak, to nasz rodak został ogłoszony świętym, nasz papież. Aż chciało się śpiewać widząc Wasz entuzjazm i zaangażowanie. Katolicy nie są gburami, owszem przeżywamy chwile smutku, ale jesteśmy pełni radości, gdy chwalimy Boga i gdy uświadamiamy sobie, jak wiele od Niego otrzymujemy. W Niedziele Miłosierdzia, dziękowaliśmy za Jana Pawła II, za jego słowa, postawę wobec ludzi posiadających inne poglądy, za jego wielką miłość do ojczyzny, za obronę i głoszenie godności każdego człowieka, za wspieranie rodzin, za młodość ducha pomimo starości ciała, za naukę cierpienia, za świadectwo zaufania Bogu i zawierzenia życia Maryi. I za wiele, wiele innych pięknych rzeczy, jakie wniósł ten wielki człowiek w dorobek ludzkości i Kościoła w ciągu 85 lat swojego świętego życia.

Szczególnym momentem dla mnie samej była Adoracja Najświętszego Sakramentu. Jasne Błonia, miejsce głównie koncertów i letnio-weekendowej rekreacji, które na moment staje się Kościołem z żywą obecnością Pana Boga. I odpowiednia perspektywa spojrzenia na Szczecin, spojrzenia na ludzi tu mieszkających poprzez Jezusa, który stoi z przodu, w centrum. Patrzenia na wszystko przez Niego, Tego, który ma jakąś wielką misję dla naszego miasta. Ma jakiś wielki plan…

http://www.tvp.pl/szczecin/nasze-programy/relacje-felietony/wideo/santo-subito-studio-papieskie-ii/14983371

wtorek, 22 kwietnia 2014

Andrzej Poniedzielski - To jeszcze nie koniec - Kardiogram

To nie tętent setek końskich kopyt
To nie pociąg, to nie stukot kół
Tak pracuje Twoja stacja pomp
Twoje serce wybija ten rytm

Gonisz gdzieś, wciąż prędzej, prędzej, prędzej
Nie wiesz, gdzie, i nie wiesz, czy doganiasz
Twoje serce musi razem z Tobą
Odpoczywa, gdy twarz rękami zasłaniasz

Zanim zdążysz na szelest liczonych banknotów
Zanim zdążysz na uśmiech od ucha do ucha
Ucisz wszystkich i wszystko, głowę pochyl
Tam z lewej strony jest serce, posłuchaj

Nie, to jeszcze nie koniec
Jeszcze trochę pożyjesz
Założysz jeszcze niejedną czapkę
Niejednym się płaszczem okryjesz

Tylko przystań na chwilę
Ktoś tam poczeka z obiadem
Przez ten moment świat i bez Ciebie
Na pewno da sobie radę

I nie kombinuj już wtedy
Nie myśl o własnej sile
Spójrz za siebie, na tamtej łące
Łapałeś kiedyś motyle

Nie, to jeszcze nie koniec
Jeszcze trochę pożyjesz
Założysz jeszcze niejedną czapkę
Niejednym się płaszczem okryjesz

Tylko przystań na chwilę
Na którymś ostrzejszym zakręcie
Diabli niech porwą dostatek
Diabli niech porwą szczęście

Wyścig życia

Nie ważne czy jesteś nudnym zarozumialcem, czy towarzyskim luzakiem. Ważne żebyś robił to, w co naprawdę wierzysz to, w czym czujesz się najbardziej sobą. Wartość człowieka to jego upór w dążeniu do celu, to życie pasją i podejmowanie ryzyka, gdy jest konieczne, lub gdy twój charakter nie pozwala ci się zatrzymać. Bycie w stu procentach sobą i odnajdywanie na swojej drodze innych, którzy ciągle pragną więcej, którzy mają ten sam żar w sercu, niepozwalający spocząć na tym, czym zadowalają się miliony ludzi. Życie to trzymanie się tego, co pomaga po najgorszych trudnościach, wypadkach, powrócić do normalnego życia. By dalej toczyć bój o swój wielki cel, walkę o ideały i marzenia.

Więcej: http://www.filmweb.pl/film/Wy%C5%9Bcig-2013-628262#


Niki Lauda i James Hunt 

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

14.02.2014

Dzielne kobiety się nie poddają!

Rano kino, spóźniona, ale z dziesięcioma paczkami chusteczek! Wpadłam, na szczęście, dopiero na początek filmu, jeszcze przed wyświetleniem tytułu. Bo lepiej się zabezpieczyć mając katar i ostatnio zauważając u siebie nadwrażliwość na smutne sceny. Bilet na „Złodziejkę książek” zakupiony godzinę przed seansem.

Film piękny, fabuła z potencjałem, dobrze zrobione fragmenty, ale w całym filmie czegoś brakowało. Jednak historia dziewczynki – buntowniczki, mającej swoje zdanie i umiejącej się bić, i tak mnie urzekła! Nie umiała pisać, a pokochała książki i… napisała własną! Film o poświęceniu w imię wdzięczności, o godności człowieka, bez względu na pochodzenie, o wartości takich rzeczy jak literatura, muzyka czy rozwinięta wyobraźnia w obliczu ogromu zła i wszędobylskiego strachu. O tym jak własnymi talentami możemy służyć innym. I o znaczeniu wszystkich ludzi, jakich spotykamy na naszej drodze, tych, którzy są promykami wspomnień i ciepła w naszej pamięci. Mała Liesel nie straciła pogody ducha, bo umiała pokochać tych, którzy zjawiali się w jej życiu i pomimo strat ukochanych osób, dzielnie podnosiła się by żyć dalej. The Book Thief to film o śmierci, która przychodzi czasami znienacka i wtedy ważne jest tylko to ile serca podarowaliśmy drugiemu człowiekowi, w jakim stopniu byliśmy sobą i czy żyliśmy zgodnie z własnym sumieniem, czy byliśmy dobrymi ludźmi.

Dzień kupowania ciuchów i nowego lakieru do paznokci. 500g kawy i soku pomarańczowego. Piękny dzień!

Dłuższa chwila na adoracje, Koronka, spowiedź i Msza po 15:00.

A na obiad naleśniki ze szpinakiem i orzechami! Takie cudo.

Czego tylko zabrakło?

Innych ludzi.

Więc na koniec dnia spotkanie z moją ulubioną panią rehabilitantką, chwila ze scholą i łazęga z Angelą.

Pranie, pisanie, gadanie i spać.

Jutro najpiękniejszy dzień mojego życia!

No oprócz dnia mojego ślubu!

Dzięki Jarek!




"Ten świat nie zawaliłby się beze mnie. Ale bez przyjaciół, mój zawaliłby się na pewno." 
Regina Brett


niedziela, 13 kwietnia 2014

Stacja V: Szymon pomaga Jezusowi nieść Krzyż


Fragment dźwiękowy przemówienia Ojca św.:

"To, co kosztuje, właśnie stanowi wartość. Nie można zaś być prawdziwie wolnym bez rzetelnego i głębokiego stosunku do wartości. Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem. Bogaty młodzieżą! Bogaty każdym, który czuwa w imię prawdy, ona bowiem nadaje kształt miłości."
bł. Jan Paweł II, Jasna Góra 1983

Rozważenie:

„Pociągnąłem ich ludzkimi więziami a były to więzy miłości. Oni zaś nie rozumieli, że chciałem ich uzdrowić.” (Oz 11, 4a,3b)

Pan Bóg uzdrawia wprowadzając na naszą drogę drugiego człowieka. Leczy nas z egoizmu, zapatrzenia na własne problemy, leczy z ciągłego zważania na to jak jesteśmy słabi, jak niewystarczający. Mówi: Patrz! Obok Ciebie idzie Człowiek, podobny do Ciebie, ma podobne problemy, też nie jest idealny. Jego też dobija samotność i poczucie bycia nikomu niepotrzebnym. Też ma gorsze i lepsze dni. Tylko wiesz, tak naprawdę jest ktoś, kto bardzo go potrzebuje, tak, to Ty! Potrzebujesz jego widoku, uśmiechu, ciepłego słowa. Potrzebujesz wiedzieć, co się u niego dzieje, jakie ma problemy w życiu, w czym odniósł sukces. Potrzebujesz jego radości i smutków. Nikt nie zbawia się sam. Nikt nie jest stworzony do samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, by móc żyć, rozwijać się, kochać i być kochanym, mieć komu dawać i od kogo coś przyjąć. Bo tylko wtedy jesteśmy w pełni ludźmi.

A gdy wydaje się, że już naprawdę nikogo wokół nas nie ma, wtedy zjawia się Jezus i prosi Cię o pomoc, tak jak Szymona, byś pomógł Mu przez swoje życie kochać innych ludzi.

Intencja:

Panie, pozwól nam być ludźmi niosącymi Twoją miłości, rezygnującymi z egoizmu i marnotrawstwa czasu na rzecz drugiego człowieka. Pomóż nam kochać i zauważać tych, którzy uginają się pod ciężarem belki.