W Niedziele Miłosierdzia Bożego, 27 kwietnia, spotkaliśmy się na Jasnych Błoniach w Szczecinie, by wspólnie świętować kanonizację Jana Pawła II. Tuż po godzinie 19:00 rozpoczął się Wieczór Młodych pod hasłem: „Niech wasze życie będzie hymnem radości!”, organizowany przez Duszpasterstwo Akademickie przy Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Spotkanie poprowadziło młode akademickie małżeństwo, Agnieszka i Maksymilian Kardziejonek, w towarzystwie księdza Zbigniewa Reguckiego. Młodzi opowiadali historię swojego poznania w duszpasterskiej Kawiarence oraz o wpływie „naszego papieża” na ich drogę życia. Wypowiedzi przeplatały się z radosnym śpiewem Scholii 20. Mogliśmy usłyszeć m.in. utwory zespołu Trzecia Godzina Dnia: „Błogosław duszo moja Pana”, „Ukojenie”, „Wszystko, co mam” czy żwawe kompozycje Siewców Lednicy „Tak, tak Panie” i „Jesteśmy mocni”. Szczecinianie zgromadzeni na placu czynnie włączyli się w tańce oraz szybkie pochody z flagami Bractwa Małych Stópek oraz Sanktuarium NSPJ.
W połowie Wieczoru Młodych powitaliśmy relikwie świętego Jana Pawła II. Powędrowały one na wzór papieża za życia pomiędzy ludźmi zgromadzonymi na Błoniach, tak by każdy mógł oddać im cześć czy wyprosić modlitwę u naszego wielkiego rodaka, który wyprzedził nas w drodze do Nieba. „Pielgrzymce” relikwii wtórował śpiew litanii, ze słynnym refrenem: „Szukałem Was, teraz Wy do mnie przychodzicie”.
Na koniec spotkania, mieliśmy okazję przeżyć coś wyjątkowego, Adorację Najświętszego Sakramentu w centrum miasta wraz z końcowym błogosławieństwem.
Jako posługująca śpiewem podzielę się z Wami swoimi wrażeniami. Cudownie było patrzeć na te uśmiechnięte, roześmiane twarze. Na Szczecinian, którzy pomimo małej popularności przyznawania się do Kościoła potrafią w takich momentach jednoczyć się i powiedzieć: Tak, jesteśmy katolikami i tak, to nasz rodak został ogłoszony świętym, nasz papież. Aż chciało się śpiewać widząc Wasz entuzjazm i zaangażowanie. Katolicy nie są gburami, owszem przeżywamy chwile smutku, ale jesteśmy pełni radości, gdy chwalimy Boga i gdy uświadamiamy sobie, jak wiele od Niego otrzymujemy. W Niedziele Miłosierdzia, dziękowaliśmy za Jana Pawła II, za jego słowa, postawę wobec ludzi posiadających inne poglądy, za jego wielką miłość do ojczyzny, za obronę i głoszenie godności każdego człowieka, za wspieranie rodzin, za młodość ducha pomimo starości ciała, za naukę cierpienia, za świadectwo zaufania Bogu i zawierzenia życia Maryi. I za wiele, wiele innych pięknych rzeczy, jakie wniósł ten wielki człowiek w dorobek ludzkości i Kościoła w ciągu 85 lat swojego świętego życia.
Szczególnym momentem dla mnie samej była Adoracja Najświętszego Sakramentu. Jasne Błonia, miejsce głównie koncertów i letnio-weekendowej rekreacji, które na moment staje się Kościołem z żywą obecnością Pana Boga. I odpowiednia perspektywa spojrzenia na Szczecin, spojrzenia na ludzi tu mieszkających poprzez Jezusa, który stoi z przodu, w centrum. Patrzenia na wszystko przez Niego, Tego, który ma jakąś wielką misję dla naszego miasta. Ma jakiś wielki plan…
To nie tętent setek końskich kopyt To nie pociąg, to nie stukot kół Tak pracuje Twoja stacja pomp Twoje serce wybija ten rytm
Gonisz gdzieś, wciąż prędzej, prędzej, prędzej Nie wiesz, gdzie, i nie wiesz, czy doganiasz Twoje serce musi razem z Tobą Odpoczywa, gdy twarz rękami zasłaniasz
Zanim zdążysz na szelest liczonych banknotów Zanim zdążysz na uśmiech od ucha do ucha Ucisz wszystkich i wszystko, głowę pochyl Tam z lewej strony jest serce, posłuchaj
Nie, to jeszcze nie koniec Jeszcze trochę pożyjesz Założysz jeszcze niejedną czapkę Niejednym się płaszczem okryjesz
Tylko przystań na chwilę Ktoś tam poczeka z obiadem Przez ten moment świat i bez Ciebie Na pewno da sobie radę
I nie kombinuj już wtedy Nie myśl o własnej sile Spójrz za siebie, na tamtej łące Łapałeś kiedyś motyle
Nie, to jeszcze nie koniec Jeszcze trochę pożyjesz Założysz jeszcze niejedną czapkę Niejednym się płaszczem okryjesz
Tylko przystań na chwilę Na którymś ostrzejszym zakręcie Diabli niech porwą dostatek Diabli niech porwą szczęście
Nie ważne czy jesteś nudnym zarozumialcem, czy towarzyskim luzakiem. Ważne żebyś robił to, w co naprawdę wierzysz to, w czym czujesz się najbardziej sobą. Wartość człowieka to jego upór w dążeniu do celu, to życie pasją i podejmowanie ryzyka, gdy jest konieczne, lub gdy twój charakter nie pozwala ci się zatrzymać. Bycie w stu procentach sobą i odnajdywanie na swojej drodze innych, którzy ciągle pragną więcej, którzy mają ten sam żar w sercu, niepozwalający spocząć na tym, czym zadowalają się miliony ludzi. Życie to trzymanie się tego, co pomaga po najgorszych trudnościach, wypadkach, powrócić do normalnego życia. By dalej toczyć bój o swój wielki cel, walkę o ideały i marzenia.
Rano kino, spóźniona, ale z dziesięcioma paczkami chusteczek! Wpadłam, na szczęście, dopiero na początek filmu, jeszcze przed wyświetleniem tytułu. Bo lepiej się zabezpieczyć mając katar i ostatnio zauważając u siebie nadwrażliwość na smutne sceny. Bilet na „Złodziejkę książek” zakupiony godzinę przed seansem.
Film piękny, fabuła z potencjałem, dobrze zrobione fragmenty, ale w całym filmie czegoś brakowało. Jednak historia dziewczynki – buntowniczki, mającej swoje zdanie i umiejącej się bić, i tak mnie urzekła! Nie umiała pisać, a pokochała książki i… napisała własną! Film o poświęceniu w imię wdzięczności, o godności człowieka, bez względu na pochodzenie, o wartości takich rzeczy jak literatura, muzyka czy rozwinięta wyobraźnia w obliczu ogromu zła i wszędobylskiego strachu. O tym jak własnymi talentami możemy służyć innym. I o znaczeniu wszystkich ludzi, jakich spotykamy na naszej drodze, tych, którzy są promykami wspomnień i ciepła w naszej pamięci. Mała Liesel nie straciła pogody ducha, bo umiała pokochać tych, którzy zjawiali się w jej życiu i pomimo strat ukochanych osób, dzielnie podnosiła się by żyć dalej. The Book Thief to film o śmierci, która przychodzi czasami znienacka i wtedy ważne jest tylko to ile serca podarowaliśmy drugiemu człowiekowi, w jakim stopniu byliśmy sobą i czy żyliśmy zgodnie z własnym sumieniem, czy byliśmy dobrymi ludźmi.
Dzień kupowania ciuchów i nowego lakieru do paznokci. 500g kawy i soku pomarańczowego. Piękny dzień!
Dłuższa chwila na adoracje, Koronka, spowiedź i Msza po 15:00.
A na obiad naleśniki ze szpinakiem i orzechami! Takie cudo.
Czego tylko zabrakło?
Innych ludzi.
Więc na koniec dnia spotkanie z moją ulubioną panią rehabilitantką, chwila ze scholą i łazęga z Angelą.
Pranie, pisanie, gadanie i spać.
Jutro najpiękniejszy dzień mojego życia!
No oprócz dnia mojego ślubu!
Dzięki Jarek!
"Ten świat nie zawaliłby się beze mnie. Ale bez przyjaciół, mój zawaliłby się na pewno."
"To, co kosztuje, właśnie stanowi wartość. Nie można zaś być prawdziwie wolnym bez rzetelnego i głębokiego stosunku do wartości. Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem. Bogaty młodzieżą! Bogaty każdym, który czuwa w imię prawdy, ona bowiem nadaje kształt miłości."
bł. Jan Paweł II, Jasna
Góra 1983
Rozważenie:
„Pociągnąłem ich ludzkimi więziami a były to więzy miłości.
Oni zaś nie rozumieli, że chciałem ich uzdrowić.” (Oz 11, 4a,3b)
Pan Bóg uzdrawia wprowadzając na naszą drogę drugiego
człowieka. Leczy nas z egoizmu, zapatrzenia na własne problemy, leczy z
ciągłego zważania na to jak jesteśmy słabi, jak niewystarczający. Mówi: Patrz!
Obok Ciebie idzie Człowiek, podobny do Ciebie, ma podobne problemy, też nie
jest idealny. Jego też dobija samotność i poczucie bycia nikomu niepotrzebnym.
Też ma gorsze i lepsze dni. Tylko wiesz, tak naprawdę jest ktoś, kto bardzo go
potrzebuje, tak, to Ty! Potrzebujesz jego widoku, uśmiechu, ciepłego słowa.
Potrzebujesz wiedzieć, co się u niego dzieje, jakie ma problemy w życiu, w czym
odniósł sukces. Potrzebujesz jego radości i smutków. Nikt nie zbawia się sam.
Nikt nie jest stworzony do samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, by móc
żyć, rozwijać się, kochać i być kochanym, mieć komu dawać i od kogo coś
przyjąć. Bo tylko wtedy jesteśmy w pełni ludźmi.
A gdy wydaje się, że już naprawdę nikogo wokół nas nie ma,
wtedy zjawia się Jezus i prosi Cię o pomoc, tak jak Szymona, byś pomógł Mu przez swoje życie kochać innych ludzi.
Intencja:
Panie, pozwól nam być ludźmi niosącymi Twoją miłości,
rezygnującymi z egoizmu i marnotrawstwa czasu na rzecz drugiego człowieka.
Pomóż nam kochać i zauważać tych, którzy uginają się pod ciężarem belki.
"Dzięki Ci Panie z całego serca
Twa obietnica przewyższyła Twoją sławę,
Gdy Cię wzywałem,
Tyś mi odpowiedział
Dałeś mej duszy moc i odwagę
O Panie, chwalić Cię będą
Królowie całej ziemi
Usłyszeli Twe słowa
Śpiewać będą o Twych Drogach,
Bo wiedzą, jak wielka jest Twa miłość.
W obliczu aniołów
Pragnę wielbić Cię
W obliczu aniołów
Psalmy śpiewać chcę,
Sławić będą imię Twe
Za Twą wielką miłość do mnie.
Pan jest dostojny
I widzi uniżonych
I już z daleka poznaje ludzi pysznych,
Kiedy chodzę pośród utrapienia
wyciąga rękę,
Od zła mnie wybawia,
JAHWE dokona we mnie tego co rozpoczął,
bo na wieki jego miłosierdzie,
On nie odrzuca
Dzieła rąk Swoich
O panie, o Panie
Nie opuszczaj nas
W obliczu aniołów
Pragnę wielbić Cię
W obliczu aniołów
Psalmy śpiewać chcę,
Sławić będę imię Twe
Za Twą wielką miłość do mnie."
Zobaczyć na własne oczy cud. Mieć wiarygodnych świadków. Rozmawiać z człowiekiem uleczonym z kalectwa i nie uwierzyć. Czy to nie zastanawia? Dlaczego tak trudno przyjąć interwencję Boga?
Ileż smutku jest w wypowiedzi kaleki, który odzyskał wzrok, skierowanej do faryzeuszy: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd Jezus pochodzi, a mnie oczy otworzył (...) Gdyby nie pochodził od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Faryzeusze uważali się za specjalistów w sprawach Boga, a gdy stanęli wobec namacalnego Jego działania, nie chcieli Go ani uznać, ani przyjąć.
Głównym powodem ich zamknięcia na Boże działanie było zbyt doczesne nastawienie. Człowiek jest jak izolowany przewód elektryczny. Dopóki dobrowolnie nie odsłoni z izolacji swego serca i w akcie wiary nie dotknie nim Boga, zbawcza moc miłości nie może do niego dotrzeć. Przesadne zaś zabieganie o dobra tego świata potrafi tak szczelnie odizolować człowieka od Bożego działania, że nic z Jego łaski do niego nie dotrze. Nam się wydaje, że szczęście polega na gromadzeniu dóbr tego świata, na szukaniu w nich przyjemności, stąd też sądzimy, że im więcej „nakleimy” na siebie tego, co doczesne, tym pełniej będziemy szczęśliwi. W rzeczywistości jednak stajemy się coraz szczelniej odizolowani od prawdziwego szczęścia.
Bywa, że utrata dóbr tego świata – bliskiej osoby, większej ilości pieniędzy, mieszkania, pracy, zdrowia – czyni szczelinę w tej izolacji i jeśli wówczas człowiek sercem dotknie wartości religijnych, doświadczy zawartej w nich mocy. Kaleka był bardziej otwarty na działanie Boże niż zdrowi faryzeusze. Przez jego chore oczy, których dotknął Chrystus, moc Bożego życia popłynęła aż do jego serca. Uzdrowiony zobaczył nie tylko piękno barw i kształtów doczesnego świata, lecz również dostrzegł w Chrystusie Bożego Pośrednika.
Materializm jako przeszkoda w odpowiedzi na działanie Boga łączy się ściśle z wygodnictwem. To ono obawia się, że przyjęcie Chrystusa pociągnie za sobą zbyt gruntowne zmiany w naszym dotychczasowym życiu. Trzeba bowiem niejedno przemeblować w swoim myśleniu, by dostosować swoje kroki do kroków Chrystusa.
To, co stare, często bywa wrogiem nowego nie dlatego, by nie ceniło tego, co nowe, ale w obawie przed trudem przebudowy tego co stare. W człowieku dawne przyzwyczajenia są wrogiem nowych, o które dopomina się Bóg. Ewangelia jest zawsze nowa, jest dobrą nowiną. Jako taka nieustannie wzywa do przebudowy dotychczasowego życia według wzoru, który zostawił nam Mistrz z Nazaretu. Wielki Post to czas głębszej refleksji nad izolacją, jaka pokrywa nasze serce; to czas ożywienia wiary, czyli usunięcia izolacji i podłączenia do źródła zbawczej mocy; to czas trudu podjętego w celu przebudowy własnego życia w oparciu o łaskę płynącą z Jezusowego Serca.
Słowa Chrystusa: „Przyszedłem na ten świat (...) aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi” zmuszają do podjęcia decyzji. Od opowiedzenia się po stronie Jezusa zależy wiele."
Siedzisz sobie i spędzasz leniwie popołudnie a tu nagle dostajesz: "Polecam film "Tajemnica Filomeny". Choć nie ukazuje on pełni zła Chrześcijaństwa, dobre i to - jest to film odważny i potrzebny". Opinia znajomego mojego przyjaciela. "Wiem, że oglądałaś, dlatego to wkleiłem, żebyś się do tego odniosła." W pierwszej chwili próbujesz nie dać się sprowokować, to miał być beznadziejny dzień, bez robienia tego co lubisz, masz po prostu zmarnować czas, bo zaspałaś na wyjazd i koniec, kropka. Ale nie dajesz rady, no bo to przecież kurna nieprawda! I odpowiadasz jednym zdaniem, już chcesz wysłać, ale dopisujesz kolejne i kolejne. Niby już kończysz i wysyłasz, ale jeszcze masz tyle do powiedzenia. I powstaje takie dłuższe coś.
Oczywiście nie zgadzam się z opinią kolegi, to nie chrześcijaństwo jest złe, to ludzie są nieidealni. Tylko kto jest idealny? Niech pierwszy rzuci kamień...(J 8,7) Według mnie ten film ukazał, czym jest prawdziwe chrześcijaństwo i dlatego jest "odważny i potrzebny".
Prawdziwe chrześcijaństwo jest wierzeniem Bogu i Jego Słowu (mowa o Piśmie św.) we wszystkich okolicznościach. I jeśli Pan Bóg mówi: "przebaczajcie sobie nawzajem" (Ef 4,32), "miłujcie waszych nieprzyjaciół" (Mt 5,43-44), to ja Mu ufam, wierzę, że to ma sens, że On chce dla mnie jak najlepiej, że choćbym nie wiem jak cierpiała, to warto wznieść się ponad siebie i z Jego pomocą przebaczyć. On wie, że nienawiść i brak przebaczenia zabija od środka, nie tyle tego, który dopuścił się czegoś haniebnego, (choć oczywiście też), co tego, który nie umie przebaczyć. Bo przebaczenie uwalnia i pozwala kochać tak prawdziwie, tak jak Jezus. Uwalnia też tę osobę, która wyrządziła zło, uwalnia ją od winy przed Panem Bogiem, bo skoro my potrafiliśmy przebaczyć, to o ileż bardziej On, który jest Bogiem Miłosierdzia.
I Pani Filomena, taka nikogo nieoskarżająca kobieta w podeszłym wieku, która już wie, co w życiu jest ważne, która całe życie uczyła się miłości. Pokorna, kiedy trzeba, wielbicielka książkowych romansów z pięknym zakończeniem w tle, gdy ci, którzy się kochali mogę być razem mimo wszystko, jak ona i poszukiwany syn. Kiedy trzeba, potrafiąca znaleźć odpowiednie słowa, dobitnie trafiające do upominanego. Żyjąca skromnie, umiejąca odróżnić to, co niezbędne do życia, od tego, co zbyteczne. Potrafiąca cieszyć się codziennością, doceniająca małe piękne rzeczy każdego dnia. Prosta kobieta, ale jaka silna! Potrafiąca walczyć o coś, co całe życie nie dawało jej spokoju, wziąć to w końcu w swoje ręce i zrobić wszystko, co w jej mocy by zakończyć sprawy na ziemi i umrzeć w pokoju.
Bo przecież tu chodzi o Niebo. Niebo dla mnie i dla tych, wśród których przyszło mi żyć.
Nie można mówić, że chrześcijaństwo to sposób, w jaki zachowały się zakonnice. Bo to nie jest chrześcijaństwo. Raczej faryzeizm, spełnianie warunków prawa, zapominając o najważniejszym przykazaniu, którego przestrzeganie sprawia, że dopiero stajemy się wyznawcami Jezusa, o przykazaniu miłości Boga, bliźniego i siebie samego. Ale przecież gdyby na świecie była tylko jedna osoba czyniąca dobro, nie można by było powiedzieć, że wszyscy ludzie są źli. Tak też nie można powiedzieć, że wszyscy chrześcijanie to podłe szuje, zarabiające na ludzkich tragediach, a odgrywające na pokaz świętych.
Chrześcijaństwo to wspólnota grzeszników. Jest wiele grup, które czynią wiele dobra, jak i takich, które upadają. Jesteśmy tylko ludźmi, próbujemy żyć tak jak Jezus, ale często nam nie wychodzi. Ale Bóg i tak nas kocha, co byśmy nie zrobili, czeka na nas ze swoim przebaczeniem i Miłością. I o tym przyszło nam świadczyć w świecie. Nie o tym, że jesteśmy święci i nieskalani, bo nie jesteśmy. Nie o tym, że jesteśmy lepsi od innych, bo w sumie niczym się nie różnimy. To, że chodzimy do Kościoła, spowiadamy się, przyjmujemy Komunię i się modlimy, to też marność, jeśli nie rodzi się w nas pragnienie kochania drugiego człowieka i świadczenia o miłości Boga. Jesteśmy posłani by mówić wszystkim, że jest Ktoś, kto kocha ich niezależnie od tego jak bardzo upadli, jaką krzywdę dzisiaj wyrządzili drugiemu człowiekowi, bez względu na to, co im dzisiaj nie wyszło. Mamy mówić zatraconym, że nikt nie może ich pozbawić godności, nikt nie może im jej zabrać. Bo niezależnie od tego jak nędzni i jak nic nie warci się czują, niezależnie od tego, co usłyszeli od innych, w jakich warunkach żyją, u Boga mają najwyższą wartość. On chce być przy nas szczególnie wtedy, gdy jest nam źle, gdy czujemy się samotni, niekochani, nic nie warci, gdy sięgamy dna i zatapiamy się w beznadziei. On wie, że wtedy najbardziej Go potrzebujemy. Jesteśmy bardziej skłonni, by wreszcie przestać się szarpać i próbować wszystko robić po swojemu i własnymi siłami. Może w końcu poprosimy Go o pomoc.
Bóg jest przy Tobie cały czas. Spróbuj sobie wyobrazić, że teraz siedzi obok Ciebie Jezus, ale nie może zrobić nic, bez Twojej zgody. Spróbuj Go zauważyć i wyciągnąć dłoń po pomoc, którą On chce Ci ofiarować. Bo na pewno ma już coś przygotowanego specjalnie dla Ciebie i już nie może się doczekać, aż Ci to wszystko podaruje. Chce podarować Ci nowe piękne Życie.
Może i w Twoim otoczeniu pojawi się taka Filomena, wysłannik Boga, właśnie w tym najgorszym momencie. I pomoże odnaleźć sens i radość codziennego życia z Bogiem.
"Słyszeliście,
że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela
swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych
nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują..." (Mt
5,43-44) http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=248
„Przykazanie
nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was
umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy
poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.”
(J 13, 34-35) http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=352
Wielkopostne zmaganie. Nie pamiętam, żebym miała kiedykolwiek tak ciężki Wielki Post. Ciągła walka z pokusami, z samą sobą, ze złym. Przymuszanie się do wszystkiego, czego nie chce mi się robić, począwszy od wstania z łóżka, na umyciu twarzy i zębów przed spaniem kończąc. No dajcie spokój! Tak się zastanawiam, ile dni można tak ciągnąć?
Sklep, kolejka i dziewczyna, która na ciebie wręcz wchodzi, ale ty zaciskasz zęby i na przekór, dodajesz: „Miłego dnia!”, odchodząc od kasy. Idziesz na uczelnie, a tam nikt nawet nie chce wziąć od ciebie Excela, na horyzoncie żadnej osoby, której mogłabyś pomóc i czujesz się taka total niepotrzebna. Modlitwa nie idzie, wytrzymanie na Mszy graniczy z heroicznym wysiłkiem. Trochę bólu codziennego, brak chęci do ćwiczeń. I taki wewnętrzny przymus, żeby komuś dowalić… Nie dam się! Nie dam się sprowokować! Nie będę wredna dla ludzi tylko dlatego, że mam dość wszystkiego, że codzienne cierpienie dobija i nie raz lamentuje Panu Bogu, że tego już za wiele, że przesadza. A On dalej te swoje „starczy ci Mojej Łaski”… A jak nie styrczy?
Zadanie do zrobienia, dwa projekty, matma do zaliczenia, mieszkanie do znalezienia, 2 miesiące do zabiegu. Full marzeń i kalekie ciało. Cała lista zaległych spraw.
Wiesz co, Panie Boże? Ty się tym zajmij! A mi pokaż kogoś bardziej potrzebującego ode mnie, żebym skończyła wreszcie z tym egocentryzmem. Amen.
Podoba mi się to! Nie potrzebujesz mężczyzny żeby się spełniać, żeby
czuć się w pełni kobietą. Nie potrzebujesz do tego mężczyzn! Masz
wszystko, czego Ci potrzeba!
Twoją
siłą nie jest zależność i przynależność, ale umiejętność łagodzenia
sporów, tworzenia domu dla tych, którzy potrzebują czułości i
bezpieczeństwa, oraz zdolność dawania życia, ożywiania ludzi,
gdziekolwiek się zjawiasz. Twoim powołaniem jest służba. Kobieta wcale
nie musi być w związku. Nie musisz wyglądać seksownie i pociągająco.
Owszem, powinnaś wyglądać kobieco, ale bardziej skupić się na tym, by
stać się pełną wdzięku, ciepła i dobroci dla bliźnich. Twoja seksualność jest dla
Twojego męża, nie dla każdego mężczyzny. Masz misję powierzoną Ci przez
Boga. Nie bez powodu jesteś właśnie kobietą. Twoją ostoją jest Bóg,
któremu masz w pełni zaufać, bez względu na to, co dzieje się w Twoim
życiu, czy jest dobrze, czy źle. I to nie jest tak, że oddajesz wszystko
Bogu i czekasz na mannę z nieba. Bóg wzywa Cię do działania, do
podejmowania inicjatyw. Do wzięcia odpowiedzialności za coś, czego On
chce dokonać, ale potrzebuje Twoich rąk. W zamian dostajesz radość i
spełnienie. Kobieto, masz misję, dostajesz od Niego siłę i wszystko
czego Ci potrzeba, by zmieniać siebie, a przez to całe Twoje otoczenie!
Nie
możesz poddawać się w niewolę zależności, uzależnienia od
jakiegokolwiek człowieka, od pieniądza, chwały, czy nałogu. Nie możesz
zwracać uwagi na to, co mówią o Tobie inni, bo to bałwochwalstwo.
Powinnaś bać się i zabiegać o to, by Bóg miał o Tobie jak najlepsze
zdanie, to Jemu masz się przypodobać i przed Nim się tłumaczyć. Nie
drżyj przed człowiekiem. On jest tak samo słaby i kruchy jak Ty. Nie
traktuj go jak swojego boga. On Ci nic nie może zrobić. Skup się na
Bogu, który kocha Cię niezależnie od tego, co Ci nie wychodzi, nie
patrzy na Twój grzech, na potknięcia, nie wypomina. Tylko rozkłada ręce,
byś rzuciła się w Jego pełne miłości ramiona. Chce dać Ci pełnię
miłości. Miłości, która da Ci siłę, by być dzielną niewiastą, wojowniczką Pana,
ponad wszystko opierającą swe życie na Bogu, całkowicie ufającą Mu w każdym
czasie. On da Ci życie w pełni, w radości, pomimo trudności. Życie,
które ma sens.
"Możesz być najpełniejszą,
najpiękniejszą, najbardziej powabną, najwaleczniejszą przywódczynią
świata, nie potrzebując żadnego mężczyzny." o. Adam Szustak - Projekt
Judyta