"Dlaczego nie wierzą?
Zobaczyć na własne oczy cud. Mieć wiarygodnych świadków. Rozmawiać z człowiekiem uleczonym z kalectwa i nie uwierzyć. Czy to nie zastanawia? Dlaczego tak trudno przyjąć interwencję Boga?
Ileż smutku jest w wypowiedzi kaleki, który odzyskał wzrok, skierowanej do faryzeuszy: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd Jezus pochodzi, a mnie oczy otworzył (...) Gdyby nie pochodził od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Faryzeusze uważali się za specjalistów w sprawach Boga, a gdy stanęli wobec namacalnego Jego działania, nie chcieli Go ani uznać, ani przyjąć.
Głównym powodem ich zamknięcia na Boże działanie było zbyt doczesne nastawienie. Człowiek jest jak izolowany przewód elektryczny. Dopóki dobrowolnie nie odsłoni z izolacji swego serca i w akcie wiary nie dotknie nim Boga, zbawcza moc miłości nie może do niego dotrzeć. Przesadne zaś zabieganie o dobra tego świata potrafi tak szczelnie odizolować człowieka od Bożego działania, że nic z Jego łaski do niego nie dotrze. Nam się wydaje, że szczęście polega na gromadzeniu dóbr tego świata, na szukaniu w nich przyjemności, stąd też sądzimy, że im więcej „nakleimy” na siebie tego, co doczesne, tym pełniej będziemy szczęśliwi. W rzeczywistości jednak stajemy się coraz szczelniej odizolowani od prawdziwego szczęścia.
Bywa, że utrata dóbr tego świata – bliskiej osoby, większej ilości pieniędzy, mieszkania, pracy, zdrowia – czyni szczelinę w tej izolacji i jeśli wówczas człowiek sercem dotknie wartości religijnych, doświadczy zawartej w nich mocy. Kaleka był bardziej otwarty na działanie Boże niż zdrowi faryzeusze. Przez jego chore oczy, których dotknął Chrystus, moc Bożego życia popłynęła aż do jego serca. Uzdrowiony zobaczył nie tylko piękno barw i kształtów doczesnego świata, lecz również dostrzegł w Chrystusie Bożego Pośrednika.
Materializm jako przeszkoda w odpowiedzi na działanie Boga łączy się ściśle z wygodnictwem. To ono obawia się, że przyjęcie Chrystusa pociągnie za sobą zbyt gruntowne zmiany w naszym dotychczasowym życiu. Trzeba bowiem niejedno przemeblować w swoim myśleniu, by dostosować swoje kroki do kroków Chrystusa.
To, co stare, często bywa wrogiem nowego nie dlatego, by nie ceniło tego, co nowe, ale w obawie przed trudem przebudowy tego co stare. W człowieku dawne przyzwyczajenia są wrogiem nowych, o które dopomina się Bóg. Ewangelia jest zawsze nowa, jest dobrą nowiną. Jako taka nieustannie wzywa do przebudowy dotychczasowego życia według wzoru, który zostawił nam Mistrz z Nazaretu.
Wielki Post to czas głębszej refleksji nad izolacją, jaka pokrywa nasze serce; to czas ożywienia wiary, czyli usunięcia izolacji i podłączenia do źródła zbawczej mocy; to czas trudu podjętego w celu przebudowy własnego życia w oparciu o łaskę płynącą z Jezusowego Serca.
Słowa Chrystusa: „Przyszedłem na ten świat (...) aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi” zmuszają do podjęcia decyzji. Od opowiedzenia się po stronie Jezusa zależy wiele."
niedziela, 30 marca 2014
sobota, 29 marca 2014
Fenomen Filomeny
Siedzisz sobie i spędzasz leniwie popołudnie a tu nagle dostajesz: "Polecam film "Tajemnica Filomeny". Choć nie ukazuje on pełni zła Chrześcijaństwa, dobre i to - jest to film odważny i potrzebny". Opinia znajomego mojego przyjaciela. "Wiem, że oglądałaś, dlatego to wkleiłem, żebyś się do tego odniosła." W pierwszej chwili próbujesz nie dać się sprowokować, to miał być beznadziejny dzień, bez robienia tego co lubisz, masz po prostu zmarnować czas, bo zaspałaś na wyjazd i koniec, kropka. Ale nie dajesz rady, no bo to przecież kurna nieprawda! I odpowiadasz jednym zdaniem, już chcesz wysłać, ale dopisujesz kolejne i kolejne. Niby już kończysz i wysyłasz, ale jeszcze masz tyle do powiedzenia. I powstaje takie dłuższe coś.
Mowa jest o filmie Tajemnica Filomeny. (http://www.filmweb.pl/film/Tajemnica+Filomeny-2013-668214) Wypuszczony niecały rok temu. Nominowany do Oskara w czterech kategoriach. W Polsce grają go tylko w kinach niezależnych, bądź na specjalne okazje w sieciówkach. Film promowany przez portal Stacja7.pl (http://www.stacja7.pl/article/2844/Wielka+i+postna+Filomena/58?utm_content=buffere6d2c&utm_medium=social&utm_source=facebook.com&utm_campaign=buffer). Więc wszystko co napisałam, już gdzieś było. Ale, nie było moje.
Oczywiście nie zgadzam się z opinią kolegi, to nie chrześcijaństwo jest złe, to ludzie są nieidealni. Tylko kto jest idealny? Niech pierwszy rzuci kamień...(J 8,7) Według mnie ten film ukazał, czym jest prawdziwe chrześcijaństwo i dlatego jest "odważny i potrzebny".
Prawdziwe chrześcijaństwo jest wierzeniem Bogu i Jego Słowu (mowa o Piśmie św.) we wszystkich okolicznościach. I jeśli Pan Bóg mówi: "przebaczajcie sobie nawzajem" (Ef 4,32), "miłujcie waszych nieprzyjaciół" (Mt 5,43-44), to ja Mu ufam, wierzę, że to ma sens, że On chce dla mnie jak najlepiej, że choćbym nie wiem jak cierpiała, to warto wznieść się ponad siebie i z Jego pomocą przebaczyć. On wie, że nienawiść i brak przebaczenia zabija od środka, nie tyle tego, który dopuścił się czegoś haniebnego, (choć oczywiście też), co tego, który nie umie przebaczyć. Bo przebaczenie uwalnia i pozwala kochać tak prawdziwie, tak jak Jezus. Uwalnia też tę osobę, która wyrządziła zło, uwalnia ją od winy przed Panem Bogiem, bo skoro my potrafiliśmy przebaczyć, to o ileż bardziej On, który jest Bogiem Miłosierdzia.
I Pani Filomena, taka nikogo nieoskarżająca kobieta w podeszłym wieku, która już wie, co w życiu jest ważne, która całe życie uczyła się miłości. Pokorna, kiedy trzeba, wielbicielka książkowych romansów z pięknym zakończeniem w tle, gdy ci, którzy się kochali mogę być razem mimo wszystko, jak ona i poszukiwany syn. Kiedy trzeba, potrafiąca znaleźć odpowiednie słowa, dobitnie trafiające do upominanego. Żyjąca skromnie, umiejąca odróżnić to, co niezbędne do życia, od tego, co zbyteczne. Potrafiąca cieszyć się codziennością, doceniająca małe piękne rzeczy każdego dnia. Prosta kobieta, ale jaka silna! Potrafiąca walczyć o coś, co całe życie nie dawało jej spokoju, wziąć to w końcu w swoje ręce i zrobić wszystko, co w jej mocy by zakończyć sprawy na ziemi i umrzeć w pokoju.
Bo przecież tu chodzi o Niebo. Niebo dla mnie i dla tych, wśród których przyszło mi żyć.
Nie można mówić, że chrześcijaństwo to sposób, w jaki zachowały się zakonnice. Bo to nie jest chrześcijaństwo. Raczej faryzeizm, spełnianie warunków prawa, zapominając o najważniejszym przykazaniu, którego przestrzeganie sprawia, że dopiero stajemy się wyznawcami Jezusa, o przykazaniu miłości Boga, bliźniego i siebie samego. Ale przecież gdyby na świecie była tylko jedna osoba czyniąca dobro, nie można by było powiedzieć, że wszyscy ludzie są źli. Tak też nie można powiedzieć, że wszyscy chrześcijanie to podłe szuje, zarabiające na ludzkich tragediach, a odgrywające na pokaz świętych.
Chrześcijaństwo to wspólnota grzeszników. Jest wiele grup, które czynią wiele dobra, jak i takich, które upadają. Jesteśmy tylko ludźmi, próbujemy żyć tak jak Jezus, ale często nam nie wychodzi. Ale Bóg i tak nas kocha, co byśmy nie zrobili, czeka na nas ze swoim przebaczeniem i Miłością. I o tym przyszło nam świadczyć w świecie. Nie o tym, że jesteśmy święci i nieskalani, bo nie jesteśmy. Nie o tym, że jesteśmy lepsi od innych, bo w sumie niczym się nie różnimy. To, że chodzimy do Kościoła, spowiadamy się, przyjmujemy Komunię i się modlimy, to też marność, jeśli nie rodzi się w nas pragnienie kochania drugiego człowieka i świadczenia o miłości Boga. Jesteśmy posłani by mówić wszystkim, że jest Ktoś, kto kocha ich niezależnie od tego jak bardzo upadli, jaką krzywdę dzisiaj wyrządzili drugiemu człowiekowi, bez względu na to, co im dzisiaj nie wyszło. Mamy mówić zatraconym, że nikt nie może ich pozbawić godności, nikt nie może im jej zabrać. Bo niezależnie od tego jak nędzni i jak nic nie warci się czują, niezależnie od tego, co usłyszeli od innych, w jakich warunkach żyją, u Boga mają najwyższą wartość. On chce być przy nas szczególnie wtedy, gdy jest nam źle, gdy czujemy się samotni, niekochani, nic nie warci, gdy sięgamy dna i zatapiamy się w beznadziei. On wie, że wtedy najbardziej Go potrzebujemy. Jesteśmy bardziej skłonni, by wreszcie przestać się szarpać i próbować wszystko robić po swojemu i własnymi siłami. Może w końcu poprosimy Go o pomoc.
Bóg jest przy Tobie cały czas. Spróbuj sobie wyobrazić, że teraz siedzi obok Ciebie Jezus, ale nie może zrobić nic, bez Twojej zgody. Spróbuj Go zauważyć i wyciągnąć dłoń po pomoc, którą On chce Ci ofiarować. Bo na pewno ma już coś przygotowanego specjalnie dla Ciebie i już nie może się doczekać, aż Ci to wszystko podaruje. Chce podarować Ci nowe piękne Życie.
Może i w Twoim otoczeniu pojawi się taka Filomena, wysłannik Boga, właśnie w tym najgorszym momencie. I pomoże odnaleźć sens i radość codziennego życia z Bogiem.
Ja właśnie usilnie wypatruję swojej...
Cytaty z Pisma św.:
" Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień" (J8,7)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=347
"Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie"(Ef 4,32)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1031&werset=30#W30
"Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują..." (Mt 5,43-44)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=248
„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.” (J 13, 34-35)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=352
Zwiastun filmu:
W Szczecinie film można obejrzeć:
- jednorazowo 2 kwietnia w Heliosie w ramach Kina Konesera:
http://www.helios.pl/23,Szczecin/BazaFilmow/Szczegoly/film/2777/Tajemnica-Filomeny
- w Pionierze:
http://www.kino-pionier.com.pl/film/tajemnica-filomeny
Mowa jest o filmie Tajemnica Filomeny. (http://www.filmweb.pl/film/Tajemnica+Filomeny-2013-668214) Wypuszczony niecały rok temu. Nominowany do Oskara w czterech kategoriach. W Polsce grają go tylko w kinach niezależnych, bądź na specjalne okazje w sieciówkach. Film promowany przez portal Stacja7.pl (http://www.stacja7.pl/article/2844/Wielka+i+postna+Filomena/58?utm_content=buffere6d2c&utm_medium=social&utm_source=facebook.com&utm_campaign=buffer). Więc wszystko co napisałam, już gdzieś było. Ale, nie było moje.
Oczywiście nie zgadzam się z opinią kolegi, to nie chrześcijaństwo jest złe, to ludzie są nieidealni. Tylko kto jest idealny? Niech pierwszy rzuci kamień...(J 8,7) Według mnie ten film ukazał, czym jest prawdziwe chrześcijaństwo i dlatego jest "odważny i potrzebny".
Prawdziwe chrześcijaństwo jest wierzeniem Bogu i Jego Słowu (mowa o Piśmie św.) we wszystkich okolicznościach. I jeśli Pan Bóg mówi: "przebaczajcie sobie nawzajem" (Ef 4,32), "miłujcie waszych nieprzyjaciół" (Mt 5,43-44), to ja Mu ufam, wierzę, że to ma sens, że On chce dla mnie jak najlepiej, że choćbym nie wiem jak cierpiała, to warto wznieść się ponad siebie i z Jego pomocą przebaczyć. On wie, że nienawiść i brak przebaczenia zabija od środka, nie tyle tego, który dopuścił się czegoś haniebnego, (choć oczywiście też), co tego, który nie umie przebaczyć. Bo przebaczenie uwalnia i pozwala kochać tak prawdziwie, tak jak Jezus. Uwalnia też tę osobę, która wyrządziła zło, uwalnia ją od winy przed Panem Bogiem, bo skoro my potrafiliśmy przebaczyć, to o ileż bardziej On, który jest Bogiem Miłosierdzia.
I Pani Filomena, taka nikogo nieoskarżająca kobieta w podeszłym wieku, która już wie, co w życiu jest ważne, która całe życie uczyła się miłości. Pokorna, kiedy trzeba, wielbicielka książkowych romansów z pięknym zakończeniem w tle, gdy ci, którzy się kochali mogę być razem mimo wszystko, jak ona i poszukiwany syn. Kiedy trzeba, potrafiąca znaleźć odpowiednie słowa, dobitnie trafiające do upominanego. Żyjąca skromnie, umiejąca odróżnić to, co niezbędne do życia, od tego, co zbyteczne. Potrafiąca cieszyć się codziennością, doceniająca małe piękne rzeczy każdego dnia. Prosta kobieta, ale jaka silna! Potrafiąca walczyć o coś, co całe życie nie dawało jej spokoju, wziąć to w końcu w swoje ręce i zrobić wszystko, co w jej mocy by zakończyć sprawy na ziemi i umrzeć w pokoju.
Bo przecież tu chodzi o Niebo. Niebo dla mnie i dla tych, wśród których przyszło mi żyć.
Nie można mówić, że chrześcijaństwo to sposób, w jaki zachowały się zakonnice. Bo to nie jest chrześcijaństwo. Raczej faryzeizm, spełnianie warunków prawa, zapominając o najważniejszym przykazaniu, którego przestrzeganie sprawia, że dopiero stajemy się wyznawcami Jezusa, o przykazaniu miłości Boga, bliźniego i siebie samego. Ale przecież gdyby na świecie była tylko jedna osoba czyniąca dobro, nie można by było powiedzieć, że wszyscy ludzie są źli. Tak też nie można powiedzieć, że wszyscy chrześcijanie to podłe szuje, zarabiające na ludzkich tragediach, a odgrywające na pokaz świętych.
Chrześcijaństwo to wspólnota grzeszników. Jest wiele grup, które czynią wiele dobra, jak i takich, które upadają. Jesteśmy tylko ludźmi, próbujemy żyć tak jak Jezus, ale często nam nie wychodzi. Ale Bóg i tak nas kocha, co byśmy nie zrobili, czeka na nas ze swoim przebaczeniem i Miłością. I o tym przyszło nam świadczyć w świecie. Nie o tym, że jesteśmy święci i nieskalani, bo nie jesteśmy. Nie o tym, że jesteśmy lepsi od innych, bo w sumie niczym się nie różnimy. To, że chodzimy do Kościoła, spowiadamy się, przyjmujemy Komunię i się modlimy, to też marność, jeśli nie rodzi się w nas pragnienie kochania drugiego człowieka i świadczenia o miłości Boga. Jesteśmy posłani by mówić wszystkim, że jest Ktoś, kto kocha ich niezależnie od tego jak bardzo upadli, jaką krzywdę dzisiaj wyrządzili drugiemu człowiekowi, bez względu na to, co im dzisiaj nie wyszło. Mamy mówić zatraconym, że nikt nie może ich pozbawić godności, nikt nie może im jej zabrać. Bo niezależnie od tego jak nędzni i jak nic nie warci się czują, niezależnie od tego, co usłyszeli od innych, w jakich warunkach żyją, u Boga mają najwyższą wartość. On chce być przy nas szczególnie wtedy, gdy jest nam źle, gdy czujemy się samotni, niekochani, nic nie warci, gdy sięgamy dna i zatapiamy się w beznadziei. On wie, że wtedy najbardziej Go potrzebujemy. Jesteśmy bardziej skłonni, by wreszcie przestać się szarpać i próbować wszystko robić po swojemu i własnymi siłami. Może w końcu poprosimy Go o pomoc.
Bóg jest przy Tobie cały czas. Spróbuj sobie wyobrazić, że teraz siedzi obok Ciebie Jezus, ale nie może zrobić nic, bez Twojej zgody. Spróbuj Go zauważyć i wyciągnąć dłoń po pomoc, którą On chce Ci ofiarować. Bo na pewno ma już coś przygotowanego specjalnie dla Ciebie i już nie może się doczekać, aż Ci to wszystko podaruje. Chce podarować Ci nowe piękne Życie.
Może i w Twoim otoczeniu pojawi się taka Filomena, wysłannik Boga, właśnie w tym najgorszym momencie. I pomoże odnaleźć sens i radość codziennego życia z Bogiem.
Ja właśnie usilnie wypatruję swojej...
Cytaty z Pisma św.:
" Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień" (J8,7)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=347
"Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie"(Ef 4,32)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1031&werset=30#W30
"Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują..." (Mt 5,43-44)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=248
„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.” (J 13, 34-35)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=352
Zwiastun filmu:
W Szczecinie film można obejrzeć:
- jednorazowo 2 kwietnia w Heliosie w ramach Kina Konesera:
http://www.helios.pl/23,Szczecin/BazaFilmow/Szczegoly/film/2777/Tajemnica-Filomeny
- w Pionierze:
http://www.kino-pionier.com.pl/film/tajemnica-filomeny
czwartek, 27 marca 2014
Płacząca kobieta
Wielkopostne zmaganie. Nie pamiętam, żebym miała kiedykolwiek tak ciężki Wielki Post. Ciągła walka z pokusami, z samą sobą, ze złym. Przymuszanie się do wszystkiego, czego nie chce mi się robić, począwszy od wstania z łóżka, na umyciu twarzy i zębów przed spaniem kończąc. No dajcie spokój! Tak się zastanawiam, ile dni można tak ciągnąć?
Sklep, kolejka i dziewczyna, która na ciebie wręcz wchodzi, ale ty zaciskasz zęby i na przekór, dodajesz: „Miłego dnia!”, odchodząc od kasy. Idziesz na uczelnie, a tam nikt nawet nie chce wziąć od ciebie Excela, na horyzoncie żadnej osoby, której mogłabyś pomóc i czujesz się taka total niepotrzebna. Modlitwa nie idzie, wytrzymanie na Mszy graniczy z heroicznym wysiłkiem. Trochę bólu codziennego, brak chęci do ćwiczeń. I taki wewnętrzny przymus, żeby komuś dowalić… Nie dam się! Nie dam się sprowokować! Nie będę wredna dla ludzi tylko dlatego, że mam dość wszystkiego, że codzienne cierpienie dobija i nie raz lamentuje Panu Bogu, że tego już za wiele, że przesadza. A On dalej te swoje „starczy ci Mojej Łaski”… A jak nie styrczy?
Zadanie do zrobienia, dwa projekty, matma do zaliczenia, mieszkanie do znalezienia, 2 miesiące do zabiegu. Full marzeń i kalekie ciało. Cała lista zaległych spraw.
Wiesz co, Panie Boże? Ty się tym zajmij! A mi pokaż kogoś bardziej potrzebującego ode mnie, żebym skończyła wreszcie z tym egocentryzmem. Amen.
Sklep, kolejka i dziewczyna, która na ciebie wręcz wchodzi, ale ty zaciskasz zęby i na przekór, dodajesz: „Miłego dnia!”, odchodząc od kasy. Idziesz na uczelnie, a tam nikt nawet nie chce wziąć od ciebie Excela, na horyzoncie żadnej osoby, której mogłabyś pomóc i czujesz się taka total niepotrzebna. Modlitwa nie idzie, wytrzymanie na Mszy graniczy z heroicznym wysiłkiem. Trochę bólu codziennego, brak chęci do ćwiczeń. I taki wewnętrzny przymus, żeby komuś dowalić… Nie dam się! Nie dam się sprowokować! Nie będę wredna dla ludzi tylko dlatego, że mam dość wszystkiego, że codzienne cierpienie dobija i nie raz lamentuje Panu Bogu, że tego już za wiele, że przesadza. A On dalej te swoje „starczy ci Mojej Łaski”… A jak nie styrczy?
Zadanie do zrobienia, dwa projekty, matma do zaliczenia, mieszkanie do znalezienia, 2 miesiące do zabiegu. Full marzeń i kalekie ciało. Cała lista zaległych spraw.
Wiesz co, Panie Boże? Ty się tym zajmij! A mi pokaż kogoś bardziej potrzebującego ode mnie, żebym skończyła wreszcie z tym egocentryzmem. Amen.
wtorek, 4 marca 2014
"Daj mi siłę w tym dniu, Panie, Boże Izraela." Jdt 13,7b
Podoba mi się to! Nie potrzebujesz mężczyzny żeby się spełniać, żeby
czuć się w pełni kobietą. Nie potrzebujesz do tego mężczyzn! Masz
wszystko, czego Ci potrzeba!
Twoją siłą nie jest zależność i przynależność, ale umiejętność łagodzenia sporów, tworzenia domu dla tych, którzy potrzebują czułości i bezpieczeństwa, oraz zdolność dawania życia, ożywiania ludzi, gdziekolwiek się zjawiasz. Twoim powołaniem jest służba. Kobieta wcale nie musi być w związku. Nie musisz wyglądać seksownie i pociągająco. Owszem, powinnaś wyglądać kobieco, ale bardziej skupić się na tym, by stać się pełną wdzięku, ciepła i dobroci dla bliźnich. Twoja seksualność jest dla Twojego męża, nie dla każdego mężczyzny. Masz misję powierzoną Ci przez Boga. Nie bez powodu jesteś właśnie kobietą. Twoją ostoją jest Bóg, któremu masz w pełni zaufać, bez względu na to, co dzieje się w Twoim życiu, czy jest dobrze, czy źle. I to nie jest tak, że oddajesz wszystko Bogu i czekasz na mannę z nieba. Bóg wzywa Cię do działania, do podejmowania inicjatyw. Do wzięcia odpowiedzialności za coś, czego On chce dokonać, ale potrzebuje Twoich rąk. W zamian dostajesz radość i spełnienie. Kobieto, masz misję, dostajesz od Niego siłę i wszystko czego Ci potrzeba, by zmieniać siebie, a przez to całe Twoje otoczenie!
Nie możesz poddawać się w niewolę zależności, uzależnienia od jakiegokolwiek człowieka, od pieniądza, chwały, czy nałogu. Nie możesz zwracać uwagi na to, co mówią o Tobie inni, bo to bałwochwalstwo. Powinnaś bać się i zabiegać o to, by Bóg miał o Tobie jak najlepsze zdanie, to Jemu masz się przypodobać i przed Nim się tłumaczyć. Nie drżyj przed człowiekiem. On jest tak samo słaby i kruchy jak Ty. Nie traktuj go jak swojego boga. On Ci nic nie może zrobić. Skup się na Bogu, który kocha Cię niezależnie od tego, co Ci nie wychodzi, nie patrzy na Twój grzech, na potknięcia, nie wypomina. Tylko rozkłada ręce, byś rzuciła się w Jego pełne miłości ramiona. Chce dać Ci pełnię miłości. Miłości, która da Ci siłę, by być dzielną niewiastą, wojowniczką Pana, ponad wszystko opierającą swe życie na Bogu, całkowicie ufającą Mu w każdym czasie. On da Ci życie w pełni, w radości, pomimo trudności. Życie, które ma sens.
"Możesz być najpełniejszą, najpiękniejszą, najbardziej powabną, najwaleczniejszą przywódczynią świata, nie potrzebując żadnego mężczyzny." o. Adam Szustak - Projekt Judyta
Inspiracja: audiobook - Projekt Judyta
Twoją siłą nie jest zależność i przynależność, ale umiejętność łagodzenia sporów, tworzenia domu dla tych, którzy potrzebują czułości i bezpieczeństwa, oraz zdolność dawania życia, ożywiania ludzi, gdziekolwiek się zjawiasz. Twoim powołaniem jest służba. Kobieta wcale nie musi być w związku. Nie musisz wyglądać seksownie i pociągająco. Owszem, powinnaś wyglądać kobieco, ale bardziej skupić się na tym, by stać się pełną wdzięku, ciepła i dobroci dla bliźnich. Twoja seksualność jest dla Twojego męża, nie dla każdego mężczyzny. Masz misję powierzoną Ci przez Boga. Nie bez powodu jesteś właśnie kobietą. Twoją ostoją jest Bóg, któremu masz w pełni zaufać, bez względu na to, co dzieje się w Twoim życiu, czy jest dobrze, czy źle. I to nie jest tak, że oddajesz wszystko Bogu i czekasz na mannę z nieba. Bóg wzywa Cię do działania, do podejmowania inicjatyw. Do wzięcia odpowiedzialności za coś, czego On chce dokonać, ale potrzebuje Twoich rąk. W zamian dostajesz radość i spełnienie. Kobieto, masz misję, dostajesz od Niego siłę i wszystko czego Ci potrzeba, by zmieniać siebie, a przez to całe Twoje otoczenie!
Nie możesz poddawać się w niewolę zależności, uzależnienia od jakiegokolwiek człowieka, od pieniądza, chwały, czy nałogu. Nie możesz zwracać uwagi na to, co mówią o Tobie inni, bo to bałwochwalstwo. Powinnaś bać się i zabiegać o to, by Bóg miał o Tobie jak najlepsze zdanie, to Jemu masz się przypodobać i przed Nim się tłumaczyć. Nie drżyj przed człowiekiem. On jest tak samo słaby i kruchy jak Ty. Nie traktuj go jak swojego boga. On Ci nic nie może zrobić. Skup się na Bogu, który kocha Cię niezależnie od tego, co Ci nie wychodzi, nie patrzy na Twój grzech, na potknięcia, nie wypomina. Tylko rozkłada ręce, byś rzuciła się w Jego pełne miłości ramiona. Chce dać Ci pełnię miłości. Miłości, która da Ci siłę, by być dzielną niewiastą, wojowniczką Pana, ponad wszystko opierającą swe życie na Bogu, całkowicie ufającą Mu w każdym czasie. On da Ci życie w pełni, w radości, pomimo trudności. Życie, które ma sens.
"Możesz być najpełniejszą, najpiękniejszą, najbardziej powabną, najwaleczniejszą przywódczynią świata, nie potrzebując żadnego mężczyzny." o. Adam Szustak - Projekt Judyta
Inspiracja: audiobook - Projekt Judyta
poniedziałek, 17 lutego 2014
niedziela, 9 lutego 2014
O oczekiwaniach rosnących w oczach
Naczytałyśmy się książek pobożnych, posłuchałyśmy bajek o drwalach i teraz marzymy. Marzymy o naszych książętach, którzy spełnią wszystkie te wybujałe wyobrażenia. I nie mamy zamiaru obniżać poprzeczki. Bo tak ma być, tego jesteśmy warte, będzie jak w bajce! Tylko co, jeśli nie będzie? Jeśli droga do spełnienia tego marzenia wiedzie przez całe życie? Tak jak świętość. Jeśli szukamy świętości w małżeństwie, to, to się nie staje zaraz po ślubie, że w sekundę stajemy się doskonali. Tylko przez lata wspólnego pięknego i ciężkiego życia dążymy do ideału św. Rodziny, ciągle jakby zostając daleko w tyle.
Czyli jest taka możliwość, że mężczyzna, który się tobie spodobał i widzisz, że on także okazuje jakieś zainteresowanie, nie będzie cię od początku odprowadzał za każdym razem do domu i nie zachowa się przy każdej okoliczności jak dżentelmen. Nie będzie cię bronił przed złem tego świata. Nie będzie sprawiał, że poczujesz się wyjątkowa i ta jedyna dla niego. Często będziesz uważała, że zachował się jak gbur. Nie wyczuje tego, że jesteś tak bardzo wrażliwa. Nie zauważy, że stał się dla ciebie bardzo ważny i ty masz potrzebę okazywania tego, bo jesteś tak stworzona, by dawać innym odczuć, że są kochani. On tego nie zaczai. I nie ogarnie tego, że my tak szybko się przywiązujemy, że mamy tak wielkie pragnienie miłości, że dość szybko się zauroczamy, czytaj odbiera nam mózg. Myślimy więcej niż zazwyczaj, ale nie, nie o rzeczach powszednich, ważnych, studiach, pracy. Tylko pogrążamy się w marzeniach i głębokich refleksyjnych przemyśleniach o niczym. Stan total ogłupienia. Zaczyna nam na kimś zależeć i stajemy się słabsze, jeszcze bardziej wrażliwe i wyczulone na wszelkie zranienia, czytaj, gdy nie jest tak jakbyśmy chciały.
Na szczęście czasami może się zdarzyć, że będzie tak, jak marzyłaś, lub choć w małym stopniu tak jak sobie to wyobrażałaś, ale czasami. Często wymaga to pracy, dłuższego okresu poznawania się i wzrastania wzajemnego zainteresowania.
Czasami jest tak, że poznajesz drugą osobę i zaczynasz rozmawiać i rozmawiać i tematy nigdy się nie kończą. Ze spotkania wracasz z zakwasami na policzkach od śmiechu. Dostajesz kwiaty, miłego smsa z rana i na dobranoc. Czujesz się przy nim jak prawdziwa kobieta, księżniczka, całkowicie bezpieczna. Pomaga zdjąć ci płaszcz i odwiedza, gdy jesteś chora. Pyta, co u ciebie słychać, martwi się razem z tobą problemami i cieszy się z sukcesów. Chcecie wiedzieć o sobie więcej i więcej. Troszczycie się o siebie nawzajem i zależy wam na szczęściu drugiej osoby, jak na własnym. Tu już chyba zaczyna się miłość, ta prawdziwa, będąca formą dojrzałą zauroczenia. Ona idzie dalej w kierunku służby i oddania, a to już wyższy level.
Każde z nas powinno nieustannie nad sobą pracować. I to nie jest tak, że mężczyźni są beznadziejni, albo kobiety niemożliwe. Po prostu jesteśmy różni. A każda znajomość inaczej się zaczyna, inaczej przebiega a i wiele z nich się kończy. Ponoć to obecność kobiety w życiu mężczyzny sprawia, że staje się on mężczyzną w pełni, a obecność mężczyzny stwarza kobietę. Jesteśmy sobie potrzebni. Potrzebni, jako koledzy, przyjaciele, początkujące znajomości, pary, narzeczeni, małżonkowie. To nie jest wojna płci i nie jesteśmy swoimi wrogami, nie mamy sobie nawzajem wytykać błędów i porażek tylko pomagać się poznawać i rozwijać. Więcej ze sobą rozmawiać i mówić o tych wszystkich różnicach, o uczuciach, opowiadać o męskich i kobiecych światach, o tym, co, dla kogo jest ważne. Jeżeli będziemy się nawzajem szanować i wspierać mamy dużo większe szanse na zbudowanie w przyszłości pięknych rodzin. To, co przepracujemy teraz, gdy jesteśmy studenciakami bez urlopów, zaowocuje w naszym przyszłym życiu. Więc chyba warto się potrudzić. Zbudować odpowiedzialną męskość i dzielną kobiecość, dając przykład przyszłym pokoleniom. Bo jak nie my, to kto.
Budować na jedynym trwałym fundamencie, Bogu. A przed budową uzgodnić projekt z Szefem, udać się na prywatną audiencje, np. adorację. Spytać się Go, jak On na nas patrzy, poprosić byśmy my również dostrzegali w sobie to dobro i potencjał do przyszłego założenia rodziny, czy innego wypełnienia powołania. Poprosić by kierował, pouczał, wspierał, umacniał i uzdalniał. Stwarzał nas na nowo, prawdziwymi, kobietą i mężczyzną na Swój obraz i podobieństwo, stworzonymi według Jego pierwotnego wzoru.
Na szczęście czasami może się zdarzyć, że będzie tak, jak marzyłaś, lub choć w małym stopniu tak jak sobie to wyobrażałaś, ale czasami. Często wymaga to pracy, dłuższego okresu poznawania się i wzrastania wzajemnego zainteresowania.
Każde z nas powinno nieustannie nad sobą pracować. I to nie jest tak, że mężczyźni są beznadziejni, albo kobiety niemożliwe. Po prostu jesteśmy różni. A każda znajomość inaczej się zaczyna, inaczej przebiega a i wiele z nich się kończy. Ponoć to obecność kobiety w życiu mężczyzny sprawia, że staje się on mężczyzną w pełni, a obecność mężczyzny stwarza kobietę. Jesteśmy sobie potrzebni. Potrzebni, jako koledzy, przyjaciele, początkujące znajomości, pary, narzeczeni, małżonkowie. To nie jest wojna płci i nie jesteśmy swoimi wrogami, nie mamy sobie nawzajem wytykać błędów i porażek tylko pomagać się poznawać i rozwijać. Więcej ze sobą rozmawiać i mówić o tych wszystkich różnicach, o uczuciach, opowiadać o męskich i kobiecych światach, o tym, co, dla kogo jest ważne. Jeżeli będziemy się nawzajem szanować i wspierać mamy dużo większe szanse na zbudowanie w przyszłości pięknych rodzin. To, co przepracujemy teraz, gdy jesteśmy studenciakami bez urlopów, zaowocuje w naszym przyszłym życiu. Więc chyba warto się potrudzić. Zbudować odpowiedzialną męskość i dzielną kobiecość, dając przykład przyszłym pokoleniom. Bo jak nie my, to kto.
Budować na jedynym trwałym fundamencie, Bogu. A przed budową uzgodnić projekt z Szefem, udać się na prywatną audiencje, np. adorację. Spytać się Go, jak On na nas patrzy, poprosić byśmy my również dostrzegali w sobie to dobro i potencjał do przyszłego założenia rodziny, czy innego wypełnienia powołania. Poprosić by kierował, pouczał, wspierał, umacniał i uzdalniał. Stwarzał nas na nowo, prawdziwymi, kobietą i mężczyzną na Swój obraz i podobieństwo, stworzonymi według Jego pierwotnego wzoru.
sobota, 8 lutego 2014
Sobota
środa, 5 lutego 2014
"Nie znajdzie ludzkość uspokojenia dokąd nie zwróci się w ufnością do miłosierdzia mojego." Pan Jezus do św. Faustyny
Total niewyspana, studia w rozbiórce, bolące plecy, spuchnięta noga. A On daje mi radość. Radość z patrzenia na słońce. Radość z zawierzenia Mu tego dnia. Radość z życzliwości ludzi, którzy gdy wpadam spóźniona na egzamin oferują mi miejsca koło siebie i się do mnie uśmiechają! Radość z smsa z życzeniami dobrego dnia. Radość z tego, że powalczyłam z nocy i mogę oddać projekt. Radość z samonieogranięcia. Radość z rozmowy przy kserze i z „Dzień dobry” pana ochroniarza. Radość z jedzenia owoców i czekolady. Radość z bałaganu w pokoju, bo to przecież takie moje. I ta walizka na środku pokoju od niedzieli… Pan kierowca, który ustępuje mi przejścia, pan na pasach, który przeprasza, bo „tak gestykuluje” jak chodzi. Koronka, Msza i rozmowa z Tym, który jest Źródłem. Właśnie wtedy powstała ta radość. Zbierała się cały dzień, ale nie mogła zapłonąć nierozniecona przez Niego.
Prosiłam by przywrócił mi radość i prostotę wiary. Tę codzienną ufność, że bez względu na wszystko, to moje życie jest w dobrych dłoniach, w Jego poranionych z miłości dłoniach. Że stery są w Jego rękach, On to kontroluje, nie ja. Ja mam ufać. W końcu mam jakieś pragnienie! W końcu! Chcę Mu totalnie zaufać, rzucić się w Jego ramiona i powiedzieć bądź wola Twoja! Nie skupiać się tak na innych, na tym jak inni na mnie patrzą. Nie myśleć o tym jak mi źle. Nie zagłębiać się w analizowanie moich sił w stosunku do tego, co jest do zrobienia. Bo to nie będzie się działo moją mocą, tylko Jego, a potężniejszego Wspomożyciela nie znajdę! Kiedyś tak potrafiłam, żyć codziennie w Nim, powierzać Mu wszystko, nie planować, nie rozpaczać. Żyć tak, że jeżeli jestem w Nim zanurzona, to wszystko jest w porządku. Tylko to się liczy, czy dbam o to, by nie utracić Łaski, czy On jest dla mnie ważny, czy jest na pierwszym miejscu. Mam walczyć o to, by postępować sprawiedliwie, prawda przede wszystkim, choć czasem łatwiej byłoby oszukać. Ale to nie łatwiej się liczy, liczy się to, czy nie straciłam kontaktu z Bogiem, kombinując, kłamiąc, tłumacząc się, że robią tak wszyscy. Mam słuchać sumienia. Wtedy właśnie zjawia się radość. Gdy przestajemy kombinować i czasem coś niby tracimy, nie zaliczamy, nie wzbogacamy się, ale nasze serce jest czyste, nadal jest w nas pokój i wtedy może wzrastać radość. „Stracić coś dla Chrystusa to znaczy zyskać”. „Bądźcie zimni albo gorący”. Bądźcie radykalni, postępujcie według Ewangelii, proście Pana żeby was w tym umacniał i prowadził albo dajcie sobie spokój, bo letniość jest bez wartości. Jak często o tym zapominamy w codzienności, jak często naginamy prawdę, zasady, sumienie? Jak często robię to ja? I potem się dziwię, że nie ma we mnie tej radości, którą mogłabym zanieść innym. No nie ma. Gdy nie jesteśmy wolni i nie postępujemy według sumienia, nie ma radości, tej prawdziwej radości, takiej, która nie ustaje w cierpieniu, zmaganiach, która, gdy się ją daje innym to się nie dzieli tylko mnoży. Radość Ewangelii, radość z oczekiwania na Niebo. Bo tu, na ziemi to nie jest nasze miejsce, to nie jest nasz Dom. Więc żyjmy tak, by po śmierci nie zostać bezdomnymi...
Ty Panie jesteś godny tego bym Ci zaufała, Tobie powierzam moje życie.
„Mój życia los ufnie w zranione składam dłonie”.
Ty Panie jesteś godny tego bym Ci zaufała, Tobie powierzam moje życie.
„Mój życia los ufnie w zranione składam dłonie”.
sobota, 1 lutego 2014
www.sorkovitz.blogspot.com
"Jest jedna sprawa, która często nie daje mi spokoju, szczególnie wtedy, gdy robię rachunek sumienia... lub gdy obserwuję wielu religijnych ludzi. Sprawa poważna, proszę mi wierzyć, bo dotycząca naszego duchowego życia. Chodzi mianowicie o kwestię "psa goniącego swój ogon". Już tłumaczę: cóż nasi bliscy, przyjaciele i nieprzyjaciele, ludzie żyjący obok nas mają z tego, że jesteśmy religijni, że próbujemy nawet "wierzyć", że pogłębiając swoje życie wewnętrzne (modlitwa, chodzenie do kościółka, czytanie tekstów pobożnych) zaczynamy się lepiej czuć, ba... przezwyciężamy nawet jakąś wadę, czy złą skłonność? Cóż ludzie będą z tego mieli (lub, co mają na dzień dzisiejszy)?...
Jest (niestety) czasami tak, że wielu "katolików kościółkowych" wpada w niebezpieczną pułapkę. Polega ona na oderwaniu osobistego wysiłku wewnętrznego od realnego i konkretnego dobra innych ludzi. Jeśli stajemy się celem dla siebie samych (mój Boże, jak wielu religijnych ludzi ma z tym problem i tego nie zauważa), popadając w egocentryzm trudno wyczuwalny (nawet na codziennym rachunku sumienia...), zaczynamy przypominać kogoś, kto patrząc daleko wprzód, widzi własne plecy. Gubimy, mówiąc najdobitniej jak się da - cel naszego działania i istnienia. Przypominamy wtedy psa goniącego swój ogon...
Istnieję, rozwijam się, wierzę, pogłębiam swoje życie wewnętrzne - dla dobra innych, a nie tylko po to, by zadowolić swoje ego, dobrze się poczuć, mieć "święty spokój". Jezusa zabili ludzie religijni. Pracując nad sobą można nie zauważyć, że kręcimy się wokół siebie. Dlatego tak bardzo ważna jest spowiedź, kierownictwo duchowe, rada i wsparcie towarzyszącego nam mądrego i pobożnego autorytetu, który jak będzie trzeba - skieruje ku górze, albo gdy zaczniemy przesadzać - sprowadzi na ziemię...
Strzeż się gonitwy za swoim ogonem. Wędrując drogą wiary, daj się poprowadzić mądrzejszym i bardziej doświadczonym duchowo od ciebie. Pomiędzy człowiekiem religijnym a ateistą czy terrorystą może pojawić się cienka, niewidzialna linia, łatwa do przekroczenia. I zamiast stać się gigantem ducha, możemy przemienić się super sprawnie w monstra z zaciśniętymi pięściami. Nadmuchany egocentryzm to deser z wisienką, który często serwuje człowiekowi kelner, z ukrytymi (w bujnej grzywce) różkami. Jeśli wierzysz naprawdę Jezusowi... twoi bliscy zaczną to szybko odczuwać. Kochaj i wierz... Wiara, nadzieja i miłość - z nich zaś największa jest MIŁOŚĆ..."
Źródło: http://www.sorkovitz.blogspot.com/2014/01/dziennik-duchowy-moj-ogon.html
Jest (niestety) czasami tak, że wielu "katolików kościółkowych" wpada w niebezpieczną pułapkę. Polega ona na oderwaniu osobistego wysiłku wewnętrznego od realnego i konkretnego dobra innych ludzi. Jeśli stajemy się celem dla siebie samych (mój Boże, jak wielu religijnych ludzi ma z tym problem i tego nie zauważa), popadając w egocentryzm trudno wyczuwalny (nawet na codziennym rachunku sumienia...), zaczynamy przypominać kogoś, kto patrząc daleko wprzód, widzi własne plecy. Gubimy, mówiąc najdobitniej jak się da - cel naszego działania i istnienia. Przypominamy wtedy psa goniącego swój ogon...
Istnieję, rozwijam się, wierzę, pogłębiam swoje życie wewnętrzne - dla dobra innych, a nie tylko po to, by zadowolić swoje ego, dobrze się poczuć, mieć "święty spokój". Jezusa zabili ludzie religijni. Pracując nad sobą można nie zauważyć, że kręcimy się wokół siebie. Dlatego tak bardzo ważna jest spowiedź, kierownictwo duchowe, rada i wsparcie towarzyszącego nam mądrego i pobożnego autorytetu, który jak będzie trzeba - skieruje ku górze, albo gdy zaczniemy przesadzać - sprowadzi na ziemię...
Strzeż się gonitwy za swoim ogonem. Wędrując drogą wiary, daj się poprowadzić mądrzejszym i bardziej doświadczonym duchowo od ciebie. Pomiędzy człowiekiem religijnym a ateistą czy terrorystą może pojawić się cienka, niewidzialna linia, łatwa do przekroczenia. I zamiast stać się gigantem ducha, możemy przemienić się super sprawnie w monstra z zaciśniętymi pięściami. Nadmuchany egocentryzm to deser z wisienką, który często serwuje człowiekowi kelner, z ukrytymi (w bujnej grzywce) różkami. Jeśli wierzysz naprawdę Jezusowi... twoi bliscy zaczną to szybko odczuwać. Kochaj i wierz... Wiara, nadzieja i miłość - z nich zaś największa jest MIŁOŚĆ..."
Źródło: http://www.sorkovitz.blogspot.com/2014/01/dziennik-duchowy-moj-ogon.html
Czas zawrócić
Po co człowiek jedzie do domu? Po to, by móc przejrzeć się w starym lustrze, tym, które najlepiej nas zna. Zobaczyć egoizm, zapatrzenie w siebie i skoncentrowanie na własnym małym świecie i jego problemach. Bo nikt nie ma takich problemów jak ja. Bo ja jestem taka biedna. Ja, ja, ja, ja ja. Sama sobie bogiem, sterem, żeglarzem i okrętem.
I przecież nie będę rezygnować z siebie dla innych, bo liczę się ja. I nie dam rady wysłuchiwać trosk najbliższych, no bo jak mając takie trudności, jak ja? A charyzmat? Charyzmat można przykryć kocem i chodzić koło niego na paluszkach, omijać z daleka, by go przypadkiem na nowo nie rozbudzić. Bo to uciążliwe. Bo bym musiała skończyć królowanie…
Pan Bóg ma sposoby. Czasem musi dojść do apogeum krzywdzenia tych najbliższych, by człowiek się opamiętał. By skuł lód z serca i na nowo uczył się miłości, patrząc na Krzyż. Ten niedościgniony ideał.
Wyjść poza siebie i dalej iść.
I przecież nie będę rezygnować z siebie dla innych, bo liczę się ja. I nie dam rady wysłuchiwać trosk najbliższych, no bo jak mając takie trudności, jak ja? A charyzmat? Charyzmat można przykryć kocem i chodzić koło niego na paluszkach, omijać z daleka, by go przypadkiem na nowo nie rozbudzić. Bo to uciążliwe. Bo bym musiała skończyć królowanie…
Pan Bóg ma sposoby. Czasem musi dojść do apogeum krzywdzenia tych najbliższych, by człowiek się opamiętał. By skuł lód z serca i na nowo uczył się miłości, patrząc na Krzyż. Ten niedościgniony ideał.
Wyjść poza siebie i dalej iść.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






