środa, 27 listopada 2013

„Pisz o Jezusie" - żebym nie zapomniała!

"Kilka dni temu chwaliłem się mojemu kursowemu (kursowy – kleryk, który jest na tym samym roku studiów seminaryjnych, co ja) o moim nowo-założonym blogu. On zapytał mnie, a o czym chcę tam pisać. Ja oczywiście z prędkością szybkostrzelnego karabinu wymieniłem przeróżne kategorie i dziedziny życia duchowego i codziennego. Wyliczyłem na jednym wdechu tematy, które pragnąłem poruszyć, a on w odpowiedzi powiedział mi jedno zdanie, które rozłożyło mnie na łopatki – i Bogu dzięki. Powiedział mi: „Pisz o Jezusie.”

No przecież! Jak mogłem o tym zapomnieć!? Zachowałem się jak wspomniany proboszcz. Ułożyłem sobie stronę, dobrałem kolory i rodzaj czcionki, wymyśliłem tytuł i inne przeróżne rzeczy sobie ustaliłem, a zapomniałem o najważniejszym. Nie przemodliłem mojego bloga. Nie klęknąłem choćby na sekundę i nie pomodliłem się w tej sprawie. A przecież oczywistym jest, że każde ważne przedsięwzięcie należy przemodlić.

„Jak dobrze, gdy bracia mieszkają razem” (Ps 133,1) – pomyślałem sobie wtedy. Dzięki Ci Panie Jezu za moich współbraci, którzy przypomną o tym, co najważniejsze, czyli o Tobie Boże. 

Dlatego też przestrzegam i was, droczy czytelnicy. „Marnujcie” czas dla Pana Boga, bo tylko na tym zyskacie! Nie bójcie się poświęcać czasu na modlitwę. Spróbuj modlić się codziennie dziesiątką różańca (albo pół jak z całą nie dajesz rady), jeśli wolisz możesz inną modlitwę sobie wybrać. Spróbuj, wracając ze szkoły czy z pracy wstąpić na 5 min do kościoła, który codziennie mijasz po drodze. Wejdź, klęknij w ławce i opowiedz Jemu o swoim dniu, co przeżyłeś, co udało ci się wykonać, z czym nie dajesz rady. Nie martw się poczuciem straconego czasu. On wróci do ciebie w zupełnie nieoczekiwanym momencie. A ja będę się starał pisać więcej o Panu Jezusie."


Źródło: http://mlodyzakonnik.blogspot.com/2012/10/pisz-o-jezusie.html

O sensie cierpienia

"Niech serce Jezusa będzie centrum wszystkich twoich natchnień." o.Pio

Nie, jeszcze sensu cierpienia nie pojęłam, ale coś mi się dzisiaj przypomniało. Gdy po wypadku, już pod koniec wizyty w szpitalu miałam opatrywane rany, spojrzałam na moją lewą rękę, na te pręgi od stłuczonej szyby i … ucieszyłam się, bo rany te były podobne do ran powstałych od biczowania Jezusa w filmie Pasja.

A gdy miałam obdarte ramię i skręcony bark znajomy ksiądz, który wrócił z San Giovanni Rotondo wspomniał o objawieniu o.Pio, w którym Chrystus mówił mu o swojej szóstej ranie, ranie na prawym ramieniu, która powstała od dźwigania Krzyża. Taką też ranę otrzymał o.Pio, który zwierzył się pewnemu człowiekowi, że to właśnie najboleśniejszy stygmat. I jakoś od razu łatwiej mi było znieść moją niepełnosprawność i rana na ramieniu, przestała przerażać.

Można powiedzieć, że o. Pio jest współodpowiedzialny za odnalezienie przeze mnie powołania w budownictwie. Parę lat temu w Kościele mówił świadectwo pewien lekarz, który był uwikłany w sprawy pro in-vitro, antykoncepcji i chyba aborcji. Już nie pamiętam jak to dokładnie było, prawdopodobnie trafił do San Giovanni Rotondo, nawrócił się i zaczął kształcić w kierunku naprotechnologii. Opowiadał też o szpitalu zbudowanym za sprawą ojca Pio, o całym centrum. I wtedy mnie olśniło, że ja będę mogła budować takie szpitale, będę mogła budować kościoły!, domy dla bezdomnych, dla dzieci, które nie mają rodzin. Ostatnio będąc u sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi stwierdziłam, że mogłabym kiedyś współpracować z takimi siostrami i pomagać im w razie konieczności budowy kolejnej placówki wychowawczej, domu dla osób starszych czy kolejnego domu dla zgromadzenia.

Boże, jakie piękne dałeś mi powołanie!

Do o. Pio modliłam się po wypadku. Jest mi też szczególnie bliski przez swój wybuchowy temperament i daje nadzieję, że nawet będąc takim cholerykiem, można zostać świętym!

Dzięki Ci Boże, za dzisiejszy dzień, za pełnienie Twojej woli. Za wizytę w domu, u lekarza. Za to, że z nogą już lepiej i z barkiem też! Za moich przyjaciół! Za to, że sprawiasz, że postępuję tak jak trzeba, a nie tak jak jest wygodniej. Za piękne widoki podczas jazdy pociągiem, za skaczące sarenki i za cudowny wschód słońca. I Różaniec! Za wszystkich ludzi, których mi dajesz na co dzień. Za Adorację i spotkanie Mai i Dominika. Za dzieci ze świetlicy, za moich przyjaciół, którzy tam pomagają. Za drzemkę, artykuły i za to, że pokazujesz mi, na co zasługuję, na jakie traktowanie, na jakiego mężczyznę.

Boże, Ty leczysz mój egoizm, rozpuszczasz to, co skamieniałe w moim sercu kroplami Twojej miłości, dajesz mi co dzień Ducha Świętego, wymagasz, kochasz, obdarowujesz. I jesteś taki hojny! Boże, proszę, spraw bym chciała się podobać tylko Tobie, bym nie zważała na opinię innych, bym nie przejmowała się tym, co o mnie mówią, ale wsłuchiwała się w to, co Ty masz mi do powiedzenia. Obdarzyłeś mnie godnością, nazwałeś Córką, nadałeś tytuł Umiłowanej. A ja ciągle szukam poklasku, szukam chwały od innych, szukam ich akceptacji. Jezu uzdrów moje serce, przyjdź i zamieszkaj w nim…

Bądź uwielbiony, bądź pochwalony Boże w Trójcy Świętej! Bądź pochwalony moim życiem.

Amen.

czwartek, 14 listopada 2013

O modlitwie uwielbienia!

Spotkało kogoś z was nieszczęście? Niech się modli! Jest ktoś radośnie usposobiony? Niech śpiewa hymny! Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. (Jb 5,13-15)

”Uwielbieniem zapraszam, wręcz prowokuję, Pana do tego by przejął władzę i kontrolę nad moim życiem. W efekcie, skupiam się o intensywniej na Nim i Jego prowadzeniu, niż na sobie, swoich zamiarach, planach.”

„Jeśli chcesz, aby Twoje modlitwy były spójne i nie pozostawały bez odpowiedzi, zainwestuj w uwielbienie.”

„Kiedy uwielbiamy Pana, On bierze nas w swoje ręce. Nie ma nic piękniejszego i cudowniejszego w życiu, jak pozwolić Bogu właśnie na to. Jeśli nie stawiamy oporu, zaczynamy coraz konkretniej i intensywniej doświadczać Jego obecności (ile razy w modlitwie skupiałeś się na sobie i narzekałeś, że nie czujesz Bożej obecności?). Modlitwa uwielbienia czyni nas podatnymi na Boże działanie. Otwiera nasze umysły i serca na dary łaski.”

„Pan przychodzi do mnie w całym nieprzeniknionym bogactwie swej czułości i troski: dotyka mnie tam, gdzie najbardziej tego potrzebuję. Bywa, że napomina, zaprasza do głębszego nawrócenia, wskazuje drogę; uzdalnia do większej ufności, miłości i wiary. Obdarza nową wolnością wobec lęku, smutku, nałogów… nie jest obojętny wobec moich uczuć: przemienia je i integruje.”

„Kiedy uwielbiam Pana moje serce regularnie, coraz szerzej, otwiera się na Jego obecność i działanie. Uzdrowienie oraz uwolnienie oznaczają z reguły pewien proces, który rozgrywa się w czasie zgodnie z dynamiką i logiką Bożej Miłości. Sprawą pierwszorzędnej wagi jest tutaj osobiste nawrócenie i życie sakramentalne.”

„Dzięki modlitwie uwielbienia odkrywam, że Bóg sam wystarczy; że tylko On może do końca wypełnić wszystkie pragnienia i tęsknoty mojego serca, że tylko on może dać mi szczęście.”


Źródło: http://www.stacja7.pl/article/1854/Uwielbienie+-+lek+na+nieskuteczne+pro%C5%9Bby

sobota, 9 listopada 2013

O konferencjach słów kilka

Jestem człowiekiem, kobietą, ukochaną mojego Boga. Ale, żeby to odkryć każda z nas potrzebuje czasu. Dzisiejszy Kościół coraz większą uwagę skupia na kobietach. I już nie chce ich zamykać w domu, zasłaniać całego ciała od szyi aż po stopy. Pojawia się coraz więcej publikacji dla chrześcijańskich kobiet: książek, konferencji, ale także muzyki, warsztatów, rekolekcji i zorganizowanych specjalnie dla nas przestrzeni w Internecie.

Jest tego coraz więcej! Wiele rzeczy przybywa do nas ze Stanów Zjednoczonych, gdzie kościoły chrześcijańskie kwitną i rozwijają się idąc za duchem czasu. Wierzące kobiety zrzeszają się w organizacjach, tworzą struktury formacji duchowej, które mają pomóc im stawać się prawdziwymi kobietami na obraz i podobieństwo Pana Boga. I pięknie!

Tylko czy każda konferencja dla kobiet powiązana w jakiś sposób z Kościołem jest dla nas bezpieczna? Śmiem powątpiewać. Czemu? Bo sama słuchałam konferencji, które niejednej nastolatce mogą poprzewracać w głowach. Niektóre z nich opierają się nie tyle na Piśmie Świętym, co na prywatnym podejściu danego kaznodziei do wizji kobiecości. Nie raz są to lekko spaczone wizje, odchodzące od Pisma a kierujące się niebezpiecznie w stronę pogańskich wierzeń i „siły, która jest w nas”. Owszem, są one wzbogacające, ale żadnej kobiecie na początku drogi odkrywania siebie, jako kobiety nie poleciłabym konferencji np. o. Fabiana Błaszkiewicza. Na początek raczej poszukałabym czegoś, co mocno opiera się na Ewangelii, konferencji kogoś, kto wychodzi od Boga, od Pisma, św., gdy chce mówić o kobiecie, np. ks. Pawlukiewicza czy o. Szustaka.

To nie znaczy, że mamy się bać, czy to, co słuchamy jest dobre, czy nie. Ale jeśli mamy jakieś wątpliwości i coś nam nie pasuje w tym, co usłyszałyśmy to warto skonsultować to z jakimś księdzem i przemodlić. Każda z nas jest inna, każda inaczej może daną rzecz zrozumieć i jeszcze nasza wrażliwość…, lepiej zachować ostrożność.

Ale warto, każda z nas jest warta tego, żeby nad sobą pracować, żeby stawać się kobietą bardziej. Upodabniać się do tej, która jest ukoronowaniem stworzenia, do najczystszej, Niepokalanej.

Każda z nas powołana jest do niesienia światła Pana Boga wszędzie gdzie się pojawia, każda z nas powołana jest do tego, by ubogacać codzienność pięknem, wrażliwością oraz siłą, jaką mamy w sobie. Jesteśmy po to by kochać, pomagać innym, próbować zrozumieć, zauważyć, wysłuchać, podnieść na duchu. A kiedy trzeba walczyć, walczyć o dobro, sprawiedliwość, pokój. Każda z nas warta jest miłości i szczęścia.

Wszystkie jesteśmy cudowne. Pismo Święte daje nam wiele obrazów kobiet, w których możemy odnaleźć coś dla siebie: Tamar, Rut, Sara, Zuzanna, Estera, Judyta, Marta i Maria, Maria Magdalena, Maryja i wiele innych. Warto do nich sięgać pomimo tego, że niejedna z nich uciekała się do podstępów…

Kobieto jesteś ważna! Masz swoją misję! Masz zadanie! Módl się, pracuj nad sobą, odkrywaj swoje powołanie, spełniaj swoje marzenia, współpracuj z Panem Bogiem i proś Maryję, aby uczyła cię bycia prawdziwą kobietą. Proś o wstawiennictwo święte kobiety, one będą wspierać cię na twojej drodze rozwoju, prosząc Boga o szczególne łaski. I nie bój się zmian, często są niezbędne.

Tylko pamiętaj, że gdy skupiasz się za bardzo na sobie i zamykasz się na innych to coś poszło nie tak i powinnaś zawrócić, proś, a Bóg pokaże ci drogę powrotu.

Na koniec coś, co odkurzyło się w mojej pamięci przy przeglądaniu obrazków na komputerze. Przewijały się różne obrazy Maryi i sobie przypomniałam, jak tata mi opowiadał, że gdzieś słyszał wywiad z paulinem z Częstochowy, który mówił, że Maryja to taka strojnisia i na Jasnej Górze ma sporo sukienek na zmianę. Prawdziwa kobieta! ;)


Podziękowania dla Jarka za inspiracje do napisania notki!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Hans Solo - ZłoTo

ZłoTo to środek do celu,
ZłoTo to cel sam w sobie,
ZłoTo nauczyło wielu,
ZłoTo tez pokaże tobie,
ZłoTo daje poziomym damom rozkosz,
ZłoTo daje pozory władzy bożkom,
ZłoTo ma moc, przyciąga jak magnes,
ZłoTo jest piękne,
ZłoTo jest powabne,
ZłoTo sprawi, że będzie ci łatwiej,
ZłoTo idiotom pobudza wyobraźnie do pragnień,
ZłoTo ma moc, gdy mgła zaćmiewa umysł wściekły blask rozjaśnia noc,
ZłoTo to cios, jedne serca kamienieją, inne broczą krwią (złoTo złoTo złoTo...)

Zło to błoto, w które wpadasz idąc za hołotą,
Zło to złoto, ozdobione ludzką głupotą,
Zło to posąg, do którego modląc się z ochota,
Zło to pociąg do rzeczy i ludzi, którzy błądzą
Zło to wiara, która pozwala ci podpalać,

Zło to czarna mara, którą pieścisz w nocnych koszmarach
Zło to myśl, która zamienia się w zły czyn
Zło to krzyż, którym piętnujesz inną myśl

Zło to piękno kryjące w sobie piekło
Zło to piętno przystrojone dekadencją
Zło to umysły zmieszane palcem iluzjonisty
Zło to błyszczyk, na ustach pełnych zgnilizny
Zło to tłumy sterowane jak instrument
Zło to trumny zabitych dla czyjejś fortuny
Zło to flaga, którą na tych trumnach się układa
Zło to plaga śmierci nazywanej odwaga

ZłoTo to środek do celu,
ZłoTo to cel sam w sobie,
ZłoTo nauczyło wielu,
ZłoTo też pokaże tobie,
ZłoTo daje poziomym damom rozkosz,
ZłoTo daje pozory władzy bożkom,
ZłoTo ma moc, przyciąga jak magnes,
ZłoTo jest piękne,
ZłoTo jest powabne,
ZłoTo sprawi, że będzie ci łatwiej,
ZłoTo idiotom pobudza wyobraźnie do pragnień,
ZłoTo ma moc, gdy mgła zaćmiewa umysł wściekły blask rozjaśnia noc,
ZłoTo to cios, jedne serca kamienieją, inne broczą krwią (złoTo złoTo złoTo...)

Zło to idea, która stanowi tylko teatr,
Zło to teatr, gdy za kulisami jest afera,
Zło to państwo hołdujące kagańcom,
Zło to patrząc wzrok odwrócić, oczy zamknąć,
Zło to zawiść, której nie sposób jest nakarmić,
Zło to zabić wolną myśl nim ta zdąży zawyć,
Zło to dobro, uduszone nim urosło,
Zło to podłość wymierzona w ludzką godność,

Zło to niechęć, której przyglądasz się codziennie,
Zło to knebel, założony na sumienie,
Zło to pretekst by też być złym, bo zło jest wszędzie,

Zło to szczęście zbudowane na czyjejś biedzie,
Zło to doba, w której wyrzekłeś się dobra,
Zło to choroba, szerzona często w imię Boga,
Zło to potop zalewający nas zbyt mocno,
Zło to złoto, od wieków rozpala nas rządzą.


Zawsze z nim, przez nie, dlatego po to
Zawsze z nim, przez nie, dlatego po to
Zawsze z nim, przez nie, dlatego po to
Zło-To... to... to...

niedziela, 15 września 2013

"Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!" Ga 5,1

"Wolność jest trudna, trzeba się jej uczyć, trzeba się uczyć być prawdziwie wolnym, trzeba się uczyć być wolnym tak, ażeby nasza wolność nie stawała się naszą własną niewolą, zniewoleniem wewnętrznym, ani też nie stawała się przyczyną zniewolenia innych." bł Jan Paweł II

Jesteśmy posłani do dzisiejszych grzeszników i celników, do ludzi, którzy są daleko od Boga. Gdy pokaże się im Jezusa, okazuje się, że chcą Go poznać, chcą Go słuchać. Są po prostu nieszczęśliwi i zagubieni. Ktoś musi im pokazać, jaką radość, wolność i szczęście daje życie z Bogiem. Jaką podporą i ostoją jest wiara na czas trudności i cierpienia w życiu, które w Bogu posiada nadzwyczajny sens.

Każdy z nas jest powołany do ewangelizowania, do nawracania ludzi na drogę, która prowadzi do Nieba. Najważniejsze wydaje się w tym w wszystkim nieosądzanie drugiego człowieka. Nie przekreślanie kogoś, kto nie chodzi do Kościoła, nie wierzy, bądź uczęszcza, może i w co niedzielnej Mszy, ale Boga nie poznał. Wyznacznikiem życia w Bogu, powinna być miłość, miłość do siebie, miłość do innych. Miłość wyraża się przestrzeganiem przykazań. Ale co jeśli ktoś tych przykazań nie poznał, nie rozumie ich sensu? I tu pole do naszego działania. Jak pokazać innym, że przykazania są prawem miłości? Żyjąc nimi, na co dzień. Przestrzeganie przykazań nie jest łatwe, bez współpracy z Panem Bogiem nie dajemy rady, ale "dla Boga, nie ma nic niemożliwego"(Łk 1, 37). 

Znam wiele osób, które można by było zaliczyć do grona „dobrych ludzi”. Pomagają innym nie oczekując niczego w zamian, są uprzejmi, kulturalni, szanują innych ludzi. Ale jakby spojrzeć na nich z punktu widzenia przykazań, okazuje się, że pomimo spełniania wielu „wytycznych” to w ogóle nie znają, lub nie wierzą w Boga, nie okazują Mu czci i Go nie kochają, lub kochają, ale na swój sposób. Miłość pomiędzy chrześcijanami wynika z miłości do Boga. Skąd, więc wynika miłość wśród tych, którzy Go nie znają? Z obecności Boga w każdym człowieku. Każdy człowiek przeczuwa, że jest Ktoś, nad nim, owszem, często zagłusza te przeczucie, czym się da. Niedoskonale wypełnia prawo miłości, które jest zasadzone głęboko w jego sercu. Tyle, że nie znając Boga, może na tyle skrzywić obraz miłości, że zamiast kochać, dając szczęście, może ranić siebie i innych.  Jesteśmy tylko ludźmi, wrażliwymi, skomplikowanymi i złożonymi istotami. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć daleko idących skutków naszych działań, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jaki wpływ wywrzemy na drugiej osobie, jak ona to odbierze i jakie będą konsekwencje naszych czynów, względem innych osób. Nie umiemy nawet ocenić, jaki wpływ coś ma na nas, często siebie samych nie rozumiemy. Jesteśmy bardzo ograniczeni w procesie poznawania i przewidywania, pomimo naszej inteligencji i wiedzy. Ale jesteśmy odpowiedzialni, odpowiedzialni za nasze czyny, myśli, słowa. Na czym więc oprzeć swoje życie, skoro wiele rzeczy nas przerasta? Możemy mimo wszystko oprzeć je na wierze we własne siły i możliwości, wykorzystując intelekt i zdobytą mądrość.  Wydaje nam się wtedy, że wszystko jest pod kontrolą, obmyślamy strategie, planujemy, podejmujemy przemyślane decyzje. Tylko trzeba pamiętać o naszej ograniczoności, o tym, że jesteśmy tylko ludźmi, niepotrafiącymi przewidzieć przyszłości, tego, że nagle może wydarzyć się coś, czego nie byliśmy w stanie przewidzieć. Albo przecenimy własne możliwości i nie podołamy czemuś, lub popełnimy daleko idący z konsekwencjami w naszym życiu błąd. Jesteśmy śmiertelnymi ludźmi, którzy już za chwilę mogą stracić zdrowie czy życie, stać się słabymi lub zależnymi od innych. Więc jak można opierać swoje życie na czymś tak kruchym i słabym jak człowiek, ja sam, lub ktoś inny? Wydaje się to całkowicie nielogiczne. A jednak sama kiedyś tak żyłam, a i teraz zdarza mi się zaplątać w taki tok myślenia i działania.

Od jakiegoś czasu oparłam swoje życie na Bogu, a raczej staram się opierać swoje życie na Nim. Łatwo nie jest, tak po prostu puścić stery i oddać się w ręce Boga. Bo człowiek w swojej pysze, chciałby sam, przecież potrafi, nie raz coś mu wyszło, tylko ile razy cierpiał, nie zauważając swojej ograniczoności. Ile razy poranił bliskie mu osoby.

Ostatnio słuchałam świetnej piosenki: 

Mate.o Akustyczny "Musisz komuś służyć"



„Możesz zostać posłem Anglii lub Francji bądź
Mistrzem wagi ciężkiej bogatym jak Ford
Strojną w piękne szaty damą z wyższych sfer
Starym biznesmenem z kontem sześciu zer


Zawsze jednak musisz komuś służyć
Chcesz czy nie chcesz musisz komuś służyć
Może to być diabeł lub może być Bóg
Zawsze jednak musisz komuś służyć...

 

Możesz zostać gwiazdą
Możesz pić i ćpać
Poskakać na scenie lub potem z kimś tam spać
Zbierać skrycie forsę lub kraść, jeśli chcesz
Nazwą cię doktorem lub szefem, kto wie..

 

Zawsze jednak musisz komuś służyć
Musisz komuś służyć
Może to być diabeł lub może być Bóg
Zawsze jednak musisz komuś służyć...

 

Możesz wielki program prowadzić w TV
Możesz być bogaty lub możesz biednym być
Zostać policjantem lub znaleźć się na dnie
Możesz być kulawym lub ślepym jak kret

 

Zawsze jednak musisz komuś służyć
Czy tego chcesz czy nie chcesz
Może to być diabeł lub może być Bóg
Zawsze jednak musisz komuś służyć...

 

Możesz w Toruniu kraju mieszkać, czemu nie
Możesz też w Grębocinie, jeśli tylko chcesz
Możesz, jako murarz, cieśla czyjś budować dom
Lub po swym pałacu chodzić z kąta w kąt

 

Zawsze jednak musisz komuś służyć
Czy tego chcesz czy nie chcesz
Może to być diabeł lub może być Bóg
Zawsze jednak musisz komuś służyć

Możesz, jako fryzjer ludziom włosy strzyc
Być czyjąś kochanką lub spadkobiercą być
Możesz grać w Las Vegas lub zasiłek możesz brać
Możesz na podłodze albo w łóżku spać

 

Zawsze jednak musisz komuś służyć
Może to być diabeł lub może być Bóg
Musisz komuś służyć

 

Możesz mięć pistolet możesz mieć i czołg
Możesz być proboszczem i co dzień tępić zło
Możesz być dzierżawcą lub możesz mieć bank
Jako radca miejski możesz wciąż łapówki brać

 

Zawsze jednak musisz komuś służyć
Może to być diabeł lub może być Bóg
Musisz komuś służyć

 

Możesz lubić kawior możesz lubić chleb
Mlekiem albo whisky rozpoczynać swój dzień
W jedwabnej koszuli możesz jechać którąś street
Albo w bawełnianej możesz pieszo obok iść

 

Lecz zawsze musisz, musisz komuś służyć
Musisz komuś służyć
Zaufać do końca
Musisz komuś służyć
Pokochać do końca
Musisz komuś służyć

Może to być diabeł lub może być Bóg”

A Ty, komu służysz? Dyrektorowi, prezesowi, drugiemu człowiekowi, którego traktujesz, jak swojego boga i uzależniasz od niego całe swoje życie, idąc drogą do zatracenia i braku szczęścia? Kto jest dla Ciebie w życiu najważniejszy? Ktoś, kto jest tak samo niedoskonały i ograniczony jak Ty? Ktoś, kogo za chwilę może nie być? A może służysz tylko i wyłącznie własnych zachciankom, spełniasz każe swoje pragnienie, a jako centrum życia stawiasz sobie przyjemność? A może wręcz przeciwnie, zatapiasz się w rozpaczy, samo destrukcji? Bóg chce dla Ciebie szczęścia, wiec jak myślisz, komu służysz żyjąc w otchłani smutku? Z Bogiem nawet w cierpieniu odczuwasz radość.

Jeśli mogę wybierać, a ja jestem wolnym człowiekiem, którego wolną wolę szanuję Bóg (i nikogo na siłę do siebie nie ciągnie, lecz czeka na zgodę), to chcę Mu służyć. Bo wiem, że kocha mnie miłością nieograniczoną. Jest wszechmocny, wszechwiedzący, dokonujący niemożliwego, stworzył mnie i zna mnie na wylot. Chcę, aby moje życie było szczęśliwe i by moja śmierć miała sens, była początkiem życia wiecznego, w Niebie, w stanie wiecznego szczęścia, radości, z Nim, Matką Boża i świętymi.

Wyobraźcie sobie taki stan wiecznej radości, bez cierpienia, zmartwień, w miejscu gdzie nie ma niesprawiedliwości, wojen, umierania, łez, niepewności, problemów, kłopotów. W każdej chwili można sobie pogadać z Panem Bogiem twarzą w twarz, z Maryją, czy z jakimś ulubionym świętym. Czad.

Pustynia serc

"Zrób wszystko, co w Twoich siłach, walcz, walcz do końca! Nie poddawaj się, wytrwaj, choćbyś opadał z sił, trwaj, a kiedy już dasz z siebie wszystko - pojawi się Boża łaska! Nie wolno Ci wątpić, nadzieja jest większym horyzontem niż zwątpienie, po nim stąpaj twardo, z ufnością!

Jego łaska zawsze przychodzi w odpowiednim momencie, jeśli po długim czasie - tym obfitsza! Więc trwaj!

Nawet jeśli wszystko się sypie, nawet jeśli każda dziedzina Twojego życia leży w gruzach - nadal jesteś Ty i Boża moc w Tobie, to cudowne połączenie! Jezus Chrystus zmartwychwstał w 3 dni, Ty też możesz odbudować z Nim swoje życie! Wszystko zależy od tego, ile będziesz ufał i współpracował z Nim! Zerwij wszystkie schematy, zacznij żyć na nowo! Nie ograniczaj Jezusa, nie zamykaj Go w swoim własnym myśleniu, On działa z mocą, niespodziewanie i w odpowiednim czasie!

On nigdy nie przestaje trwać, a Ty?! Łap za różaniec, łap za Pismo Święte, biegnij do kościoła! Zaszalej! Zacznij od nowa!"


niedziela, 8 września 2013

„Pan moją siłą, moją twierdzą, moją ucieczką w dniu ucisku.” Jr 16,19

Spacer po Mszy, co by rozruszać zasiedziałe nogi. I Bóg mi pokazuje ludzi na rowerach, na rolkach, biegających. I tak sobie myślę, o co kaman? Przecież ja nie mogę. A On mi mówi, że mogę, że za niedługo wejdę na rower, założę rolki i pobiegnę. Że będę mogła wrócić na treningi. Bo On uzdrowi moje ciało. Tylko muszę do Niego wrócić, „nawrócić się” i zacząć ”chodzić w blasku Jego światła”. Nie mam nikogo wychwalać, poza Bogiem, mam Go kochać „z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich”.

Nie wiem jak to było kiedyś, jak sobie kiedyś radziłam w trudnych sytuacjach. Teraz, nie wyobrażam sobie przejść przez wydarzenia ciężkie, smutne, ale i te radosne bez Pisma Świętego. Ono odpowiada na wszystkie moje pragnienia, pytania, żale. Mówi o tym, co czuje i pokazuje gdzie mogę szukać pomocy. Daje nadzieje, wzywa do walki i nie poddawania się, uczy wiary, mówi, jak żyć. Pokazuje drogi rozwoju, ścieżki, na których możemy ubogacać naszą codzienność. Mówi o tym, jaka powinna być kobieta, co jest w życiu ważne, a na co nie warto zwracać uwagi. Jest niesamowite! Boże Twoje „Słowo jest żywe i skuteczne, zdolne osądzić moje myśli i pragnienia serca”. Dzięki Ci za nie! I gdy zastanawiam się, czy nie tracę czasu sięgając po Pismo, zamiast działać, okazuje się, że wcale go nie tracę, tylko zyskuję, zyskuję tak wiele!

Przez pierwszy tydzień po wypadku dziękowałam za życie i walczyłam. Każdego dnia z bólem wstawałam z łóżka i cieszyłam się, że tak szybko dochodzę do siebie, że już mogę unieść rękę, zgiąć nogę. Ze wszystkim jakoś dawałam sobie radę. Każdego dnia z całych sił trzymałam się Boga. Wiedziałam, że moja siła, zawsze pochodziła od Niego. Więc i teraz z Niego czerpałam wolę walki.

Aż do czasu. W końcu podłamałam się. Przyjechała siostra, litowała się nade mną i traktowała jak niepełnosprawną. Rozumiem ją, pewnie sama też chciałabym pomóc komuś po wypadku. Ale nie tego potrzebowałam, jestem z tych, którzy zaprzestając walki, przestają oddychać. Dla Boga też czasu coraz mniej, mniej modlitwy, mniej słuchania tego, co On ma mi do powiedzenia. I zaczęłam się oglądać na innych, że inni są cali i zdrowi a ja niepełnosprawna. Radość z tego, że żyję i nie jestem połamana zamieniła się w rozpacz, że już pewnie nigdy nie dojdę do siebie, nie pojadę w góry, nie będę mogła dużo chodzić, nie będę mogła jeździć na rowerze, na nartach, nie wrócę na treningi. Że już na pewno za późno dla mojego kolana, że wszystko przeze mnie, bo je zaniedbałam.

Zatrułam serce czarnymi myślami. Nie dopuszczając do głosu Boga.

Na szczęście On zbyt długo nie pozwolił mi się w nich pogrążać. Owszem, miałam ciężki tydzień, tydzień walki, poszukiwania nadziei, odbudowywania wiary. I jak zwykle dostałam koło ratunkowe w postaci Pisma świętego, spowiedzi, częstszej Komunii i przyjaciół. Boże dzięki Ci za nich! I gdy za bardzo skupiałam się na sobie, Ty zaangażowałeś mnie w działanie i postawiłeś na mojej drodze ludzi schorowanych, cierpiących, samotnych, tak bym przestała narzekać, że już gorzej ode mnie to nikt nie ma.

Kochany jesteś!

Powoli wracam do siebie. Bóg nawet ze zła potrafi wyciągnąć dobro. Nawet z mojej głupoty i pośpiechu. Za bardzo pokładałam nadzieje w sobie, za bardzo myślałam, że wszystko mi wolno. I przestałam dostrzegać innych. Za bardzo chciałam wszystko sama, nie prosząc o pomoc. No to „dostałam po łbie” – dosłownie i w przenośni.

Śmiem twierdzić, że Bóg przygotował mnie do wypadku. Dał mi przed nim przeczytać odpowiednie książki, spotkać odpowiednich ludzi, dał mi wszystko, co pomogło mi przejść przez ten najgorszy okres. Skoro człowiek "bez rąk i bez nóg nie ma ograniczeń", to tym bardziej ja mając sprawną jedną rękę i jedną nogę. Skoro przez wypadek chłopca, mogła się objawić chwała Boga, to może i ktoś dzięki mojemu nieszczęściu Go poznał.

Co mnie zaskoczyło? Że nic i nikt nie był w stanie mnie pocieszyć i dodać sił. No wszystkiego próbowałam. Dopiero, gdy nadszedł dla mnie czas, Bóg przyszedł, uzdrowił moje serce, dał mi swoją radość, dał swojego Ducha. Dzisiaj na Mszy z Przymierzem Miłosierdzia..

Ale to nie jest tak hop siup i już. Bóg uzdrawia i… zleca misję. Nawrócić jedną osobą na miesiąc! Czad :D i oczywiście pocieszać innych, tą pociechą, którą dostaliśmy od Niego.

Na koniec 5 zaleceń o. Antonello z Przymierza Miłosierdzia, co by każdy mógł skorzystać:

1. Modlić się do Ducha, wszędzie, o każdej porze.
2. Być zawsze razem, w Kościele, we wspólnocie.
3. Posługiwać charyzmatami, rozwijać, ciągle je wykorzystywać.
4. Prosić o Ducha, żeby przyszedł osobiście do mnie.
5. Ewangelizować


A poniżej niektóre z moich "kół ratunkowych", a nuż komuś się przydadzą:


Księga Barucha:

„Nie upadaj na duchu, Jeruzalem, pocieszy cię Ten, który dał ci imię. Biada tym, którzy cię skrzywdzili i cieszą się z twego nieszczęścia.”

„Cierpliwie znosić, ufać Panu, wołać do Niego, być dobrej myśli, a On prędko nas wybawi."

Odłóż szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana.”

„Spójrz na wschód i zobacz radość, która Ci przychodzi od Pana

„Podnieś się.”

Księga Jeremiasza:

„To mówi Pan:
«Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku
i który w ciele upatruje swą siłę,
a od Pana odwraca swe serce.
Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie,
nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście:
wybiera miejsca spalone na pustyni,
ziemię słoną i bezludną.
Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu,
i Pan jest jego nadzieją.
Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą,
co swe korzenie puszcza ku strumieniowi;
nie obawia się, skoro przyjdzie upał,
bo utrzyma zielone liście;
także w roku posuchy nie doznaje niepokoju
i nie przestaje wydawać owoców.
Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne
i niepoprawne - któż je zgłębi?
Ja, Pan, badam serce
i doświadczam nerki,
bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania,
według owoców jego uczynków.

 Uzdrów mnie, Panie, bym się stał zdrowym;
ratuj mnie, bym doznał ratunku.
Ty bowiem jesteś moją chlubą.
Oto oni, którzy mi mówią:
«Gdzie jest słowo Boże?
Niechże się wypełni!»
Ale ja nie nalegałem
na Ciebie o nieszczęście,
ani nie pragnąłem dnia zagłady.
Ty wiesz: to, co wyszło z moich ust,
jest zupełnie jawne przed Tobą.
Nie bądź dla mnie postrachem,
Ty, moja ucieczko w dniu nieszczęścia!

Księga Jonasza:

„Pan zesłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza. I był Jonasz we wnętrznościach ryby trzy dni i trzy noce. Z wnętrzności ryby modlił się Jonasz do swego Pana Boga. I mówił:
«W utrapieniu moim wołałem do Pana,
a On mi odpowiedział.
Z głębokości Szeolu wzywałem pomocy,
a Ty usłyszałeś mój głos.
Rzuciłeś mnie na głębię, we wnętrze morza,
i nurt mnie ogarnął.
Wszystkie Twe morskie bałwany i fale Twoje
przeszły nade mną.
Rzekłem do Ciebie: Wygnany daleko od oczu Twoich,
<jakże choć tyle osiągnę, by móc> wejrzeć na Twój święty przybytek?
Wody objęły mnie zewsząd, aż po gardło,
ocean mnie otoczył,
sitowie okoliło mi głowę.
Do posad gór zstąpiłem,
zawory ziemi zostały poza mną na zawsze.
Ale Ty wyprowadziłeś życie moje z przepaści,
Panie, mój Boże!
Gdy gasło we mnie życie,
wspomniałem na Pana,
a modlitwa moja dotarła do Ciebie,
do Twego świętego przybytku.
Czciciele próżnych marności
opuszczają Łaskawego dla nich
.
Ale ja złożę Tobie ofiarę,
z głośnym dziękczynieniem.
Spełnię to, co ślubowałem.

Zbawienie jest u Pana».
Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd.”

sobota, 7 września 2013

Sobór Watykański II - Orędzia - Do Kobiet

"Teraz do WAS skierowujemy się niewiasty wszystkich stanów, dziewczęta, żony, matki i wdowy; także do Was Dziewice Bogu poświęcone i niewiasty samotne; wy stanowicie połowę przeogromnej rodziny ludzkiej.

Kościół jest dumny - wy o tym wiecie - że wyniósł i uwolnił niewiastę, sprawił, że w ciągu wieków zawsze jaśniała w różnorodności charakterów, jej istotna równość z mężczyzną.

Lecz nadchodzi godzina, nadeszła godzina, gdzie powołanie niewiasty otrzymuje swoją pełność. Godzina, w której niewiasta osiąga w społeczeństwie swój wpływ, swoje promieniowanie, swoją władzę nigdy dotąd nie posiadaną. Dlatego w chwili kiedy ludzkość przeżywa tak głęboką zmianę, niewiasty przepojone duchem Ewangelii mogą tak wiele uczynić, aby pomóc ludzkości by nie zawiodła.

Wy niewiasty zawsze stójcie na straży ogniska domowego, miłości, źródeł życia, znaczenia kołyski. Wy jesteście obecne przy tajemnicy powstającego życia i wy pocieszacie przy śmierci. Technice naszej grozi to, że stanie się nieludzką. Pojednajcie więc ludzi z życiem. A przede wszystkim zaś czuwajcie - o to was błagamy - nad przyszłością naszego rodzaju. Wstrzymajcie rękę mężczyzny, który w momencie szału usiłowałby zniszczyć cywilizację ludzką.

Żony, matki rodzin, pierwsze wychowawczynie rodzaju ludzkiego w ciszy ogniska domowego przekazujcie Synom i Córkom Waszym tradycje Ojców Waszych przygotowując ich równocześnie do niezgłębionej przyszłości. Pamiętajcie zawsze, że Matka poprzez swoje dzieci należy do tej przyszłości, której już może nie ujrzy.

Także i wy niewiasty samotne wiedzcie o tym, że możecie spełnić wasze powołanie przez poświęcenie się. Społeczność wzywa was zewsząd, nawet same rodziny nie mogą żyć bez pomocy tych, które nie mają rodziny.

Wy przede wszystkim dziewice Bogu poświęcone w świecie, gdzie egoizm i poszukiwanie przyjemności staje się prawem, stańcie się strażniczkami czystości, bezinteresowności, pobożności. Pan Jezus dając miłości małżeńskiej jej pełnię wyniósł również wyrzeczenie się tej miłości jeżeli czyni się to dla Miłości nieskończonej i w celu służenia wszystkim.

Wreszcie wy niewiasty doświadczone, które stoicie pod krzyżem na podobieństwo Maryi, wy które tak często w historii dawałyście mężczyznom moc by walczyli do końca, by dawali świadectwo, aż do męczeństwa, wspomóżcie ich raz jeszcze, by zachowali śmiałość wielkich przedsięwzięć a zarazem cierpliwość i uczucie pokornego początku.

O Wy Niewiasty, które potraficie uczynić prawdę słodką, miłą, dostępną, przyczyńcie się, aby duch Soboru przeniknął wszystkie instytucje, szkoły, ogniska domowe w ich życiu codziennym.
Niewiasty całego świata chrześcijanki i niewierzące, wy którym powierzone jest życie w tak ważnym momencie historii, od Was zależy ocalenie pokoju światowego."

czwartek, 5 września 2013

Niepokalana

"Matka Boża była ubrana w białą suknie, dziwnie białą, przezroczystą,
na ramionach miała przezroczystą niebieską, czyli jak błękit, zarzutkę,
z odkrytą głową, włosy rozpuszczone;
śliczna i niepojęcie piękna."
św. Faustyna


"Co takiego w Niej jest? A co stanowi o pięknie kobiety? Kształty postaci? Kolor oczu? Puszystość włosów? Ciepło głosu? Delikatność dłoni? Dziewczęta i kobiety, które uwierzyły w taki wzorzec piękności, robią wszystko, by zewnętrzne piękno uczynić jeszcze urodziwszym. Skutek bywa często opłakany. Bo nie tędy droga. Zatem pytam jeszcze raz: Co takiego w Niej, w Maryi, jest? Najpierw macierzyństwo. Powiadam: najpierw, bo jest to tajemnica, o którą ocieramy się w naszym życiu często. Jest coś urzekającego w postaci, w spojrzeniu, w całym zachowaniu kobiety tulącej dziecko. Każda wtedy wypięknieje. Jakże piękna musiała być Matka Jezusa... A więc najpierw macierzyństwo. Jest jeszcze drugi powód, dla którego Maryja prześcignęła w pięknie wszystkie dziewczęta i wszystkie kobiety świata. Piękno w człowieku zakotwiczone jest nie w proporcjach ciała, lecz w duszy człowieka. Bo o człowieczeństwie stanowią właśnie duch i dusza. Zatem — im głębsze życie duchowe, im bardziej duch nad ciałem panuje, im więcej w kimś duchowej przestrzeni, tym piękniejszą staje się ta osoba. Także tę prawidłowość obserwujemy w naszym otoczeniu. I dlatego tak niepiękne, choć z wyglądu ładne, bywają rozmaite „miss”. Braku ducha nie da się niczym zastąpić. I dlatego bez wątpienia najpiękniejszą jest Maryja. To o Niej powiedział anioł: „Bądź pozdrowiona, Pełna Łaski!”. Dobrze napisałem. Dwa razy duża litera, bo te słowa (w greckim oryginale jedno) stają się Jej imieniem. Taka jest gramatyczna konstrukcja tego zdania. „Pełna Łaski”... Jej duchowe wnętrze, jej wtedy młodziutkie serce wypełnia miłość Boga i radość z Jego obecności. Nie, ta miłość nie przekreśla i nie wyklucza miłości do ludzi. Przeciwnie, gdy Bóg w sercu — tym szerzej jest ono otwarte dla świata, tym większą radością, dobrocią, życzliwością i pokojem człowiek promieniuje. I tym bardziej, i więcej pokochać może. Taką była (i jest) Pełna Łaski.
(...)Najważniejsze, by nasze życie było odbiciem Jej życia. Nieudolnym i dalekim od pierwowzoru — ale jednak odbiciem najpiękniejszego Piękna Niepokalanej."