sobota, 10 maja 2014

Relacja ze spotkania z Szymonem Hołownią

 

Już jakiś czas temu wykorzystaliśmy nadarzającą się okazję i zaprosiliśmy do Szczecina pana Szymona Hołownię. Dziennikarz, publicysta, współprowadzący program Mam Talent. Spotkanie odbyło się 4 kwietnia 2014 w auli Wydziału Budownictwa i Architektury Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w ramach Labarotarium Wiary, spotkań organizowanych przez Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego przy Sanktuarium Najświętszego Pana Jezusa w Szczecinie.

Kilka słów o naszym gościu. Studiował psychologię, dwukrotnie wstępował do dominikańskiego nowicjatu. Pracował i publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku Polska”, „Rzeczypospolitej”, „Tygodniku Powszechnym” „Przewodniku Katolickim”, i w tygodniku „Wprost”. Autor dziesięciu książek. Pełnił funkcję prowadzącego licznych audycji i programów w różnych stacjach radiowych i telewizyjnych. Były dyrektor Religia.tv, założyciel portalu internetowego Stacja7.

Przejdźmy do spotkania, które rozpoczęło się burzliwą dyskusją na temat homoseksualistów. Mającą rozstrzygnąć czy mamy ich szanować, czy nie szanować, dać im adoptować dzieci, czy nie dać. I o tym ile jest „tych ludzi” w telewizji i gdzie ich pokazują, a gdzie nie. Najwidoczniej zły robił, co mógł żeby skupić się na czymś, co wzburzy, skłóci, uprzedzi. Próbował budować na nieporozumieniach i niedopowiedzeniach, tak by nikt już nie zauważył niczego dobrego w słowach, które później padną. Na szczęście jałowa dyskusja dobiegła końca.

Rozpoczęła się bardziej urodzajna część spotkania. Zapytano naszego gościa o jego osobistą relację z Panem Bogiem i o odpowiedni sposób patrzenia na zły, bezbożny świat oczami katolika. Pan Hołownia polecił sięgnąć do książki „Moc uwielbienia”, by więcej dziękować a mniej narzekać, oraz radził rozejrzeć się za stałym spowiednikiem, który poprowadzi po drogach duchowego rozwoju, w którym praca nad relacją z drugim człowiekiem odgrywa kluczową rolę. Przypomniał sentencje: „zło jest wtedy, kiedy nie wybiera się dobra”, a co za tym idzie to człowiek, a nie Bóg jest odpowiedzialny za zło i cierpienie tego świata, to są konsekwencje naszych wyborów.

Powinniśmy też pamiętać, że osobista relacja z Bogiem wpływa na całe nasze otoczenie. Jeśli chcemy ewangelizować ludzi wokół siebie, to powinniśmy to robić dając świadectwo dobrego chrześcijańskiego życia, będąc wiernymi wyznawanym wartością, postępując sprawiedliwie, tak by ludzie obserwując nas mogli poznać Boga. „Poprawna ewangelizacja” to nie zmienianie na siłę, oczekiwanie, że ktoś powinien być taki jak my i osądzanie tych, którzy tacy nie są. Mamy ewangelizować „miodem, a nie octem”. Kochać, rozmawiać, pomagać, szanować, a nie wytykać i straszyć piekłem. Nasze życie ma być dawaniem miłości drugiemu człowiekowi. Tak, jest to trudne, ale jeśli naprawdę wierzysz i kochasz Boga, to będziesz pamiętał, że tu nie chodzi o ciebie, ale o Jezusa, o to, by inni też mogli otrzymać od Niego życie, bo On kocha wszystkich i chce by wszyscy mieli życie w pełni. Jeśli wierzysz Jezusowi, to wierzysz Ewangelii i przyjmujesz, że „zło zwycięża się dobrem”. Więc nie tyle zwalczaj zło, choć to też jest ważne, ale przede wszystkim rozsiewaj dobro, życzliwość, uśmiech, pomagaj, zauważaj. Potępiając człowieka, osądzając go wchodzisz w kompetencje Pana Boga, a Nim nie jesteś. „Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Mt 7,2-3) Ludzie nie wierzą w Jezusa Chrystusa i to jest twoje zadanie.

„Każdy grzech bierze się z pragnienia dobra.”Można mieć piękne, dobre pragnienie, a realizować je w chory sposób. Warto czasem zastanowić się nad swoimi nałogami, wadami, często popełnianymi błędami. Nad tym, jakie pragnienia mamy na początku działania. Ludzie posiadający unikatowe talenty i mogący dokonać naprawdę wielkich czynów, często wpadają w nałogi narkotykowe, alkoholowe czy w uzależnienia od seksu, hazardu. Są to ludzie z wielkim potencjałem, których nic nie mogło zaspokoić, więc poszli za pierwszą lepszą okazją to zaspokojenia, nie mogąc wytrzymać pragnienia. Materiały na naprawdę wielkich, dobrych ludzi marnują się gdzieś na dnie, bo świat podpycha chwilowe zaspokojenia, które tylko degradują człowieka, ku uciesze szatana.

Wielu ludzi próbuje po prostu doczłapać się do śmierci, żyjąc marnie, tak samo z dnia na dzień. Byle tylko nic się nie zmieniało, bo nieznane budzi strach. Ale w życiu chodzi o to, by właśnie zacząć działać i to teraz! Wielu ogranicza Pana Boga poprzestając na małym, stwierdzając, że kto, jak kto, ale ja się do wielkich, pasjonujących rzeczy nie nadaję. Moje działanie i tak nic nie zmieni. Co ja mogę? To jest postawa całkowitego braku wiary, braku zaufania Bogu, który w serce każdego z nas wkłada pragnienie czegoś więcej, zrobienia czegoś wyjątkowego. W naszych sercach drzemie potrzeba zrobienia czegoś dla innych, dania czegoś z siebie i pozostawienia po sobie potomnym.

Co do letniości wiary, to jak to napisał Lewis w „Listach starego diabła do młodego”: „Religia umiarkowana jest dla nas tak samo użyteczna jak kompletny brak religijności – a przy tym zabawniejsza.” Pan Szymon przyznał, że czasem lepiej jest żeby ktoś odszedł od Kościoła, bo wtedy paradoksalnie może odnaleźć Boga. Tkwienie pozornie w Kościele, branie udziału raz na jakiś czas we Mszy świętej, która nic nie znaczy, ale robię tak, bo tak zostałem wychowany. Jezus? W sumie, to nie wiem, Kto to jest, a relacja z Nim, no to już w ogóle nie wiem, o czym do mnie mówisz. Tak wygląda życie katolików, wielu katolików. I moje kiedyś też.

Dobry przykład to nie coś, co ty masz wypracować sam, to coś, co wynika z twojej relacji z Panem Bogiem. Ty nie masz nawracać, planować nie wiadomo jakich działań i wytężać się ze wszystkich sił, tylko skupić się na szukaniu Jezusa i zaspokajaniu twoich pragnień. Pragnień!, nie zachcianek. Pragnienia pochodzą z głębi serca człowieka i nie są ulotne, są dobre, a gdy ich nie zagłuszamy idziemy drogą, którą wskazuje nam Bóg.

Na pytanie o wybór Jezusa, pan Hołownia odpowiedział, że ma On po prostu to „coś”.

Jako lekarstwo na zniechęcenie i brak radości życia nasz gość zaproponował dziękczynienie. Tak na próbę przez dwa-trzy tygodnie dziękować Bogu za wszystko, za rzeczy małe i wielkie, za sukcesy i porażki, za miłe wydarzenia i te nieprzyjemne. I nie ustawać w poszukiwaniu tego, za co możemy być wdzięczni.

Chrześcijanin powinien mieć mentalność zwycięzcy, bo wie, co zrobił Jezus i że na końcu świata, to On, nasz Bóg, króluje, a nas czeka zmartwychwstanie i życie wieczne. Co by się nie działo po drodze: wielkie trudności, walki, upadki, jeśli wytrwamy w Bogu, to na końcu i tak wygrywamy. A gdy mamy tego świadomość to, czego się boimy?

Ze środków do utrzymania kontaktu i świadomości obecności Najwyższego w naszej codzienności Pan Hołownia wymienił m.in.: Eucharystię, Pismo św., modlitwę różańcową i modlitwę Jezusową. Ta ostatnia polega na nieustannym, lub wielokrotnie powtarzanym wersecie: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną" (różne wersje). Modlitwa ta, ma nas utrzymać w nieustannej świadomości obecności Pana Boga, „w Którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”. Przy okazji nasz gość zaprezentował piękną, kolorową czotkę (modlitewny sznur prawosławny, służący do odmawiania modlitwy Jezusowej), zapewne pochodzącą z Afryki.

Zapytany o rozpoznawanie duchów wspomniał, że złego można rozpoznać po tym, że zadaje pytania, poddając w wątpliwość wszechmoc Boga.

Dostaliśmy czas na ziemi, po to byśmy nauczyli się kochać i żyć dla innych całym sobą. Powinniśmy nauczyć się mądrze wybierać, co pierwsze, na co warto poświęcić czas. Mamy pomagać tym, których spotykamy, na co dzień, działać tam, gdzie żyjemy, pracujemy, uczymy się. Powinniśmy w końcu skończyć ze sporem światopoglądowym, tak rozdmuchanym przez media i polityków. I zająć się tym, co naprawdę ważne.


Właśnie po to, by móc odpowiednio wykorzystać swój czas na ziemi, Pan Szymon zaczął regularnie latać do Afryki, a w kwietniu 2013 roku założył fundacje Kasisi, pomagającą chorym i osieroconym dzieciom w Zambii. Tam, w Afryce, często ktoś umiera, pomimo opieki i podjętego leczenia. Ale realizm śmierci, patrzenie na to, jak umierają dzieci, nie wywołuje w naszym gościu głębokiego, długotrwałego smutku. Wręcz przeciwnie, twierdzi, że patrzenie na śmierć ożywia i sprawia, że człowiek zaczyna zauważać, co jest ważne. A gdy podąża za rodzącymi się pragnieniami w końcu zaczyna się spełniać i spalać dla innych.

Pod koniec spotkania pan Hołownia podzielił się z nami dewizą, według której stara żyć: „Najpierw zobacz w człowieku Chrystusa, rozmawiaj z nim i traktuj go jak Chrystusa”.

Zamartwiając się, już na sam koniec, tym, czy ostro dyskutując z mężczyznami siedzącymi w auli na temat homoseksualistów, patrzył na nich i traktował ich właśnie jak Jezusa, stał mi się szczególnie bliski. Często w przypływie emocji walczę o swoje wartości i racje do upadłego, nie patrząc na to, że gdzieś po drodze gubię Miłosierdzie…

Szymon Hołownia. Człowiek, jak i my. Katolik, jak i większość z nas. Człowiek, zdaje się, że porywczy. Grzesznik, jak i my. Ma wady i zalety też ma. Walczy, by wytrwać przy Bogu, jak niejeden z nas. Szuka ścieżek i popełnia błędy. Robi wiele dobrego, my często lub czasami też. Co go wyróżnia? Jest znany. Więc skoro jest znany to można się go czepiać i oceniać, słysząc tylko jakąś wypowiedzi gdzieś zasłyszaną, będąc na publicznym spotkaniu, czy może przeczytawszy jedną, a może nawet wszystkie napisane przez pana Hołownie książki? I mamy prawo zaglądać do jego portfela, bo przecież nie może naszym czujnym oczom ujść, czy lata do Afryki za darmo i w ogóle skąd bierze pieniądze? Pan Hołownia jest na świeczniku i myślę, że jest tego w pełni świadomy. Ale to nie sprawi, że będzie ideałem ani, że będzie starał się ze wszystkich sił przypodobać ludziom. Bo nie ludziom ma się podobać, a Bogu. Jak to gdzieś wyczytałam: „Katolicy nie są małymi kotkami żeby każdy musiał ich lubić”. Po prostu robi swoje.

W Piśmie św. możemy przeczytać: „Nie tak bowiem człowiek widzi jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16,7b). I tylko On widzi serce człowieka. A na koniec spyta, nie o Szymona Hołownię, nie o innego człowieka, ale zwróci się z pytaniem do Ciebie: czy kochałeś?



O Fundacji Kasisi:

Na koniec piękna zachęta od zacnej Kobiety:

"Ludzie są często nierozumni, nielogiczni i samolubni.
Kochaj ich mimo wszystko!

Jeśli czynisz dobro, oskarżą cię o egocentryzm.
Czyń dobro mimo wszystko!

Jeśli odnosisz sukcesy, zyskujesz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów.
Odnoś sukcesy mimo wszystko!

Twoja dobroć zostanie zapomniana już jutro.
Bądź dobry mimo wszystko!

Szlachetność i szczerość wzmagają twoją wrażliwość.
Bądź szlachetny i szczery mimo wszystko!

To, co budujesz latami, może runąć w ciągu jednej nocy.
Buduj mimo wszystko!

Ludzie w gruncie rzeczy potrzebują twej pomocy, mogą cię jednak zaatakować, gdy im pomagasz. Pomagaj mimo wszystko!

Dając światu najlepsze, co posiadasz, otrzymujesz ciosy.
Dawaj światu najlepsze, co posiadasz, mimo wszystko!"

bł. Matka Teresa z Kalkuty

piątek, 9 maja 2014

Relacja z Wieczoru Młodych

W Niedziele Miłosierdzia Bożego, 27 kwietnia, spotkaliśmy się na Jasnych Błoniach w Szczecinie, by wspólnie świętować kanonizację Jana Pawła II. Tuż po godzinie 19:00 rozpoczął się Wieczór Młodych pod hasłem: „Niech wasze życie będzie hymnem radości!”, organizowany przez Duszpasterstwo Akademickie przy Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Spotkanie poprowadziło młode akademickie małżeństwo, Agnieszka i Maksymilian Kardziejonek, w towarzystwie księdza Zbigniewa Reguckiego. Młodzi opowiadali historię swojego poznania w duszpasterskiej Kawiarence oraz o wpływie „naszego papieża” na ich drogę życia. Wypowiedzi przeplatały się z radosnym śpiewem Scholii 20. Mogliśmy usłyszeć m.in. utwory zespołu Trzecia Godzina Dnia: „Błogosław duszo moja Pana”, „Ukojenie”, „Wszystko, co mam” czy żwawe kompozycje Siewców Lednicy „Tak, tak Panie” i „Jesteśmy mocni”. Szczecinianie zgromadzeni na placu czynnie włączyli się w tańce oraz szybkie pochody z flagami Bractwa Małych Stópek oraz Sanktuarium NSPJ.

W połowie Wieczoru Młodych powitaliśmy relikwie świętego Jana Pawła II. Powędrowały one na wzór papieża za życia pomiędzy ludźmi zgromadzonymi na Błoniach, tak by każdy mógł oddać im cześć czy wyprosić modlitwę u naszego wielkiego rodaka, który wyprzedził nas w drodze do Nieba. „Pielgrzymce” relikwii wtórował śpiew litanii, ze słynnym refrenem: „Szukałem Was, teraz Wy do mnie przychodzicie”.

Na koniec spotkania, mieliśmy okazję przeżyć coś wyjątkowego, Adorację Najświętszego Sakramentu w centrum miasta wraz z końcowym błogosławieństwem.

Jako posługująca śpiewem podzielę się z Wami swoimi wrażeniami. Cudownie było patrzeć na te uśmiechnięte, roześmiane twarze. Na Szczecinian, którzy pomimo małej popularności przyznawania się do Kościoła potrafią w takich momentach jednoczyć się i powiedzieć: Tak, jesteśmy katolikami i tak, to nasz rodak został ogłoszony świętym, nasz papież. Aż chciało się śpiewać widząc Wasz entuzjazm i zaangażowanie. Katolicy nie są gburami, owszem przeżywamy chwile smutku, ale jesteśmy pełni radości, gdy chwalimy Boga i gdy uświadamiamy sobie, jak wiele od Niego otrzymujemy. W Niedziele Miłosierdzia, dziękowaliśmy za Jana Pawła II, za jego słowa, postawę wobec ludzi posiadających inne poglądy, za jego wielką miłość do ojczyzny, za obronę i głoszenie godności każdego człowieka, za wspieranie rodzin, za młodość ducha pomimo starości ciała, za naukę cierpienia, za świadectwo zaufania Bogu i zawierzenia życia Maryi. I za wiele, wiele innych pięknych rzeczy, jakie wniósł ten wielki człowiek w dorobek ludzkości i Kościoła w ciągu 85 lat swojego świętego życia.

Szczególnym momentem dla mnie samej była Adoracja Najświętszego Sakramentu. Jasne Błonia, miejsce głównie koncertów i letnio-weekendowej rekreacji, które na moment staje się Kościołem z żywą obecnością Pana Boga. I odpowiednia perspektywa spojrzenia na Szczecin, spojrzenia na ludzi tu mieszkających poprzez Jezusa, który stoi z przodu, w centrum. Patrzenia na wszystko przez Niego, Tego, który ma jakąś wielką misję dla naszego miasta. Ma jakiś wielki plan…

http://www.tvp.pl/szczecin/nasze-programy/relacje-felietony/wideo/santo-subito-studio-papieskie-ii/14983371

wtorek, 22 kwietnia 2014

Andrzej Poniedzielski - To jeszcze nie koniec - Kardiogram

To nie tętent setek końskich kopyt
To nie pociąg, to nie stukot kół
Tak pracuje Twoja stacja pomp
Twoje serce wybija ten rytm

Gonisz gdzieś, wciąż prędzej, prędzej, prędzej
Nie wiesz, gdzie, i nie wiesz, czy doganiasz
Twoje serce musi razem z Tobą
Odpoczywa, gdy twarz rękami zasłaniasz

Zanim zdążysz na szelest liczonych banknotów
Zanim zdążysz na uśmiech od ucha do ucha
Ucisz wszystkich i wszystko, głowę pochyl
Tam z lewej strony jest serce, posłuchaj

Nie, to jeszcze nie koniec
Jeszcze trochę pożyjesz
Założysz jeszcze niejedną czapkę
Niejednym się płaszczem okryjesz

Tylko przystań na chwilę
Ktoś tam poczeka z obiadem
Przez ten moment świat i bez Ciebie
Na pewno da sobie radę

I nie kombinuj już wtedy
Nie myśl o własnej sile
Spójrz za siebie, na tamtej łące
Łapałeś kiedyś motyle

Nie, to jeszcze nie koniec
Jeszcze trochę pożyjesz
Założysz jeszcze niejedną czapkę
Niejednym się płaszczem okryjesz

Tylko przystań na chwilę
Na którymś ostrzejszym zakręcie
Diabli niech porwą dostatek
Diabli niech porwą szczęście

Wyścig życia

Nie ważne czy jesteś nudnym zarozumialcem, czy towarzyskim luzakiem. Ważne żebyś robił to, w co naprawdę wierzysz to, w czym czujesz się najbardziej sobą. Wartość człowieka to jego upór w dążeniu do celu, to życie pasją i podejmowanie ryzyka, gdy jest konieczne, lub gdy twój charakter nie pozwala ci się zatrzymać. Bycie w stu procentach sobą i odnajdywanie na swojej drodze innych, którzy ciągle pragną więcej, którzy mają ten sam żar w sercu, niepozwalający spocząć na tym, czym zadowalają się miliony ludzi. Życie to trzymanie się tego, co pomaga po najgorszych trudnościach, wypadkach, powrócić do normalnego życia. By dalej toczyć bój o swój wielki cel, walkę o ideały i marzenia.

Więcej: http://www.filmweb.pl/film/Wy%C5%9Bcig-2013-628262#


Niki Lauda i James Hunt 

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

14.02.2014

Dzielne kobiety się nie poddają!

Rano kino, spóźniona, ale z dziesięcioma paczkami chusteczek! Wpadłam, na szczęście, dopiero na początek filmu, jeszcze przed wyświetleniem tytułu. Bo lepiej się zabezpieczyć mając katar i ostatnio zauważając u siebie nadwrażliwość na smutne sceny. Bilet na „Złodziejkę książek” zakupiony godzinę przed seansem.

Film piękny, fabuła z potencjałem, dobrze zrobione fragmenty, ale w całym filmie czegoś brakowało. Jednak historia dziewczynki – buntowniczki, mającej swoje zdanie i umiejącej się bić, i tak mnie urzekła! Nie umiała pisać, a pokochała książki i… napisała własną! Film o poświęceniu w imię wdzięczności, o godności człowieka, bez względu na pochodzenie, o wartości takich rzeczy jak literatura, muzyka czy rozwinięta wyobraźnia w obliczu ogromu zła i wszędobylskiego strachu. O tym jak własnymi talentami możemy służyć innym. I o znaczeniu wszystkich ludzi, jakich spotykamy na naszej drodze, tych, którzy są promykami wspomnień i ciepła w naszej pamięci. Mała Liesel nie straciła pogody ducha, bo umiała pokochać tych, którzy zjawiali się w jej życiu i pomimo strat ukochanych osób, dzielnie podnosiła się by żyć dalej. The Book Thief to film o śmierci, która przychodzi czasami znienacka i wtedy ważne jest tylko to ile serca podarowaliśmy drugiemu człowiekowi, w jakim stopniu byliśmy sobą i czy żyliśmy zgodnie z własnym sumieniem, czy byliśmy dobrymi ludźmi.

Dzień kupowania ciuchów i nowego lakieru do paznokci. 500g kawy i soku pomarańczowego. Piękny dzień!

Dłuższa chwila na adoracje, Koronka, spowiedź i Msza po 15:00.

A na obiad naleśniki ze szpinakiem i orzechami! Takie cudo.

Czego tylko zabrakło?

Innych ludzi.

Więc na koniec dnia spotkanie z moją ulubioną panią rehabilitantką, chwila ze scholą i łazęga z Angelą.

Pranie, pisanie, gadanie i spać.

Jutro najpiękniejszy dzień mojego życia!

No oprócz dnia mojego ślubu!

Dzięki Jarek!




"Ten świat nie zawaliłby się beze mnie. Ale bez przyjaciół, mój zawaliłby się na pewno." 
Regina Brett


niedziela, 13 kwietnia 2014

Stacja V: Szymon pomaga Jezusowi nieść Krzyż


Fragment dźwiękowy przemówienia Ojca św.:

"To, co kosztuje, właśnie stanowi wartość. Nie można zaś być prawdziwie wolnym bez rzetelnego i głębokiego stosunku do wartości. Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem. Bogaty młodzieżą! Bogaty każdym, który czuwa w imię prawdy, ona bowiem nadaje kształt miłości."
bł. Jan Paweł II, Jasna Góra 1983

Rozważenie:

„Pociągnąłem ich ludzkimi więziami a były to więzy miłości. Oni zaś nie rozumieli, że chciałem ich uzdrowić.” (Oz 11, 4a,3b)

Pan Bóg uzdrawia wprowadzając na naszą drogę drugiego człowieka. Leczy nas z egoizmu, zapatrzenia na własne problemy, leczy z ciągłego zważania na to jak jesteśmy słabi, jak niewystarczający. Mówi: Patrz! Obok Ciebie idzie Człowiek, podobny do Ciebie, ma podobne problemy, też nie jest idealny. Jego też dobija samotność i poczucie bycia nikomu niepotrzebnym. Też ma gorsze i lepsze dni. Tylko wiesz, tak naprawdę jest ktoś, kto bardzo go potrzebuje, tak, to Ty! Potrzebujesz jego widoku, uśmiechu, ciepłego słowa. Potrzebujesz wiedzieć, co się u niego dzieje, jakie ma problemy w życiu, w czym odniósł sukces. Potrzebujesz jego radości i smutków. Nikt nie zbawia się sam. Nikt nie jest stworzony do samotności. Potrzebujemy siebie nawzajem, by móc żyć, rozwijać się, kochać i być kochanym, mieć komu dawać i od kogo coś przyjąć. Bo tylko wtedy jesteśmy w pełni ludźmi.

A gdy wydaje się, że już naprawdę nikogo wokół nas nie ma, wtedy zjawia się Jezus i prosi Cię o pomoc, tak jak Szymona, byś pomógł Mu przez swoje życie kochać innych ludzi.

Intencja:

Panie, pozwól nam być ludźmi niosącymi Twoją miłości, rezygnującymi z egoizmu i marnotrawstwa czasu na rzecz drugiego człowieka. Pomóż nam kochać i zauważać tych, którzy uginają się pod ciężarem belki.


 

czwartek, 3 kwietnia 2014

2Tm 2,3

"Dzięki Ci Panie z całego serca
Twa obietnica przewyższyła Twoją sławę,
Gdy Cię wzywałem,
Tyś mi odpowiedział
Dałeś mej duszy moc i odwagę
O Panie, chwalić Cię będą
Królowie całej ziemi
Usłyszeli Twe słowa
Śpiewać będą o Twych Drogach,
Bo wiedzą, jak wielka jest Twa miłość.

W obliczu aniołów
Pragnę wielbić Cię
W obliczu aniołów
Psalmy śpiewać chcę,
Sławić będą imię Twe
Za Twą wielką miłość do mnie.

Pan jest dostojny
I widzi uniżonych
I już z daleka poznaje ludzi pysznych,
Kiedy chodzę pośród utrapienia
wyciąga rękę,
Od zła mnie wybawia,
JAHWE dokona we mnie tego co rozpoczął,
bo na wieki jego miłosierdzie,
On nie odrzuca
Dzieła rąk Swoich
O panie, o Panie
Nie opuszczaj nas

W obliczu aniołów
Pragnę wielbić Cię
W obliczu aniołów
Psalmy śpiewać chcę,
Sławić będę imię Twe
Za Twą wielką miłość do mnie."

niedziela, 30 marca 2014

Ks. Edward Staniek (J 9,1-41)

"Dlaczego nie wierzą?

Zobaczyć na własne oczy cud. Mieć wiarygodnych świadków. Rozmawiać z człowiekiem uleczonym z kalectwa i nie uwierzyć. Czy to nie zastanawia? Dlaczego tak trudno przyjąć interwencję Boga?

Ileż smutku jest w wypowiedzi kaleki, który odzyskał wzrok, skierowanej do faryzeuszy: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd Jezus pochodzi, a mnie oczy otworzył (...) Gdyby nie pochodził od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Faryzeusze uważali się za specjalistów w sprawach Boga, a gdy stanęli wobec namacalnego Jego działania, nie chcieli Go ani uznać, ani przyjąć.

Głównym powodem ich zamknięcia na Boże działanie było zbyt doczesne nastawienie. Człowiek jest jak izolowany przewód elektryczny. Dopóki dobrowolnie nie odsłoni z izolacji swego serca i w akcie wiary nie dotknie nim Boga, zbawcza moc miłości nie może do niego dotrzeć. Przesadne zaś zabieganie o dobra tego świata potrafi tak szczelnie odizolować człowieka od Bożego działania, że nic z Jego łaski do niego nie dotrze. Nam się wydaje, że szczęście polega na gromadzeniu dóbr tego świata, na szukaniu w nich przyjemności, stąd też sądzimy, że im więcej „nakleimy” na siebie tego, co doczesne, tym pełniej będziemy szczęśliwi. W rzeczywistości jednak stajemy się coraz szczelniej odizolowani od prawdziwego szczęścia.

Bywa, że utrata dóbr tego świata bliskiej osoby, większej ilości pieniędzy, mieszkania, pracy, zdrowiaczyni szczelinę w tej izolacji i jeśli wówczas człowiek sercem dotknie wartości religijnych, doświadczy zawartej w nich mocy. Kaleka był bardziej otwarty na działanie Boże niż zdrowi faryzeusze. Przez jego chore oczy, których dotknął Chrystus, moc Bożego życia popłynęła aż do jego serca. Uzdrowiony zobaczył nie tylko piękno barw i kształtów doczesnego świata, lecz również dostrzegł w Chrystusie Bożego Pośrednika.

Materializm jako przeszkoda w odpowiedzi na działanie Boga łączy się ściśle z wygodnictwem. To ono obawia się, że przyjęcie Chrystusa pociągnie za sobą zbyt gruntowne zmiany w naszym dotychczasowym życiu. Trzeba bowiem niejedno przemeblować w swoim myśleniu, by dostosować swoje kroki do kroków Chrystusa.

To, co stare, często bywa wrogiem nowego nie dlatego, by nie ceniło tego, co nowe, ale w obawie przed trudem przebudowy tego co stare. W człowieku dawne przyzwyczajenia są wrogiem nowych, o które dopomina się Bóg. Ewangelia jest zawsze nowa, jest dobrą nowiną. Jako taka nieustannie wzywa do przebudowy dotychczasowego życia według wzoru, który zostawił nam Mistrz z Nazaretu.
Wielki Post to czas głębszej refleksji nad izolacją, jaka pokrywa nasze serce; to czas ożywienia wiary, czyli usunięcia izolacji i podłączenia do źródła zbawczej mocy; to czas trudu podjętego w celu przebudowy własnego życia w oparciu o łaskę płynącą z Jezusowego Serca.

Słowa Chrystusa: „Przyszedłem na ten świat (...) aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi” zmuszają do podjęcia decyzji. Od opowiedzenia się po stronie Jezusa zależy wiele."

sobota, 29 marca 2014

Fenomen Filomeny

Siedzisz sobie i spędzasz leniwie popołudnie a tu nagle dostajesz: "Polecam film "Tajemnica Filomeny". Choć nie ukazuje on pełni zła Chrześcijaństwa, dobre i to - jest to film odważny i potrzebny". Opinia znajomego mojego przyjaciela. "Wiem, że oglądałaś, dlatego to wkleiłem, żebyś się do tego odniosła." W pierwszej chwili próbujesz nie dać się sprowokować, to miał być beznadziejny dzień, bez robienia tego co lubisz, masz po prostu zmarnować czas, bo zaspałaś na wyjazd i koniec, kropka. Ale nie dajesz rady, no bo to przecież kurna nieprawda! I odpowiadasz jednym zdaniem, już chcesz wysłać, ale dopisujesz kolejne i kolejne. Niby już kończysz i wysyłasz, ale jeszcze masz tyle do powiedzenia. I powstaje takie dłuższe coś.

Mowa jest o filmie Tajemnica Filomeny. (http://www.filmweb.pl/film/Tajemnica+Filomeny-2013-668214) Wypuszczony niecały rok temu. Nominowany do Oskara w czterech kategoriach. W Polsce grają go tylko w kinach niezależnych, bądź  na specjalne okazje w sieciówkach. Film promowany przez portal Stacja7.pl (http://www.stacja7.pl/article/2844/Wielka+i+postna+Filomena/58?utm_content=buffere6d2c&utm_medium=social&utm_source=facebook.com&utm_campaign=buffer). Więc wszystko co napisałam, już gdzieś było. Ale, nie było moje.

Oczywiście nie zgadzam się z opinią kolegi, to nie chrześcijaństwo jest złe, to ludzie są nieidealni. Tylko kto jest idealny? Niech pierwszy rzuci kamień...(J 8,7) Według mnie ten film ukazał, czym jest prawdziwe chrześcijaństwo i dlatego jest "odważny i potrzebny".

Prawdziwe chrześcijaństwo jest wierzeniem Bogu i Jego Słowu (mowa o Piśmie św.) we wszystkich okolicznościach. I jeśli Pan Bóg mówi: "przebaczajcie sobie nawzajem" (Ef 4,32), "miłujcie waszych nieprzyjaciół" (Mt 5,43-44), to ja Mu ufam, wierzę, że to ma sens, że On chce dla mnie jak najlepiej, że choćbym nie wiem jak cierpiała, to warto wznieść się ponad siebie i z Jego pomocą przebaczyć. On wie, że nienawiść i brak przebaczenia zabija od środka, nie tyle tego, który dopuścił się czegoś haniebnego, (choć oczywiście też), co tego, który nie umie przebaczyć. Bo przebaczenie uwalnia i pozwala kochać tak prawdziwie, tak jak Jezus. Uwalnia też tę osobę, która wyrządziła zło, uwalnia ją od winy przed Panem Bogiem, bo skoro my potrafiliśmy przebaczyć, to o ileż bardziej On, który jest Bogiem Miłosierdzia.

I Pani Filomena, taka nikogo nieoskarżająca kobieta w podeszłym wieku, która już wie, co w życiu jest ważne, która całe życie uczyła się miłości. Pokorna, kiedy trzeba, wielbicielka książkowych romansów z pięknym zakończeniem w tle, gdy ci, którzy się kochali mogę być razem mimo wszystko, jak ona i poszukiwany syn. Kiedy trzeba, potrafiąca znaleźć odpowiednie słowa, dobitnie trafiające do upominanego. Żyjąca skromnie, umiejąca odróżnić to, co niezbędne do życia, od tego, co zbyteczne. Potrafiąca cieszyć się codziennością, doceniająca małe piękne rzeczy każdego dnia. Prosta kobieta, ale jaka silna! Potrafiąca walczyć o coś, co całe życie nie dawało jej spokoju, wziąć to w końcu w swoje ręce i zrobić wszystko, co w jej mocy by zakończyć sprawy na ziemi i umrzeć w pokoju.

Bo przecież tu chodzi o Niebo. Niebo dla mnie i dla tych, wśród których przyszło mi żyć.

Nie można mówić, że chrześcijaństwo to sposób, w jaki zachowały się zakonnice. Bo to nie jest chrześcijaństwo. Raczej faryzeizm, spełnianie warunków prawa, zapominając o najważniejszym przykazaniu, którego przestrzeganie sprawia, że dopiero stajemy się wyznawcami Jezusa, o przykazaniu miłości Boga, bliźniego i siebie samego. Ale przecież gdyby na świecie była tylko jedna osoba czyniąca dobro, nie można by było powiedzieć, że wszyscy ludzie są źli. Tak też nie można powiedzieć, że wszyscy chrześcijanie to podłe szuje, zarabiające na ludzkich tragediach, a odgrywające na pokaz świętych.

Chrześcijaństwo to wspólnota grzeszników. Jest wiele grup, które czynią wiele dobra, jak i takich, które upadają. Jesteśmy tylko ludźmi, próbujemy żyć tak jak Jezus, ale często nam nie wychodzi. Ale Bóg i tak nas kocha, co byśmy nie zrobili, czeka na nas ze swoim przebaczeniem i Miłością. I o tym przyszło nam świadczyć w świecie. Nie o tym, że jesteśmy święci i nieskalani, bo nie jesteśmy. Nie o tym, że jesteśmy lepsi od innych, bo w sumie niczym się nie różnimy. To, że chodzimy do Kościoła, spowiadamy się, przyjmujemy Komunię i się modlimy, to też marność, jeśli nie rodzi się w nas pragnienie kochania drugiego człowieka i świadczenia o miłości Boga. Jesteśmy posłani by mówić wszystkim, że jest Ktoś, kto kocha ich niezależnie od tego jak bardzo upadli, jaką krzywdę dzisiaj wyrządzili drugiemu człowiekowi, bez względu na to, co im dzisiaj nie wyszło. Mamy mówić zatraconym, że nikt nie może ich pozbawić godności, nikt nie może im jej zabrać. Bo niezależnie od tego jak nędzni i jak nic nie warci się czują, niezależnie od tego, co usłyszeli od innych, w jakich warunkach żyją, u Boga mają najwyższą wartość. On chce być przy nas szczególnie wtedy, gdy jest nam źle, gdy czujemy się samotni, niekochani, nic nie warci, gdy sięgamy dna i zatapiamy się w beznadziei. On wie, że wtedy najbardziej Go potrzebujemy. Jesteśmy bardziej skłonni, by wreszcie przestać się szarpać i próbować wszystko robić po swojemu i własnymi siłami. Może w końcu poprosimy Go o pomoc.

Bóg jest przy Tobie cały czas. Spróbuj sobie wyobrazić, że teraz siedzi obok Ciebie Jezus, ale nie może zrobić nic, bez Twojej zgody. Spróbuj Go zauważyć i wyciągnąć dłoń po pomoc, którą On chce Ci ofiarować. Bo na pewno ma już coś przygotowanego specjalnie dla Ciebie i już nie może się doczekać, aż Ci to wszystko podaruje. Chce podarować Ci nowe piękne Życie.

Może i w Twoim otoczeniu pojawi się taka Filomena, wysłannik Boga, właśnie w tym najgorszym momencie. I pomoże odnaleźć sens i radość codziennego życia z Bogiem.

Ja właśnie usilnie wypatruję swojej...

Cytaty z Pisma św.:

" Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień" (J8,7)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=347

"Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie"(Ef 4,32)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1031&werset=30#W30

"Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują..." (Mt 5,43-44)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=248

„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.” (J 13, 34-35)
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=352

Zwiastun filmu:

W Szczecinie film można obejrzeć:

- jednorazowo 2 kwietnia w Heliosie w ramach Kina Konesera:
http://www.helios.pl/23,Szczecin/BazaFilmow/Szczegoly/film/2777/Tajemnica-Filomeny
- w Pionierze:
http://www.kino-pionier.com.pl/film/tajemnica-filomeny

czwartek, 27 marca 2014

Płacząca kobieta

Wielkopostne zmaganie. Nie pamiętam, żebym miała kiedykolwiek tak ciężki Wielki Post. Ciągła walka z pokusami, z samą sobą, ze złym. Przymuszanie się do wszystkiego, czego nie chce mi się robić, począwszy od wstania z łóżka, na umyciu twarzy i zębów przed spaniem kończąc. No dajcie spokój! Tak się zastanawiam, ile dni można tak ciągnąć?

Sklep, kolejka i dziewczyna, która na ciebie wręcz wchodzi, ale ty zaciskasz zęby i na przekór, dodajesz: „Miłego dnia!”, odchodząc od kasy. Idziesz na uczelnie, a tam nikt nawet nie chce wziąć od ciebie Excela, na horyzoncie żadnej osoby, której mogłabyś pomóc i czujesz się taka total niepotrzebna. Modlitwa nie idzie, wytrzymanie na Mszy graniczy z heroicznym wysiłkiem. Trochę bólu codziennego, brak chęci do ćwiczeń. I taki wewnętrzny przymus, żeby komuś dowalić… Nie dam się! Nie dam się sprowokować! Nie będę wredna dla ludzi tylko dlatego, że mam dość wszystkiego, że codzienne cierpienie dobija i nie raz lamentuje Panu Bogu, że tego już za wiele, że przesadza. A On dalej te swoje „starczy ci Mojej Łaski”… A jak nie styrczy?

Zadanie do zrobienia, dwa projekty, matma do zaliczenia, mieszkanie do znalezienia, 2 miesiące do zabiegu. Full marzeń i kalekie ciało. Cała lista zaległych spraw.

Wiesz co, Panie Boże? Ty się tym zajmij! A mi pokaż kogoś bardziej potrzebującego ode mnie, żebym skończyła wreszcie z tym egocentryzmem. Amen.