sobota, 11 stycznia 2014

Iz 57, 17-19

"Zawrzałem gniewem z powodu jego występnej chciwości,
ukrywszy się w moim gniewie cios mu zadałem;
on jednak szedł zbuntowany drogą swego serca,
a drogi jego widziałem.
Ale Ja go uleczę i pocieszę,
i obdarzę pociechami jego samego
i pogrążonych z nim w smutku,
wywołując na wargi ich dziękczynienie:
Pokój! Pokój dalekim i bliskim! -
mówi Pan - Ja go uleczę."

poniedziałek, 6 stycznia 2014

"Pokój nie da Ci spokoju"

"Jego pokój to nie „święty spokój”, którego tak pragniesz. I albo się przebudzisz, i będziesz szczęśliwy, albo będziesz dalej na siłę żył w tym niesamowicie wygodnym przekonaniu, że nic więcej się nie da zrobić, a już na pewno nie da się przebaczyć. Jeśli jest w Tobie Jezus, a jest to On w twoim sumieniu ciągle będzie do tej sprawy powracał, aż w końcu zrozumiesz, że przebaczenie nie tylko uwalnia tego, kto Cię skrzywdził, ale uwalnia CIEBIE. I da Ci milion znaków, abyś pozwolił Mu działać, a to wszystko nie dlatego, że „tak jest napisane : przebacz, tak jak ja Tobie przebaczam”, nie dlatego że „takie jest Prawo”, ale jedynie dlatego, że Ty jesteś wart tego szczęścia, które kryje się pod słowem „Przebaczenie”. Jezus nigdy nie zmęczy się w prowadzeniu Cię do szczęścia.

Pokój od Niego to ten niepokój, który rodzi się w Twoim sercu za każdym razem, kiedy pomyślisz o tym złu, które się wydarzyło, na które nie miałeś żadnego wpływu, którego stałeś się ofiarą i przez które cierpiałeś jak nigdy. Tam, gdzie szatan zebrał swoje żniwo, tam jest teraz miejsce na łaskę Boga. Tam, gdzie ludzka słabość doprowadza do cierpienia, tam właśnie objawia się MOC Boga. On, dopuszczając to zło w Twoim życiu mówi : CZŁOWIEKU, kocham Cię najbardziej na świecie, ale nie możesz się na tym zatrzymać. Teraz jest czas próby, podaj mi rękę, a przejdziemy przez to razem, i to właśnie TUTAJ chcę pokazać Ci Siebie, pozwól się prowadzić i w przebaczeniu odkryj dowód Mojej Miłości. Ten niepokój to jest Głos Boga, który nie da Ci spokoju. Jest delikatny i cichy, aby Go usłyszeć musisz uciszyć samego siebie i otworzyć się na drugiego człowieka, niezależnie od tego, czy myśli on tak samo jak Ty. Jest człowiekiem takim jak Ty, więc zasługuje i jest wart przebaczenia – TAK JAK TY.

Ten trudny czas to też łaska, która pozwala Ci poznać samego siebie, swoją wartość i to , Co masz w sobie. A jest to Czysta Miłość, jeden dar z Nieba, dar do dzielenia się. A ta Miłość przecież nie pamięta złego! Ta Miłość to nie jest małe, cierpiące „ja i mój problem”, ale Ktoś obok, i w Tobie, który obiecał Ci więcej dobra niż Ty sam chcesz dla siebie. Gdyby On pamiętał zło, nie dałby rady tam, na krzyżu. Przecież Jezus nie myślał tam o tym, że świat Go nienawidzi, jedyną Jego myślą było : „Czy on mnie rozpozna? Czy pozwoli zaprowadzić się tam, gdzie spełnia się nadzieja i nie potrzeba już wiary? Czy będzie chciał przekroczyć samego siebie dla Mnie? Czy nie odmówi Mojej Miłości?”. To o Tobie myślał wtedy Jezus. On chce, byś zobaczył Jego Chwałę większą niż Twój ból."


Źródło: http://blog.pustynia-serc.pl/pokoj-nie-da-ci-spokoju/

niedziela, 5 stycznia 2014

Dar przyjaźni - Ks. Edward Staniek

"Św. Paweł mówi nam o tym, że Bóg w swojej nieskończonej miłości jeszcze przed stworzeniem świata pochylił się nad nami, pragnąc naszego szczęścia zarówno doczesnego, jak i wiecznego. Św. Jan przypomina, że my, którzyśmy się z Boga narodzili, otrzymaliśmy moc, która czyni nas dziedzicami królestwa niebieskiego.

Mając na uwadze łaski, jakie otrzymujemy od Boga, pragnę dziś zatrzymać się przez chwilę nad wyjątkowym darem, do którego tęskni ludzkie serce, ale do którego niewielu na ziemi dorasta. Chodzi o dar przyjaźni. Wczoraj, drugiego stycznia, Kościół obchodził uroczystość św. Bazylego Wielkiego i św. Grzegorza z Nazjanzu. Jest to chyba jedyny dzień w kalendarzu, w którym w szczególny sposób wyeksponowana jest ewangelicznie rozumiana przyjaźń. Są to święci, którzy spotkali się na studiach w Atenach około 355 roku. I tam zawarli przyjaźń. Po studiach ich drogi nieco się rozeszły, ale kiedy trzeba było podjąć walkę w obronie Bóstwa Chrystusa, przyjaciele stanęli obok siebie ramię w ramię i wytrwali w boju do końca. Był to ciemny okres w dziejach Kościoła. Prawda ewangeliczna była niszczona przy pomocy władzy państwowej. Biskupi więzieni, internowani, szantażowani. W tej sytuacji dwaj przyjaciele potrafili wytrwać i obronić Bóstwo Jezusa.

Przyjaźń im w tym pomagała. Grzegorz zostawił piękny poemat biograficzny, w którym wspomina, że wśród wielu darów otrzymał od Boga dar wyjątkowo wielki — przyjaźń męża, który górował nad innymi mądrością, wiedzą, szlachetnością.

Przypomnijmy zatem podstawowe prawa przyjaźni, o których mówi Ewangelia. Chrystus kilka godzin przed śmiercią powiedział: „Nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi”. Syn Boga przyszedł na ziemię po to, aby połączyć nas z sobą więzami braterskiej przyjaźni. Taki był cel Jego miłości. Za to oddał swoje życie.

Przyjaźń ewangeliczna jest przede wszystkim łaską. Spotykamy często przyjaźń czysto ludzką. Jest to jedna z największych wartości, jakie tu na ziemi można spotkać. Ta ewangeliczna jest darem Boga. Z reguły jest wielką niespodzianką dla samych przyjaciół. Spotykają się, tak jak mówi św. Paweł, w sytuacjach zaplanowanych od wieków przez samego Boga. To Bóg łączy serca przyjaciół.

Przyjaźń jest z reguły potrzebna do wykonywania zadań, które przerastają możliwości jednego człowieka. Jeśli takie zadania Bóg stawia przed człowiekiem, daje mu przyjaciela. A więc przyjaźń czyni możliwym to, co bez przyjaźni jest niemożliwe. Przyjaźń umacnia człowieka, pozwala odpocząć wtedy, kiedy przyjaciel czuwa, daje dodatkową siłę.

Przyjaźń gwarantuje wolność. Wydaje się, że jeśli biorę odpowiedzialność za drugiego człowieka, to jestem przygnieciony ciężarem tej odpowiedzialności. Odpowiedzialność zawsze jest ciężka. Ale odpowiedzialność, jaka mieści się w przyjaźni, nie tylko nie przygniata, ale czyni człowieka jeszcze bardziej wolnym. Pozwala mu bowiem przyjąć tak wielką wartość, jaką jest serce drugiego człowieka, i ofiarować za nie nawet własne życie.

Przyjaciele spotykają się wtedy, kiedy ich hierarchia wartości jest identyczna, kiedy dla jednego i drugiego cenne jest to samo. Dziś młodzi ludzie, którzy odwołują się do miłości i przyjaźni, często powiadają: „Oddaj mi się w dowód przyjaźni”. To jest tak, jakby ktoś stał w błocie i mówił: zejdź do błota, to będziemy przyjaciółmi. Prawdziwa przyjaźń działa w odwrotnym kierunku: pomóż mi wspiąć się w górę. To jest sięganie po coś, co jest cenniejsze. Zejście na dół zawsze jest łatwe.

Przyjaźń jest domem szczerości. Jest domem, w którym człowiek może być sobą, jest przyjęty takim, jaki jest, razem ze swoimi słabościami. Jest domem zbudowanym z umiłowania prawdy. Dlatego przyjaźń wymaga zaufania. To zaufanie nie wyklucza tajemnicy. Przyjaciel może mieć tajemnicę, np. zawodową, może mieć tajemnice bolesne i nie przekaże ich chcąc oszczędzić przyjaciela, ale to nie przekreśla zaufania. Ile razy w przyjaźni pojawia się zwątpienie w przyjaciela, tyle razy, jakby nożycami, przecina ono więzy przyjaźni.

Przyjaźń ma wiele form. Najbardziej upragniona to ta, w której przyjaciel stoi blisko, ramię przy ramieniu, przez dziesiątki lat. Tak jest najczęściej wtedy, kiedy na miłości przyjaźni jest zbudowane małżeństwo. Ludzie dziś dobierają się w imię miłości. To nie wystarczy. Aby małżeństwo było trwałe, jest potrzebna miłość przyjaźni, to ona decyduje o dojrzałości współmałżonków. Bywają przyjaźnie łączące ludzi, mimo iż dzielą ich tysiące kilometrów, i to przez długie lata; gdy jednak ci ludzie się spotkają, po pięciu minutach czują się tak, jakby spotkali się po raz ostatni wczoraj. Przyjaźń żyje, pokonując wszystkie odległości przestrzeni i czasu.

Jest również przyjaźń obustronna i przyjaźń jednostronna. Z tą drugą spotykamy się zwłaszcza w procesie wychowania. Ileż to razy my sami w historii swojego życia możemy odkryć człowieka, który podał nam przyjacielską dłoń. Mogło to być przez jedną godzinę, a jednak wsparcie w tym momencie przyjacielskim ramieniem okazało się dla nas niezwykle twórcze.

Przyjaźń jest wartością, o której mówią wszystkie kultury. Jedną z największych wartości, jakie spotykamy na ziemi. Przenoszona jest ponad wszelkie materialne skarby tego świata.

Ten, kto dziś przy ołtarzu potrafi podziękować za spotkanego w życiu przyjaciela, może również podziękować Bogu za to, że sam do przyjaźni dorasta. Jeśli ktoś wie, jakim skarbem jest przyjaźń, sam może już być przyjacielem innych. Jest to wielki gest zaufania Boga do nas, który pozwala, aby inni złożyli ciężar swojego serca w nasze dłonie.

Wspominając żyjących w czwartym wieku świętych przyjaciół Bazylego Wielkiego i Grzegorza z Nazjanzu, którzy swoją przyjaźnią do dnia dzisiejszego zdumiewają cały Kościół, podziękujmy Bogu za ludzi, którzy byli i są naszymi przyjaciółmi. A równocześnie poprośmy Pana Boga, abyśmy umieli sami wspierać przyjacielskim ramieniem tych, którzy przyjaciela poszukują.
"

czwartek, 2 stycznia 2014

Czas nas uczy pogody...

Błogosławionego, czyli szczęśliwego, nowego roku! Dzięki niech będą Bogu, który podarował mi te 4,5 miesiąca życia! Życia niełatwego, wypełnionego zmaganiami dnia codziennego. Ludźmi, którzy byli przy mnie ciągle i tymi, którzy pojawili się w moim życiu właśnie wtedy, kiedy zbierałam się z kawałków, w które rozsypałam się pewnego sierpniowego wieczoru. Dzięki, że jesteście!

Życie co dzień zaskakuje (= Bóg co dzień zaskakuje!). Dajcie się zaskoczyć! Dobrze mieć nadzieje, ciągle ją mieć, kiedy wszystko przeczy jakiemukolwiek dobremu końcowi. Stałam się wrażliwsza, lepiej dostrzegająca wszystko, co piękne i ulotne, ale i bardziej odczuwająca ból wszystkiego, co przykre.  Mniej niezależna, za to bardziej doceniająca obecność ludzi wokół. Nie, to nie koniec pracy nad sobą, to dopiero początek. Szlifujemy całe życie diamenty, którymi sami jesteśmy. A Bóg nam w tym pomaga, na szczęście. Nie ma co się za bardzo piłować, przecież perfekcjonizm i ciągła pogoń za lepszym, może sprawić, że zostanie z nas tylko opiłek. Jeśli znowu nie przytrzemy się, choć trochę, trudem, cierpieniem, bitwami z egoizmem i walką ze słabościami, nie wydobędzie się z nas ten piękny blask! Blask dobrego serca, dłoni wyciągniętej ku drugiemu człowiekowi, uśmiechu, który rozpromienia wszelkie cienie i ciepła, kruszącego oziębłość. 

Co do oziębłości… Odkryłam wartość przytulania, dotyku, głaskania, czy zwykłego klepnięcia w ramie. Dotknąć kogoś to jakby mu powiedzieć: jestem obok, nie jesteś sam, dasz radę, jesteś kochany, jesteś dla mnie ważny, jesteś warty miłości, akceptuje cię takim, jaki jesteś. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak! 

Odkryłam wartość chwili. Jeśli cały dzień jest do bani, to wystarczy jedno dobre wspomnienie, ulubiona piosenka, miłe słowo od kogoś bliskiego, krótka rozmowa, by ten dzień zmienił się w dobry, a nawet wspaniały. I nie można się bać chwil pięknych, tylko trzeba się nimi nasycić do cna, by do nich wracać, gdy jest gorzej. Gdy jesteś szczęśliwy, weź tę chwilę i nią żyj! Nie czekaj, nie odsuwaj, nie planuj, poddaj się! Gdy masz ochotę zrobić coś szalonego, zrób to! Tylko od Ciebie zależy, jak będzie wyglądać Twoje życia! Bóg nie wejdzie sobie od tak i nie wywróci wszystkiego do góry nogami, On potrzebuje Twojej współpracy! Spisuj swoje marzenia i wykreślaj te spełnione. Zapisz, co jeszcze masz w życiu zrobić, jakie książki przeczytać, co zobaczyć, gdzie pojechać, z kim porozmawiać. Wyznaczaj sobie cele, rozwijaj talenty, nie zaniedbuj swoich pasji, bo będziesz nieszczęśliwy! Nie pozwalaj sobie na życie z dala od ludzi, owszem czasami jest to potrzebne, ale to na chwilę, na jakiś czas. Prawdziwie szczęśliwi możemy być tylko wtedy, gdy kochamy i czujemy się kochani, a do tego potrzebni są inni ludzie! 

Bądź dla siebie wyrozumiały, nie jesteś robotem, tylko człowiekiem, masz prawo nie dać rady, popełnić błąd. Możesz czuć się źle, masz prawo mieć gorszy dzień, masz prawo być wkurzony, zdenerwowany, czy mieć kogoś dość. To takie ludzkie… Ale jeśli całe Twoje życie tak wygląda, to coś jest nie tak, jeśli nie jesteś szczęśliwy, to coś jest nie tak, jeśli czujesz, że Twoje życie jest nędzne, to również jest coś nie tak.

Jesteś Dzieckiem Boga, Synem Króla, dziedzicem, Umiłowanym, władcą świata, przecież dostałeś ziemie po to, aby czynić ją sobie poddaną!

Jesteś Najważniejszy! Kochany miłością bez granic! I jest przy Tobie zawsze Ktoś, kto pragnie Twojego szczęścia i nigdy Cię nie zawiedzie! Będzie przy Tobie zawsze, nigdy Cię nie przekreśli i nigdy nie stracisz wartości w Jego oczach. Zawsze będzie na Ciebie patrzył z miłością!!! Bóg Ojciec.

I zawsze jest przy Tobie Matka, która gdy tylko poprosisz osłoni Cię swoim płaszczem, przytuli do swojego Niepokalanego Serca i będzie za Tobą prosić swego Syna. 

I masz Anioła Stróża, takie security 24 h/ dobę. Tylko, żeby mógł Ci pomagać, musisz z nim rozmawiać, a nie go zagłuszać…

Parafrazując, życzę Ci i sobie wiary, nadziei i miłości, jednak najwięcej miłości! Życia pełnią życia, trwania w Panu każdego dnia, radości, uśmiechu na co dzień, spełniania marzeń, przyjaciół, pokoju w sercu, wytrwałości i cierpliwości w trudnościach, przygód, pięknych widoków, zdobywania kolejnych szczytów i cieszenia się tym, co mamy! Do boju! ;)

niedziela, 22 grudnia 2013

Deon.pl

"Bóg po to daje nam znak panny, która rodzi dziecko, byśmy wyszli z naszych schematów tego, jak powinno wyglądać życie innych. Byśmy nie byli ludźmi, którzy pod płaszczykiem fałszywej pobożności izolują się od "innych", bo tamci nas gorszą.

Dziś także słyszymy: "Józefie, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło". Taki właśnie jest Bóg. Wkracza w nasze życie i mówi, że to, co po ludzku wygląda beznadziejnie, a tak wyglądało poczęcie Jezusa jako dziecka nieślubnego, może być dziełem samego Boga. A więc, nie bój się patrzeć na rzeczywistość inaczej, niż na nią patrzy reszta. Nie bój się być innym.  

Wejście Boga w naszą rzeczywistość - raz jeszcze podkreślam, taką jaka ona jest, ze wszystkimi trudnymi sprawami - sprawia, że Bóg jest Emanuelem - Bogiem z nami. Ten zwrot, patrząc choćby na życie Maryi i Józefa, nie oznacza magicznego działania Boga, który nagle zmienia rzeczywistość. Bóg z nami, to sposób patrzenia na swoje życie. Jeśli On jest ze mną, to wiele rzeczy beznadziejnych na pierwszy rzut oka, może okazać się sensownych. Cała historia Józefa i Maryi każe pamiętać o jeszcze jednej ważnej sprawie - o nie działaniu pochopnie, nie pod wpływem impulsów. Józef zgodnie z prawem mógł pozbyć się Maryi, mógł nawet doprowadzić do śmierci poczętego Jezusa, gdyby zrobił to, co każe obyczaj. Ale nie! Był otwarty na Boga, który przychodzi i mówi by się nie bał wejść w coś, co go przerasta.

"Nie bój się wziąć do siebie Maryi", znaczy tyle, co nie bój się wyzwania życia, innego niż to, które sobie przy swoim zielonym stoliczku dumania wymyśliłeś."

sobota, 14 grudnia 2013

"W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry..." (Łk 1,39)

Za każdym razem, gdy idę spotkać się z moimi przyjaciółkami mam przed oczami Maryję, która zdąża do św. Elżbiety. Taka cała podekscytowana z sercem gotowym, żeby móc wylać wszystkie troski i radości. Podzielić się minionymi wydarzeniami, trudami dnia codziennego. I jak dla mnie Maryja szła sama, sama, samusieńka. Nie mając wokół siebie nikogo, z kim mogłaby porozmawiać. Mimo, że Józef był przy niej, ona w pośpiechem udała się do Elżbiety. Cała kipiąc emocjami, nie mogła już się doczekać aż podzieli się swoim sercem z tą, która wczuje się w jej sytuację, zrozumie, nie wyśmieje, nie oceni. Ale przytuli, wesprze, doradzi, nie przekreśli, nawet, gdy pozna jakąś czarną plamę na życiorysie. Spotkać się i wygadać przed kimś, kto też walczy o to, by całe swoje życie zbudować na Bogu. Z kimś, kto na wiele rzeczy patrzy podobnie, kto przeszedł przez podobne trudności. Kto chce dla Ciebie dobrze, ceni Cię i broni, kiedy trzeba. I jest kobietą, taką jak Ty!

Bezcenne -  takie są moje przyjaciółki!

Bóg dał Maryi Elżbietę, obie doświadczyły ogromu Jego miłości i Mocy, dla której "nie ma nic niemożliwego." Obie były pełne radości z tego, że Bóg zlecił im wyjątkową misje w dziejach zbawienia. I obie były cudownymi wrażliwymi, ale i silnymi kobietami głębokiej wiary. Wobec tak wielkich zapowiedzi, tego co miało się dokonać w ich życiu, nie ulękły się, tylko pokornie oddały w ręce Najwyższego, który obiecał, że się o nie zatroszczy.

A ja dostałam te cudowne Boże kobiety, które mnie wspierają na co dzień! Dzięki Ci za nie!

I proszę Cię o łaskę, abyś stwarzał nas na wzór Maryi i Elżbiety, kobietami wielkiej wiary i oddania, umacniał Duchem Świętym, napełniał radością i prowadził drogą do świętości. Amen.


"Moim najlepszym przyjacielem jest ten, który wydobywa ze mnie to, co jest we mnie najlepsze." Henry Ford

niedziela, 8 grudnia 2013

Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny (Łk 1,26-38)

"Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł."

Maryja jako wrażliwa kobieta, zmieszała się na słowa Gabriela i jak każda z nas roztrząsała, o co w tym wszystkim chodzi. Może i doszukiwała się jakiegoś drugiego dna tego, co przed chwilą wypowiedział Anioł. Zapewne robiła to rozmawiając z Bogiem w swoim sercu. Niepokalana bała się tej nowej sytuacji, nic nie rozumiała. I nagle Anioł uspokaja ją, mówi do Niej po imieniu i zapowiada coś tak niewyobrażalnego, coś tak nieodrzecznego, że zdrowy rozsądek Matki Bożej każe Jej spytać, skąd niby weźmie się dziecko, bez poczęcia. A ten mówi, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, że Duch Święty zstąpi i za Jego sprawą wszystko będzie możliwe, nawet Niepokalane Poczęcie. Zleca Jej wielką misję i zapewnia, że Bóg będzie się o Nią troszczył na tej drodze, do której Ją powołuje. Daje Maryi do odegrania najważniejszą rolę w dziejach ludzkości, będzie Matką Syna Bożego! Jak Bóg zleca misje to nie każe nam przynosić ziemniaków ze sklepu. Bóg ma wielki rozmach w zlecaniu nam zadań, On nas zaprasza do rzeczy wielkich, znaczących! Niepokalane Poczęcie, niepłodna, starsza już Elżbieta, która jest w szóstym miesiącu ciąży. Bóg nie ma ograniczeń w obdarowywaniu nas, Bóg nie ma ograniczeń w wspieraniu nas na naszej drodze. On może wszystko! On może przemieniać nasze życie, nasze serca. Potrzebne jest tylko nasze "tak", nasze "niech mi się stanie według twego słowa"!

sobota, 7 grudnia 2013

"Pan Bóg łapie na cukierki" ks. Pawlukiewicz

Będąc ostatnio na warsztatach miałam okazje wysłuchać paru świadectw nawrócenia. Niektórych już te historie nużyły i mieli dość ciągłego gadania pt „Jezus zmienił moje życie”. Po wysłuchaniu kolejnego marudzenia na ten temat, odpowiedziałam mężczyźnie stojącego naprzeciwko mnie, że „Jezus zmienił moje życie, ale niestety świadectwa nie powiem”. A on na to, że szkoda, bo dobrze się prezentuje i ludzie mogliby na mnie spojrzeć i powiedzieć: „ja też tak chcę”. Nie wiem, o co dokładnie chodziło temu człowiekowi, ale wiem, że dzięki niemu wpadłam na pewien tok, całkiem nowego myślenia.

Zastanawiałyście się kiedyś nad ewangelizacyjnym wymiarem waszego piękna, wdzięku? Pan Bóg posługuje się także naszym wyglądem i sposobem bycia. Tym, że będąc blisko Niego stajemy się urzekające i niesiemy Jego światło do innych. (Oj, jeszcze daleka droga.)

Mamy tego dowód w Piśmie Świętym, gdy Judyta, wdowa do tej pory chodząca w szatach niemalże pokutnych, przebiera się w strojne szaty i namaszcza olejkami, by w imię Pana uchronić swój naród od ciemiężców.

„I szła doliną prosto, aż ją spotkała przednia straż Asyryjczyków. Zatrzymali ją i zapytali: «Do kogo należysz, skąd przychodzisz i dokąd idziesz?» A ona odpowiedziała: «Jestem córką Hebrajczyków, uciekłam od nich, ponieważ wydani będą wam na łup. Dlatego ja idę do Holofernesa, naczelnego wodza waszego wojska, aby mu opowiedzieć słowa prawdy. Pokażę mu drogę, którą idąc zawładnie wszystkimi wzgórzami, a pośród jego ludzi nie zabraknie ani jednego ciała, ani żywej duszy». A gdy mężowie usłyszeli jej słowa i spojrzeli na jej twarz - a była ona godna podziwu z powodu wielkiej piękności - wtedy rzekli do niej: «Ocaliłaś życie swoje spiesząc się, aby przybyć przed oblicze pana naszego. Idź teraz do jego namiotu, a niektórzy z nas towarzyszyć ci będą, aż przekażą cię w jego ręce. A gdy staniesz przed nim, nie lękaj się w sercu swoim, ale powtórz te same twoje słowa, a on dobrze się z tobą obejdzie». Potem wybrali spośród siebie stu mężów i towarzyszyli jej i jej niewolnicy, i zaprowadzili je do namiotu Holofernesa.
I powstało zbiegowisko w całym obozie, ponieważ wiadomość o jej przybyciu rozgłoszono w namiotach. A przychodzący otoczyli ją, ponieważ stała na zewnątrz namiotu Holofernesa, dopóki mu o niej nie doniesiono. Podziwiali jej piękność i podziwiali przez nią Izraelitów, i mówili jeden do drugiego: «Któż może gardzić takim narodem, który ma u siebie podobne kobiety? Naprawdę nie będzie dobrze, jeśli pozostanie z nich choćby jeden mąż. Gdy bowiem pozostaną przy życiu, będą mogli sprytnie oszukać cały świat».
Wtedy wyszła przyboczna straż Holofernesa i wszyscy słudzy jego, a ją wprowadzono do namiotu. A Holofernes odpoczywał na swoim łożu pod zasłoną, która była z purpury, przetykana złotem i szmaragdami, i drogimi kamieniami. A gdy mu donieśli o niej, wyszedł do przedsionka namiotu, a przed nim niesiono srebrne lampy. A gdy Judyta stanęła przed nim i przed jego otoczeniem, zdumieli się wszyscy z powodu piękności jej oblicza. Ona zaś upadłszy na twarz oddała mu pokłon, ale słudzy jego ją podnieśli.”

Judyta oszukuje Asyryjczyków, mydli im oczy swoim wyglądem i piękną mową. A Ci niczego nie podejrzewają! I wysyłają dwie słabe kobiety w eskorcie stu mężczyzn! Oto siła jej piękna! Cały obóz otoczył je i podziwiał Judytę i cały Naród Wybrany, ze względu na wygląd ich kobiet. Judyta zwiodła wodza wojsk Asyryjskich i modląc się „Daj mi siłę w tym dniu, Panie, Boże Izraela” odcięła mu głowę, ocalając swój naród.

Niebezpieczna kobieta, silna siłą swego Boga. Bóg wyposażył ją we wszystko, czego potrzebowała, by uratować Izraelitów. Piękno, urok, zwodzenie, uwodzenie, odwaga i siła. Bóg dał nam tak wyjątkowe kobiece zdolności, nie tylko te, ale o reszcie innym razem... Dał nam je nie po to, żebyśmy na co dzień krzywdziły innych ludzi, lecz gdy nadejdzie czas jakieś wielkiej bitwy o ważne sprawy miały czym walczyć dla Jego Królestwa.

Całe to działanie nie było pomysłem Judyty, tylko pokornym poddaniem się woli Boga:

„I mówiła Judyta:
«Uderzcie w bębny na cześć mojego Boga,
zagrajcie Panu na cymbałach,
zanućcie Mu psalm i pieśń uwielbienia,
wysławiajcie i wzywajcie Jego imię!
Ponieważ Pan jest Bogiem, który niszczy wojny,
bo do swego obozu pośród ludu [prowadząc],
wyrwał mnie z rąk mych prześladowców.
Aszszur przybył z gór, od północy,
przyszedł z miriadami swoich sił zbrojnych,
mnóstwo ich obsadziło potoki,
a konnica ich okryła wzgórza.
Mówił, że wypali góry moje,
a młodzieńców moich mieczem wytnie,
niemowlęta moje o ziemię rozbije,
moje dzieci wyda na łup,
a dziewice moje na grabież.
Lecz Pan Wszechmogący pokrzyżował im szyki
ręką kobiety.
Albowiem mocarz ich nie zginął z ręki młodzieńców,
ani nie uderzyli na niego synowie tytanów,
ani nie napadli na niego olbrzymi giganci,
ale Judyta, córka Merariego,
obezwładniła go pięknością swojego oblicza.
Zdjęła bowiem swoje szaty wdowie,
aby wywyższyć uciśnionych w Izraelu,
namaściła twarz swoją olejkami.
Włosy swoje związała pod zawojem
i ubrała szaty swoje, aby go oszukać.
Sandały jej przykuły jego oko,
jej piękność usidliła jego duszę,
a miecz przeciął kark jego.
Zlękli się Persowie jej odwagi,
a Medów przeraziła swoją śmiałością.
Niedawno podnieśli krzyk uciśnieni moi [rodacy]
i słabych moich ogarnął lęk i przerażenie:
podnieśli [jednak] swój głos, a tamci uciekli.
Dzieci młodych matek ich poprzebijały,
przekłuły ich jak uciekających niewolników.
Zginęli w bitwie z Panem moim.
Bogu memu chcę zaśpiewać pieśń nową:
Panie, jesteś wielki i przesławny,
przedziwny w sile swojej i niezwyciężony.
Niech Ci służy wszelkie Twoje stworzenie,
bo Ty rzekłeś i stało się.
Tyś posłał Twego ducha, a on zbudował wszystko2,
i nie ma nikogo, kto by się sprzeciwił Twemu głosowi.
Góry bowiem poruszają się od podstaw razem z wodami,
a skały jak wosk się topią przed Tobą,
ale dla bojących się Ciebie
Ty jesteś łaskawy.
Chociaż za mała jest wszelka ofiara,
by wonią przyjemną była dla Ciebie,
i za mało wszelkiego tłuszczu
na całopalenie dla Ciebie,
lecz ten, który boi się Pana,
będzie wielki po wszystkie czasy.
Biada poganom, którzy powstają przeciw memu narodowi:
Pan Wszechmocny ich ukarze w dzień sądu,
ześle w ich ciało ogień i robactwo,
i jęczeć będą z bólu na wieki».”

I my możemy zmieniać świat i staczać bitwy dla naszego Boga, naszego Króla, jako jego wojownicze córki, wojownicze księżniczki. Wystarczy, że poddamy się Jego Świętej Woli.