niedziela, 2 września 2012

Modlitwa poranna


„Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.”



Duchu Święty, Boże, Miłości przedwieczna Ojca Syna, racz mi udzielić miłości swojej,
abym nią miłował Boga i bliźniego.
Udziel mi wesela swego,
abym w Tobie tylko szukał pociechy i radował się z łask od Ciebie odebranych.
Udziel mi swego pokoju,
abym go zachował w stosunkach z Bogiem i z ludźmi.
Daj mi cierpliwość,
abym wszystkie przykrości znosił z uległością i łagodnie.
Natchnij mnie dobrocią swoją,
abym był dla bliźnich swoich uczynny, usłużny, uprzejmy, pożyteczny - ku ich radości i zbudowaniu.
Obdarz mnie uczynnością,
abym potrzebom bliźnich chętnie i szybko zaradzał.
Udziel mi cierpliwości,
abym z rozwagą i roztropnością podejmował się zobowiązań i sumiennie je wypełniał.
Obdarz mnie cichością,
abym znosił wady i ułomności bliźnich, a wszelkie urazy chętnie darował.
Uzbrój mnie w zaufanie,
abym był daleki od podejrzliwości odnośnie moich bliźnich oraz chętnie i szczerze z nimi obcował.
Udziel mi pokory i skromności w myślach, słowach i uczynkach.
Udziel mi w końcu cnoty czystości,
abym nigdy w najmniejszym stopniu świadomie i dobrowolnie nie skalał swej duszy ani swego ciała.
Daj, abym był umiarkowany w pokarmach i napojach, skromny w ubiorze i zachowaniu.
Obym Cię, Boski Gościu mojej duszy, nigdy nie zasmucił żadnym grzechem,
A zwłaszcza odmową miłości.
Duchu Święty, Duchu Boży – Przyjdź!

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Dom na skale


„Pisz o budowie” – bardzo zabawne. Jak ja mam o niej pisać? Dużo betonu, sporo cegieł i wszystko poukładane w logiczną całość przykrytą dachem, ot cała budowa! I ludzie. Sporo ludzi. Bo i zbrojarze, cieśle, panowie od „gruchy”, murarze, tynkarze, panowie od wszystkiego, panowie od elewacji, od papy, od blacharki, panowie od hydrauliki, kanalizacji, panowie geodeci, ludzie robiący odwierty, szefowie ekip, majstrzy, kierownik, szef. I pewnie jeszcze o kimś zapomniałam. Bo i okna ktoś wstawia i drzwi i płytki ktoś kładzie i ktoś dowozi materiały, opróżnia toi-toi’e… to niezbyt przyjemna sprawa ;) Myślę, że do opisywania budowy to by się nadał jakiś socjolog, bo to, co tam zachodzi na pewno jest ciekawym materiałem do pracy badawczej. Na pewno chciałabym poruszyć kwestię kierowania/rządzenia innymi ludźmi, językiem używanym na budowie, tym kto kogo niby powinien się bać. Ale to jak będę dysponować świeżym wartkim umysłem. Bo dziś o taki ciężko..


czwartek, 7 czerwca 2012

Daj świadectwo.


„Niektórzy chyba przywykli do obecnego stanu rzeczy i trudno im się zmienić. Poddają się. No a wtedy wszyscy...Wszyscy tracimy.” (Podaj dalej)

No tak, gdy startujemy w Nowe Życie, wszystko jest nowe i inne. Nowe: spotkania, ludzie, wydarzenia, obowiązki. Dopóki nie pojawiają się większe wątpliwości, to człowiek brnie w to dalej i daje z siebie więcej, i więcej. I widzi, że jest to dobre. Aż do momentu, kiedy pojawiają się pytania, kiedy coś nie jest zgodne z jego sumieniem, kiedy nie jest tak, jak tego oczekiwał. Kiedy zaczyna widzieć kulejącą komunikację międzyludzką, kiedy dostrzega, że ci, którzy powinni pomagać, wcale nie chcą tego robić. Kiedy zauważa, że ludzie, którzy w pełni angażują się w pomoc dzieciom, mają gdzieś innych bliźnich i otwierają się tylko na wybrańców. Kiedy widzi się kogoś czyniącego ogólne dobro, a niezauważającego tych stojących obok, którzy tak bardzo chcą być wysłuchani, zauważeni. Kiedy widzi się interesowność, brak miłości i fałsz wśród chrześcijan. Jak do tego podejść? Co myśleć? Co robić? Nie nam oceniać, nie nam... Ale taki kryzys może przyjść, kiedy nie wiadomo co dalej, czy to wszystko ma sens? Można zaprzestać starań, wrócić do swojego starego trybu życia, albo wysilić się po raz kolejny, jak nas nauczył Jezus, wstając po każdym upadku. Otrzepać się i spróbować jeszcze raz, może tym razem inaczej. Przypominając sobie ciągle to, jak bardzo my ludzie jesteśmy słabi.  Jak ja, jako człowiek, jestem słaby i kruchy, jak często się mylę, jak często upadam. Jestem grzesznikiem jak każdy. Też zdarza mi się odmówić miłości, też zdarzy mi się kogoś nie zauważyć, nie docenić. Wystarczy przyjrzeć się trudnościom, które spotykamy w naszych rodzinach. Jakie jest na to lekarstwo? Trzeba nad sobą pracować, wymagać od siebie, rozglądać się, by zauważać potrzeby innych, by widzieć tych, których nikt nie dostrzega, których świat przekreślił. Skoro ktoś w czymś kuleje to przecież ja mogę wypełnić tę lukę, pomóc mu, a on dokona to, czego ja nie potrafię. To się nazywa współpraca. Nie idealne współgranie ludzi ze sobą, ale pełne trudu i zmagań tworzenie czegoś, z czego pożytek mogłaby odnieść choćby jedna osoba. Liczy się cel, liczy się to, co chcemy zmienić. A możemy zmienić cały świat, zaczynając oczywiście od nas samych. Wybaczając, akceptując wady bliźnich, pamiętając, że wszystko, co robimy, jest z woli Tego, który nas posłał. Że jeśli Mu zaufamy, On nas nauczy kochać i nieumiejętnych nauczać, wątpiącym dobrze radzić, grzeszących upominać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, strapionych pocieszać, modlić się za bliźnich, żywych i umarłych. I nie bać się, ale wierzyć. Amen.


Więcej o breloku:        http://www.mt1033.pl/

piątek, 6 kwietnia 2012

Sprawa Krzyża


Krzyż. Krzyż w Sejmie, Krzyż w szkołach, Obrońcy Krzyża. Wielki Post, ustanowienie sakramentu Eucharystii i Kapłaństwa, Wielki Piątek, Wielkanoc.
Ciągle chodzi o ten sam Krzyż i jeśli deklarujemy, że jesteśmy katolikami, bierzemy na siebie udręczenie i mękę. Ale nie tylko tą z Piątku. Także tą, na co dzień i tą polityczną. Gdy ludzie wolnością nazywają chowanie po szufladach bądź wyrzucanie do śmieci symbolu najwyższego poświęcenia Człowieka dla człowieka. I gdy starszym ludziom zabrania się wyrażania swoich poglądów, gdy nie traktujemy ich z należnym szacunkiem, tylko wyzywamy i sprowadzamy do poziomu tępych beretów, którzy czepili się Krzyża i Smoleńska. Tylko, czy nam ich osądzać? Co my przeżyliśmy? O co walczyliśmy? O wolny Internet? Bez Internetu świat jakoś normalnie funkcjonował. Ale bez poszanowania godności ludzkiej, bez uznania świętości życia, gdzie dojdziemy? Chyba większość ludzi słyszała o Hitlerze, Neronie, Judaszu, Kainie, o wielu przypadkach znęcania się człowieka nad drugim człowiekiem, o obozach zagłady. Od dziecka uczymy się, że źli są ci, którzy zabijają, kradną, kłamią, znęcają się nad innymi. A jednak w jakiś sposób ucieka nam to z pamięci, a może zaciera nam się granica między dobrem a złem? Pozwalamy na nieludzkie traktowanie pracowników, na przemoc domową w mieszkaniu obok, na wszelkie kradzieże pieniędzy, malwersacje, wykorzystujemy innych dla własnych zysków, gdy widzimy napad na ulicy nie reagujemy, bo to nie nasza sprawa. Nie reagujemy, gdy na potęgę zabija się płody i nienarodzone dzieci, nie reagujemy, gdy ludzi starszych zabija się, bo stają się niewygodni. A to właśnie są te Krzyże, to są te Krzyże, które powinniśmy nieść na co dzień, krzyże reagowania i nie pozostawania obojętnym. Krzyż przyznania się do Jezusa, do Jego Wielkiej Miłości i przyjęcia konsekwencji, jakie pociąga za sobą wiara. O wiele łatwiej przychodzi nam pójście do kościoła w trakcie Triduum. „Przecież wszyscy idą i co roku chodzę, więc trzeba kontynuować tradycje.” Tyle, że idąc do Kościoła w Wielki Czwartek powinieneś zapoznać się z tym, co na siebie przez to przyjmujesz i świadomy swej odpowiedzialności przyjąć Krzyż kapłanów, którzy są tylko ludźmi i często błądzą. Wtedy wszelkie pedofilskie afery, wszelki przepych i bogactwo wśród księży, biskupów nie jest już ich osobistą sprawą, ale sprawą twojego Kościoła. I sprawy bezczeszczenia Hostii, sakramentaliów, kościołów, też już nie są dla ciebie obce, ale jak najbardziej ciebie dotyczą. Idąc do Kościoła w Wielki Piątek stajesz się obrońcą Krzyża Świętego i bierzesz na siebie obowiązek walki o szacunek dla Boga, wiary i Kościoła, a więc i dla Matki Bożej, świętych, Papieża, księży, biskupów, zakonników, osób świeckich w Kościele, dzieci i tak też tych, którzy popierają Radio Maryja. A nawet więcej, bo masz walczyć o szacunek dla każdego człowieka, o godne życie dla każdego, bo Jezus nie umarł za jakąś grupę ludzi, ale za nas wszystkich. Święcąc pokarmy w Kościele, uznajesz jego świętość, a swoją przynależność. Bo jaki sens ma cały ten obrząd, gdy dla ciebie to jest zwykła woda, a miejsce, do którego idziesz z koszyczkiem nie jest Świątynią Boga, w której przebywa żywy Bóg pod postacią chleba, nie jest miejscem codziennie zachodzącego cudu Ofiarowania się za nas i nasze grzechy, tylko jakimś budynkiem. Po co wtedy tam iść? Ale idziesz, bo Ty wierzysz, że już wieczorem będziesz świętować to, że Twój Bóg Wszechmogący, pokonał śmierć i wraz z nadejściem poranka wychodzi w grobu byś i ty mógł zmartwychwstać do Nowego Życia. A jeśli tak nie jest to może właśnie nadeszła pora przyznania się, że nie wiesz, o co w tym wszystkim chodzi, nie rozumiesz i z pokorą poprosić Boga, pomimo że może nie wiesz, kim On jest, nie znasz Go, to bardzo chciałbyś się z Nim zaprzyjaźnić, by kiedyś pojąć sens tego wszystkiego i jego trudnej Miłości. Wymagającej od nas odpowiedzialności każdego dnia, ale też dającej siłę by tą odpowiedzialność unieść. A wtedy widok Krzyża nie gorszy, tylko przypomina, że Ktoś kocha mnie nad życie.


Krzyżu święty, nade wszystko,
drzewo przenajszlachetniejsze!
W żadnym lesie takie nie jest,
jedno, na którym sam Bóg jest.
Słodkie drzewo, słodkie gwoździe
rozkoszny owoc nosiło.
Skłoń gałązki, drzewo święte,
Ulżyj członkom tak rozpiętym.
Odmień teraz oną srogość,
Którąś miało z urodzenia.
Spuść lekuchno i cichuchno
Ciało Króla niebieskiego.
Tyś samo było dostojne,
Nosić światowe Zbawienie,
Przez cię przewóz jest naprawion,
Światu, który był zagubion,
Który święta Krew polała,
Co z Baranka wypłynęła.
Niesłychana to jest dobroć,
Za kogo na krzyżu umrzeć,
Któż to może d2isiaj zdziałać,
Za kogo swoją duszę dać?
Sam to Pan Jezus wykonał,
Bo nas wiernie umiłował.


poniedziałek, 27 lutego 2012

"Historia "Roja", czyli w ziemi lepiej słychać"


Dzięki Ci Boże za ten film! Teraz już wiem, że jak przyjdzie wojna, to będę jedną z tych modlących się o pokój. Tak bardzo obrzydł mi obraz bohaterów podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, że będę chyba ostatnią osobą, która weźmie do ręki broń. Chamstwo i dziwne pobudki. Tak jakby nie mieli, co w życiu robić, więc wzięli się do zabawy w wojnę. Młodzi chłopcy, którzy wykonywali wyroki na ludziach jakby to oni byli sędziami, jakby im było wolno dysponować życiem i śmiercią. I jeszcze ich dziwna pobożność, jakby na pokaz, taki dodatek do imażu. Bo przecież trzeba mieć jakieś idee, którymi będziemy machać przed oczami innych.  

Wiem, jestem młoda, mało przeżyłam. Nie wiem, co to wojna. Nie wiem, co to śmierć. Ale wiem, że taki film nie powinien budzić odrazy w żadnym Polaku. Może coś jest zrobione nie tak? Gloryfikacja żołnierzy i ukazanie ich, jako ideałów bez skazy byłaby zakłamaniem, ale może przyniosłaby więcej pożytku niż pokazywanie ich, jako, tak mi się skojarzyło, staropolskich szlachciców - od razu staje mi przed oczami obraz pana w żupanie, z krągłym brzuszkiem i kuflem w ręku, regularnie wzniecającego rozboje w stanie wskazującym. Za mało w tym filmie męstwa, za mało honoru i za mało obrazów prawdziwych mężczyzn, jakimi stawali się tacy walczący chłopcy. Gdzieś ten patos uleciał z tych postaci, a nie powinien. Ci ludzie zasługują na szacunek.

Fabuła była dość dobra, na jej podstawie można było nakręcić coś bardziej spójnego, z bardziej wyraźnym przekazem. Coś, co by edukowało, wywarło jakiś wpływ na dzisiejszych młodych pokoleniach Polaków, którzy brną ślepo do przodu. Tak, to nie jest film dla dzieci, brutalność odbywanych tam stosunków płciowych budził i u mnie odrazę. 

Wiem, wiem, kopia robocza. 

Reasumując, film godny polecenia, bo jeszcze o tym filmu nie było(a przynajmniej tak mi się wydaje) i patriotyzm w każdej postaci (oczywiście, jeśli chodzi o zdrowy) jest wskazany. I po obejrzeniu każdy może wyrobić sobie własną opinie, inną niż moja. 

Bo może o to właśnie chodziło, by pokazać każdemu zwykłemu człowiekowi, że może walczyć o "Wielką Polskę"...